Witam serdecznie.
Jakoś w styczniu odkupiłem od dziadka Lanosa 1.5 16v (100KM). I w sumie kupiłem go tylko dlatego, że od nowości auto jest w rodzinie (wiem co go bolało i wiem, że każda usterka była robiona od razu).
W listopadzie był wymieniany w nim akumulator na nówkę.
Parę dni temu miałem sytuację, że zakopałem się autem nieopodal teściów (droga gruntowa nieutwardzona + mnóstwo wody zrobiło swoje). Próbowałem się wydostać i wkręcałem auto na coraz wyższe obroty (na cud chyba liczyłem). Żona zauwazyła że z pod maski poszedł dym (nie jakiś intensywny ani niepokojący w mojej ocenie). Zgasiłem więc auto i otworzyłem maskę żeby komora się ostudziła. W końcu zadzwoniłem po pewnego rolnika i wyciagnął mnie ciągnikiem. Tego dnia jeszcze jeździłem autem normalnie. Następnego już w ogóle nie dawał oznak życia. Czy to, że dostał swoje dnia poprzedniego mogło wpłynąć na rozładowanie/przeładowanie akumulatora?
Nadmienię, że od wczoraj popołudnia go ładuję i na prostowniku wskazówka nieznacznie opadła (z pozycji maksymalnego rozładowania) a akumulator ma zabudowane jakieś dziwne węże (nie widziałem jeszcze nigdzie takiego wynalazku).
Proszę o pomoc co mam robić. Czy to akumulator jest już do dupy (mimo, krótkiego okresu uzytkowania) czy problemu szukać gdzie indziej?
Dodam jeszcze, że przy największych mrozach samochód odpalał od tzw strzała czyli za pierwszym razem.
Jakoś w styczniu odkupiłem od dziadka Lanosa 1.5 16v (100KM). I w sumie kupiłem go tylko dlatego, że od nowości auto jest w rodzinie (wiem co go bolało i wiem, że każda usterka była robiona od razu).
W listopadzie był wymieniany w nim akumulator na nówkę.
Parę dni temu miałem sytuację, że zakopałem się autem nieopodal teściów (droga gruntowa nieutwardzona + mnóstwo wody zrobiło swoje). Próbowałem się wydostać i wkręcałem auto na coraz wyższe obroty (na cud chyba liczyłem). Żona zauwazyła że z pod maski poszedł dym (nie jakiś intensywny ani niepokojący w mojej ocenie). Zgasiłem więc auto i otworzyłem maskę żeby komora się ostudziła. W końcu zadzwoniłem po pewnego rolnika i wyciagnął mnie ciągnikiem. Tego dnia jeszcze jeździłem autem normalnie. Następnego już w ogóle nie dawał oznak życia. Czy to, że dostał swoje dnia poprzedniego mogło wpłynąć na rozładowanie/przeładowanie akumulatora?
Nadmienię, że od wczoraj popołudnia go ładuję i na prostowniku wskazówka nieznacznie opadła (z pozycji maksymalnego rozładowania) a akumulator ma zabudowane jakieś dziwne węże (nie widziałem jeszcze nigdzie takiego wynalazku).
Proszę o pomoc co mam robić. Czy to akumulator jest już do dupy (mimo, krótkiego okresu uzytkowania) czy problemu szukać gdzie indziej?
Dodam jeszcze, że przy największych mrozach samochód odpalał od tzw strzała czyli za pierwszym razem.