Akumulator nie ma wbudowanego instynktu samozachowawczego i nie wie, jaki prąd będzie dla niego bezpieczny. Ładując go ładowarką wywołujesz reakcje elektrochemiczne (i nagrzewanie). Reakcje te nie zachodzą z dowolną szybkością, bo zależą od ruchliwości jonów. Jeśli każesz prądowi płynąć szybciej od maksymalnej szybkości ruchu ładunków w elektrolicie, to nadwyżka prądu wymusi zachodzenie jeszcze innych reakcji (które będą szkodliwe i spowodują np. gazowanie lub zatykanie elektrod), aby przenieść całkowity prąd wymuszony przez ładowarkę. Żeby tego uniknąć, w porządnych ładowarkach jest ograniczenie prądu ładowania. Jeśli weźmiesz dedykowaną ładowarkę, to masz pewność, że puści prądu tylko tyle, żeby zaszły pożądane reakcje. A jeśli puścisz więcej prądu z przypadkowo znalezionej ładowarki, to wywołasz reakcje, których efektów nie chcesz zobaczyć. Do tego zwiększone nagrzewanie akumulatora poprawi wrażenia estetyczne w momencie ewentualnego wybuchu.
Nie pamiętam teraz ile wynosi czas ładowania aku żelowych, ale chyba bardzo się nie pomylę, jeśli powinno się je ładować przez 10 godzin, czyli przykładowo pojemność 20 Ah należałoby ładować prądem nie większym, niż 2 A (prosty przelicznik: pojemność wyrażoną w Ah podziel przez 10 i masz prąd ładowania w A). A więc nie szarp się z superszybkim ładowaniem, tylko zostaw na noc. Szybkie ładowania skracają żywotność akumulatorków.
I jeszcze jedno: żarówki w szereg nie włączaj. Przy przepływie prądu będziesz mieć na niej spadek napięcia równy I*R żarówki. Dla proponowanej przez Ciebie 20 W (zakładam 12 V) R żarówki wynosi 7,2 oma. Puść przez to choćby 0,5 A, stracisz 3,6 V. Musiałbyś dać ładowarkę o większym napięciu. Opór w szereg to naprawdę kiepski pomysł na regulację.