Nie wiem, czemu upieracie się przy bateryjkach. Tam jest gniazdo, do którego wtyka się standardowy przewód dwużyłowy sieciowy, występujący w wielu sprzętach i do kupienia za kilka zł. Włożenie wtyczki przewodu do gniazda w odbiorniku odłącza baterie. Ponadto na sieci będzie głośniej grało, bo końcówki dostają w Julce zasilanie bez stabilizacji i to wychodzi ok. 17V (baterie tylko 12V).
Problem gdzie kupować (nie tylko baterie) ma dla mnie zupełnie inny wymiar. Nawet jeśli kilka złotych drożej, to mam wniesione do domu - a windy u mnie nie ma... (Spożywkę też zamawiam we Frisco - by nie nosić).
Problem baterii - w moim pojmowaniu Świata - to raczej ekologia! Każda bateryjka, nawet ekologicznie zutylizowana - to niepotrzebny wydatek energii:
-na wyprodukowanie,
-na transport,
-na ponowny transport odpadów,
-na utylizację.
Argument, że dzięki temu jacyś ludzie mają pracę nie do końca mnie przekonuje.
Nie jestem zakręconym ekologiem, ani fanem oszczędzania, ale dysponujmy mądrze tym co nam natura dała.
Ostatnio w firmie, w której pracuję udało mi się przekonać moich szefów, że żarówki będziemy sukcesywnie wymieniać na ledowe - mimo kosztów. Przeważył argument ekologii - z czego jestem dumny.
Wracając do Julii i podobnych sprzętów, to właśnie kupiłem (na Allegro) ITT Schaub-Lorentz model Touring. Także mnie zachwyciło brzmienie (2 głośniki, 4 waty) sprzętu z 1976 roku.
Jestem za! Koledzy, przywracajmy do życia takie perełki, dajmy im szansę. To, że nie czytają mp3, to jeszcze nie klęska. W tamtych latach konstruktorzy więcej serca wkładali w projekty. Poza tym wtedy jeszcze nie produkowano z założeniem technicznej śmierci po upływie gwarancji...
Dodano po 4 [minuty]:
A propos - Julka spora i ciężka jest, Touring też 4 kg! Dlatego strasznie podoba mi się niemieckie określenie na ten sprzęt: Koferradio. Niby tłumaczy się jako radio walizkowe, ale w oryginale, jako jedno słowo fajniej brzmi.