1 - Pomierz rezystancję przewodów - każdy z każdym.
2 - zdejmij jeden z dekli czołowych. Otwórz silnik i sprawdź ile ma uzwojeń.
Podzielne przez 3 (3,6,9,12) - trójfazowy.
Dwa lub cztery - jednofazowy.
3 -
Bez tabliczki - nie podłączaj go. Nawet po wskazaniu, ze jest trójfazowy.
Wcale nie tak dawno, w Polsce było napięcie trójfazowe 220V. Z tego okresu nadal jest sporo silników po lamusach schowanych. Sieci takie były w użyciu jeszcze w latach 80-tych XXw. I nadal można je spotkać w nielicznych instalacjach przemysłowych.
Taki silnik po podłączeniu pod dzisiejszą sieć, po prostu się spali.
A ten silnik ma design typowy dla wczesnych lat powojennych.
Żeby sprawdzić ten silnik, należałoby go podpiąć pod stanowisko pomiarowe z regulowanym napięciem trójfazowym i sprawdzić przy jakim napięciu będzie pracował optymalnie.
Bez informacji z tabliczki, jest wart tyle co miedź w środku i obudowa na złomie. Chyba, że jako obiekt kolekcjonerski. Silnik jest spory, ale nie ma dużej mocy. Obecnie silniki o takich parametrach są mniejsze, lżejsze i sprawniejsze. I nie są drogie. Jako napęd szlifierki zapewne nie miał więcej niż 1kW. Można zmierzyć przekrój przewodów - będzie wiadomo do jakiego prądu maksymalnie był przystosowany.
Sam mam w piwnicy silnik z 1928 roku, jednofazowy na 220V bez uzwojenia rozruchowego. Silniki takie były przystosowane do pracy na zwarciu z zatrzymanym wałem (żarły wtedy energii co niemiara), a rozruch był dokonywany za pomocą zewnętrznego pasa transmisyjnego.
Dość popularna technologia przed IIWŚ. Silnik ma łożyska ślizgowe i nadal działa.

Dziadek używał go do domowej szlifierki z taboretu.

Trzymam go przez sentyment.
Możesz go wyszykować, odmalować i spróbować opchnąć kolekcjonerom.