Xsara 1.4i benzyna kupiona w 1998, produkcja z grudnia 1997.
Od jakichś 2 miesięcy przy zapalaniu na zimno zegary dobijały do maxa (bez żadnego efektu ubocznego), przy zapalaniu jak silnik był ciepły - efektu nie było.
Tuż przed Świętami przy włączeniu rano obroty wskoczyły na 3000 i za Chiny nie chciały zejść. Auto musiałem więc zostawić.
Po Świętach odpaliłem, żeby pojechać do mechanika - bez problemu odpaliła, obroty były normalne.
Mechanik wyczyścił silniczek krokowy i przepustnicę. Jako że auto stało u niego ponad godzinę - wystygło i po zapaleniu obroty były około 1800-2000, ale po chwili spadły (same). Polecił sprawdzenie odczytów na komputerze i doładowanie akumulatora, podejrzewał silniczek krokowy lub któryś z czujników. Nowy akumulator kupiłem tego samego dnia i efekt "dobijania zegarów" minął.
Mimo czyszczenia efekt nie minął - zawsze rano i po po południu (wyjście z pracy) - na zimnym silniku - obroty wskakiwały na 2000, przy zmianie biegów też nie schodziły poniżej 2000, dopiero po około 2 minutach schodziły na normalne i potem już było OK - autko śmiga pięknie.
Sprawdzenie u znajomego na komputerze niestety nic nie dało - wszystkie parametry wyglądały na dobre, może jedynie czujnik powietrza pokazywał za wysoką temperaturę (21-24 stopnie, a powietrze miało jakieś 7-8). Znajomy wymienił mi więc (chyba "na czuja") silniczek krokowy i czujnik temperatury.
Problem nie zniknął, minimalnie się zmniejszył - teraz obroty wchodzą na 1800-2000, czasem jak delikatnie obciążę silnik puszczeniem sprzęgła to spadają do około 1200-1400, po chwili najczęściej jednak znów wzrastają, a po 2 minutach zmniejszają się i potem znów jest normalnie.
Jak przez chwilę było cieplej, to - może mi się wydawało - że powrót do normalnych obrotów trwał krócej.
Problem dotyczy wyłącznie zimnego silnika, po tych dwóch minutach auto chodzi wzorowo...
Co można jeszcze sprawdzić? Co jest najbardziej podejrzane?
Może ktoś się spotkał z czymś takim? Pomocy, please.
Od jakichś 2 miesięcy przy zapalaniu na zimno zegary dobijały do maxa (bez żadnego efektu ubocznego), przy zapalaniu jak silnik był ciepły - efektu nie było.
Tuż przed Świętami przy włączeniu rano obroty wskoczyły na 3000 i za Chiny nie chciały zejść. Auto musiałem więc zostawić.
Po Świętach odpaliłem, żeby pojechać do mechanika - bez problemu odpaliła, obroty były normalne.
Mechanik wyczyścił silniczek krokowy i przepustnicę. Jako że auto stało u niego ponad godzinę - wystygło i po zapaleniu obroty były około 1800-2000, ale po chwili spadły (same). Polecił sprawdzenie odczytów na komputerze i doładowanie akumulatora, podejrzewał silniczek krokowy lub któryś z czujników. Nowy akumulator kupiłem tego samego dnia i efekt "dobijania zegarów" minął.
Mimo czyszczenia efekt nie minął - zawsze rano i po po południu (wyjście z pracy) - na zimnym silniku - obroty wskakiwały na 2000, przy zmianie biegów też nie schodziły poniżej 2000, dopiero po około 2 minutach schodziły na normalne i potem już było OK - autko śmiga pięknie.
Sprawdzenie u znajomego na komputerze niestety nic nie dało - wszystkie parametry wyglądały na dobre, może jedynie czujnik powietrza pokazywał za wysoką temperaturę (21-24 stopnie, a powietrze miało jakieś 7-8). Znajomy wymienił mi więc (chyba "na czuja") silniczek krokowy i czujnik temperatury.
Problem nie zniknął, minimalnie się zmniejszył - teraz obroty wchodzą na 1800-2000, czasem jak delikatnie obciążę silnik puszczeniem sprzęgła to spadają do około 1200-1400, po chwili najczęściej jednak znów wzrastają, a po 2 minutach zmniejszają się i potem znów jest normalnie.
Jak przez chwilę było cieplej, to - może mi się wydawało - że powrót do normalnych obrotów trwał krócej.
Problem dotyczy wyłącznie zimnego silnika, po tych dwóch minutach auto chodzi wzorowo...
Co można jeszcze sprawdzić? Co jest najbardziej podejrzane?
Może ktoś się spotkał z czymś takim? Pomocy, please.