Witam.
Problem jest taki.
Posiadany sprzęt to zte dsl831AII w trybie bridge > router Tp-link N600 >komputer
Rys historyczny:
Teraz sytuacja bieżąca.
Od 1,5 tygodnia żona informuje mnie że znika internet.
W sobotę byłem w domu i akurat stała się w/w sytuacja.
Diody na modemie standardowo (power, dsl, ethernet. W trybie bridge dioda internet nigdy sienie pali).
Wykonuję restart routera programowo. Nic.
Restart modemu programowo - Nic.
Oba restarty z odłączeniem zasilania. Dalej to samo.
Ponownie wpisuję login i hasło mimo że pola są wypełnione, zatwierdzam - nic.
Poddaję się.
Dzwonię do orange.
Konsultantka potwierdziła że widać że miałem jakieś problemy ale że modem jest zsynchronizowany ale przyjmie zgłoszenie niech technicy sprawdzą.
No i znowu zaczyna się przygoda.
Dzwoni technik. Informuje że widzi że mam net (akurat zaskoczył kilka naście minut przed jego telefonem), jest zsynchronizowany bardzo wysoko bo na te 10Mb a to za dużo jak na taką odległość.
Odparłem, że tak chodził już z pół roku albo i lepiej i nie było problemu.
Wypytał o sprzęt i stwierdził że posiadany modem nie moze nigdy pracować w trybie bridge, te tryb jest "chwilowy" i może rozłączać. MOgę też mieć uszkodzony któryś ze sprzętów (modem, router) że z ich strony jest OK.
Znowu info że jak przyjadą, podłączą swój modem i net będzie to uznane to zapewne będzie za bezpodstawne wezwanie i orange mnie obciąży.
Powiedziałem żeby na razie nie przyjeżdżali, że może będzie ok bo net się pojawił.
Dzisiaj (środa) znowu to samo.
Nie wiem co mam robić.
Jak ze swojej strony zyskać pewność że to któryś (bądź nie) z moich sprzętów szwankuje zanim zadzwonię?
Jak to jest z tym trybem bridge o którym mówił technik( przecież cały czas tak mam)?
Jak reklamować przerwy takie skoro jest ryzyko ze jak technik przyjedzie to trafi na "sprawne łącze" i uznają to za bezpodstawne wezwanie
ufff. Wiem że sporo tekstu (mimo historii ujętej w spoiler) ale chciałem przekazać pełny obraz sytuacji.
Problem jest taki.
Posiadany sprzęt to zte dsl831AII w trybie bridge > router Tp-link N600 >komputer
Rys historyczny:
Spoiler:
Zamówiłem kilka lat temu neostradę. Powiedziano ze z uwagi na odlełość od centrali max prędkość to 2Mb. Wziałem. Nasepnie przez formularz internetowy zamówiłem zwiększenie prędkości do 6. Poszło. Chodziło dobrze aż do następnej zmiany umowy.
Jedyna dostępna opcja była do 10Mb. Wziąłem. Zsynchronizowało się na ok 8Mb. Byłem zadowolony. Po ok pół roku nastąpiła awaria (przerwany kabel w okolicy). Po jego naprawieniu prędkość spadła i to znacznie.
Reklamowałem.
Postraszono mnie (życzliwa rada techników) że oni widzą że net mi działa, że w umowie jest ten kruczek "do 10Mb" i jak przyjadą to będę obciążony kosztami.
Że to nie ma sensu. Trochę pogadałem że przecież było ok i to po ich usterce sytuacja się pogorszyła. Technik przyjechał, sprawdził net chodził tyle że wolniej (nie pamiętam dokładnie ale chyba 4-6Mb). Wykonał telefon i poszedł. Nic nie płaciłem a prędkość podskoczyła do 10Mb/s. Czyli rewelka.
Fakt pojawiały (w statystykach modemu) jakieś błędy (sprawdzę jak wrócę do domu) ale śmigało ekstra.
Zamówiłem kilka lat temu neostradę. Powiedziano ze z uwagi na odlełość od centrali max prędkość to 2Mb. Wziałem. Nasepnie przez formularz internetowy zamówiłem zwiększenie prędkości do 6. Poszło. Chodziło dobrze aż do następnej zmiany umowy.
Jedyna dostępna opcja była do 10Mb. Wziąłem. Zsynchronizowało się na ok 8Mb. Byłem zadowolony. Po ok pół roku nastąpiła awaria (przerwany kabel w okolicy). Po jego naprawieniu prędkość spadła i to znacznie.
Reklamowałem.
Postraszono mnie (życzliwa rada techników) że oni widzą że net mi działa, że w umowie jest ten kruczek "do 10Mb" i jak przyjadą to będę obciążony kosztami.
Że to nie ma sensu. Trochę pogadałem że przecież było ok i to po ich usterce sytuacja się pogorszyła. Technik przyjechał, sprawdził net chodził tyle że wolniej (nie pamiętam dokładnie ale chyba 4-6Mb). Wykonał telefon i poszedł. Nic nie płaciłem a prędkość podskoczyła do 10Mb/s. Czyli rewelka.
Fakt pojawiały (w statystykach modemu) jakieś błędy (sprawdzę jak wrócę do domu) ale śmigało ekstra.
Teraz sytuacja bieżąca.
Od 1,5 tygodnia żona informuje mnie że znika internet.
W sobotę byłem w domu i akurat stała się w/w sytuacja.
Diody na modemie standardowo (power, dsl, ethernet. W trybie bridge dioda internet nigdy sienie pali).
Wykonuję restart routera programowo. Nic.
Restart modemu programowo - Nic.
Oba restarty z odłączeniem zasilania. Dalej to samo.
Ponownie wpisuję login i hasło mimo że pola są wypełnione, zatwierdzam - nic.
Poddaję się.
Dzwonię do orange.
Konsultantka potwierdziła że widać że miałem jakieś problemy ale że modem jest zsynchronizowany ale przyjmie zgłoszenie niech technicy sprawdzą.
No i znowu zaczyna się przygoda.
Dzwoni technik. Informuje że widzi że mam net (akurat zaskoczył kilka naście minut przed jego telefonem), jest zsynchronizowany bardzo wysoko bo na te 10Mb a to za dużo jak na taką odległość.
Odparłem, że tak chodził już z pół roku albo i lepiej i nie było problemu.
Wypytał o sprzęt i stwierdził że posiadany modem nie moze nigdy pracować w trybie bridge, te tryb jest "chwilowy" i może rozłączać. MOgę też mieć uszkodzony któryś ze sprzętów (modem, router) że z ich strony jest OK.
Znowu info że jak przyjadą, podłączą swój modem i net będzie to uznane to zapewne będzie za bezpodstawne wezwanie i orange mnie obciąży.
Powiedziałem żeby na razie nie przyjeżdżali, że może będzie ok bo net się pojawił.
Dzisiaj (środa) znowu to samo.
Nie wiem co mam robić.
Jak ze swojej strony zyskać pewność że to któryś (bądź nie) z moich sprzętów szwankuje zanim zadzwonię?
Jak to jest z tym trybem bridge o którym mówił technik( przecież cały czas tak mam)?
Jak reklamować przerwy takie skoro jest ryzyko ze jak technik przyjedzie to trafi na "sprawne łącze" i uznają to za bezpodstawne wezwanie
ufff. Wiem że sporo tekstu (mimo historii ujętej w spoiler) ale chciałem przekazać pełny obraz sytuacji.