Cała końcówka mocy z przedwzmacniaczem znajduje się wraz z wielkimi radiatorami na jednej płytce. Niestety cały ten moduł "gra" w głośniku, niezależnie w co zapukam czy w płytkę, w radiator czy elementy elektroniczne. Sprawdziłem na oko luty i wszystko wydaje się być ok.
Zauważyłem jeszcze ,że kiedy wzmacniacz się nagrzeje pukanie daje bardzo głośne odgłosy w głośniku pomimo ustawienia głośności na minimum. Czyli charakterystyka tych zakłuceń audio jest zmienna hmm rezystor, kondensator...? Czytając post obok , ktoś napisał by sprawdzić styki przekaźnika, ale czy gdyby były to styki to występowała by tak zróżnicowana charakterystyka odgłosów? Szum i pyknięcia byłyby na tym samym poziomie a tutaj widać a raczej słychać, że uzależnione to jest od temperatury jakiegoś elemntu/ów.
Dodano po 1 [godziny] 20 [minuty]:
Właśnie miałem nakręcić filmik kiedy odkryłem analogiczny problem w prawym kanale. Przekaźniki, które odpowiadają za podłączenie głośników reagują z załączeniem z bardzo dużym opóźnieniem! Kurde co raz gorzej to wygląda...
Przełącznik, który odpowiada za wybór pary kolumn głośnikowych generuje stukot podczas załączania przekaźników wyżej wymienionych, może to faktycznie wina przekaźników? One również maja funkcję ochronną kolumn przy przesterowaniu czy właśnie jakiś zakłuceń. To były jaja gdyby istotą problemu były przekaźniki bo jednocześnie same stanowią element ochrony przed sobą

. Przekaźniki firmy chyba Takamisawa
Dodano po 3 [godziny] 33 [minuty]:
Sukces!!!! Sukces!!!
Naprawiłem bestie! Po tym jak chciałem zajrzeć do przekaźników okazało się ,że nie mam odsysacza ale zaglądając od góry do środka przekaźnika ujrzałem mechanizm jak w szwajcarskim zegarku - czysto i ładnie. Zacząłem oglądać moduł końcówki mocy, przyglądałem się lotom itp. W końcu zdesperowany zacząłem starą moją metodą ruszać delikatnie w odpowiedni sposób tranzystorami i kondensatorami licząc, że może uda mi się znaleźć chociaż jeden uszkodzony punkt lutowniczy i już pierwszy tranzystor z czterech, po dwa w każdym torze audio na przedwzmacniaczu zaczął się kiwać na boki jak pijany. Odwracam moduł do góry nogami a tam gołym okiem widać przerwę na lutach na polach lutowniczych, nie chciałem wierzyć w to co zobaczyłem. Jeszcze w trzech tranzystorach luty nie trzymały się pól lutowniczych, widoczne dopiero po przechyleniu tranzystora. Wszystkie na nowo przylutowałem a 4 w najlepszym stanie również dostał nowe luty. I problem zniknął!
Te tranzystory były najbardziej narażone na tego typu uszkodzenie na polach lutowych ze względu na to,że wystają wysoko ponad PCB i nie są przymocowane do czegoś co dało by stabilną pozycję.
Dawno nie słyszałem takiej ciszy po włączeniu wzmacniacza
Do moderatora mam prośbę by umieścił temat chociaż w dziale AUDIO bowiem mowa jest o wzmacniaczu audio Hi-Fi - MARANTZ PM-68 . A jeśli chodzi o piaskownice cóż...