Ja w telewizorze widzę właśnie plamkę, jak lata. A wyładowanie piorunowe to ma kilka faz - wyładowanie inicjujące, potem jakieś tam kolejne, kilka razy wali z chmur do ziemi i z ziemi do chmur na przemian. Na koniec wybucha wodór powstały z rozkładu pary wodnej w wysokiej temperaturze - ponownie łączy się z tlenem. Stąd huk, a nie syk wyładowania.
Zenitem czy Canonem na kliszę to bez trudu fotografuję piorun na żywo palcem naciskając migawkę.
Widzę inny problem: mam też mały cyfrowy aparacik, i to co on sfotografuje, to jest stan z momentu 0,5 sekundy po naciśnięciu spustu (mam refleks szachisty, ale aż taka zwłoka to na pewno nie z tego powodu). Jeżeli twój aparat, Qfel, ma tę samą niedogodność, to raczej sfotografujesz najwyżej ten zapłon wodoru. Albo zaczaj się na piorun kulisty - trwa dużo dłużej i znacznie ciekawiej wygląda. Niestety zwykle trzeba się dużo dłużej czaić, bo to rzadkość. Albo przerzuć się na kliszę, i na najprostszy aparat - żeby nie kombinował z ostrością i ekspozycją, tylko od razu strzelał. Powodzenia życzy