Witam
Kilka dni temu, po nieudanej aktualizacji BIOS-u, laptop odmówił współpracy. Cała procedura aktualizacji przebiegła prawidłowo, komputer po zakończonym procesie się wyłączył (zgodnie z procedurą). Niestety po włączeniu brak obrazu, wszystkie diody na panelu dotykowym się świeciły, wentylator chodził z początku głośno, po kilku sekundach się wyciszał. Niestety w żaden sposób nie byłem w stanie przywrócić laptopa do życia - sztuczki z pendrive nie zdały egzaminu, laptop w ogóle nie czytał urządzeń USB, próbowałem kilka różnych paluchów, wszystkie możliwe kombinacje klawiszy przy uruchomieniu, aby wymusić aktualizację, bez skutku. No więc jedynym rozwiązaniem było zaprogramowanie kości BIOS z użyciem programatora.
Jako że nie jestem specem w tej dziedzinie, to poszedłem z płytą do osoby, która się tymi rzeczami zajmuje. Po wylutowaniu kości BIOS (EON F80 75HCP) i jej sprawdzeniu (serwisant stwierdził, że kość jest OK i jak najbardziej można ją programować) oraz zaprogramowaniu jej wsadem (najnowszym BIOS-em dostępnym dla tego modelu F.34 wersja A, czyli dla tego modelu z układem GF7150/nf630M) i wlutowaniu jej z powrotem, po powrocie do domu i złożeniu laptopa niestety płyta nie daje żadnych oznak życia, jest jeszcze gorzej, niż było przed zaprogramowaniem BIOS-u. Teraz po podłączeniu zasilacza do laptopa nie pali się żadna dioda, nawet ta od ładowania baterii, nie mówiąc już o tym, że laptop w ogóle nie reaguje na przycisk POWER. Moje pytanie brzmi: czy niewłaściwe zaprogramowanie kości BIOS jest w stanie totalnie uziemić płytę, tak że w ogóle nie daje żadnych oznak życia, czy po prostu serwisant wlutowywując kość najzwyczajniej coś spaprał, uwalając płytę na amen?
Serwisant twierdzi, że "płyta jest nieprawidłowo zamontowana" i dlatego w ogóle nie reaguje - no cóż, od kilku lat wymieniam części w latopach, więc raczej wiem, jak montuje się płytę główną, wszystko jest dobrze podłączone. Na płycie nie widać, aby był przepalony jakikolwiek element.
Z góry dzięki za odpowiedzi.
Kilka dni temu, po nieudanej aktualizacji BIOS-u, laptop odmówił współpracy. Cała procedura aktualizacji przebiegła prawidłowo, komputer po zakończonym procesie się wyłączył (zgodnie z procedurą). Niestety po włączeniu brak obrazu, wszystkie diody na panelu dotykowym się świeciły, wentylator chodził z początku głośno, po kilku sekundach się wyciszał. Niestety w żaden sposób nie byłem w stanie przywrócić laptopa do życia - sztuczki z pendrive nie zdały egzaminu, laptop w ogóle nie czytał urządzeń USB, próbowałem kilka różnych paluchów, wszystkie możliwe kombinacje klawiszy przy uruchomieniu, aby wymusić aktualizację, bez skutku. No więc jedynym rozwiązaniem było zaprogramowanie kości BIOS z użyciem programatora.
Jako że nie jestem specem w tej dziedzinie, to poszedłem z płytą do osoby, która się tymi rzeczami zajmuje. Po wylutowaniu kości BIOS (EON F80 75HCP) i jej sprawdzeniu (serwisant stwierdził, że kość jest OK i jak najbardziej można ją programować) oraz zaprogramowaniu jej wsadem (najnowszym BIOS-em dostępnym dla tego modelu F.34 wersja A, czyli dla tego modelu z układem GF7150/nf630M) i wlutowaniu jej z powrotem, po powrocie do domu i złożeniu laptopa niestety płyta nie daje żadnych oznak życia, jest jeszcze gorzej, niż było przed zaprogramowaniem BIOS-u. Teraz po podłączeniu zasilacza do laptopa nie pali się żadna dioda, nawet ta od ładowania baterii, nie mówiąc już o tym, że laptop w ogóle nie reaguje na przycisk POWER. Moje pytanie brzmi: czy niewłaściwe zaprogramowanie kości BIOS jest w stanie totalnie uziemić płytę, tak że w ogóle nie daje żadnych oznak życia, czy po prostu serwisant wlutowywując kość najzwyczajniej coś spaprał, uwalając płytę na amen?
Serwisant twierdzi, że "płyta jest nieprawidłowo zamontowana" i dlatego w ogóle nie reaguje - no cóż, od kilku lat wymieniam części w latopach, więc raczej wiem, jak montuje się płytę główną, wszystko jest dobrze podłączone. Na płycie nie widać, aby był przepalony jakikolwiek element.
Z góry dzięki za odpowiedzi.