Cześć. Przekopałem forum, ale bezowocne to kopanie się okazało.
Bawił się ktoś kiedyś trawieniem aluminium przy zastosowaniu positivu? Chcę wytrawić wzór - trochę grafika, trochę opisy - na panelu urządzenia. Panel z aluminium, 11x14cm, 2mm grubości. Do tej pory trawiłem elektrochemicznie (elektroliza w roztworze soli z maską-szablonem, wykonaną z laminatu bez miedzi) i wychodzi to super, ale detal nowego pomysłu uniemożliwia wykorzystanie tej metody.
Ad rem: pomyślałem o positivie. Napryskać na blachę, wywołać w zalecanym roztworze NaOH... i zostawić w nim po wywołaniu - niech trawi dalej aluminium. Pytanie do praktyków - po jakim czasie w tej kąpieli zlezie mi cała reszta utwardzonego już positivu? Jest w ogóle szansa na wytrawienie wzoru w alu zanim się to stanie?
Pytanie drugie - w EP piszą o positivie, że - cytuję: "Emulsja poddana utrwalaniu wysokotemperaturowemu jest praktycznie nierozpuszczalna i nadaje się wyłącznie do usunięcia mechanicznego." Źródło: https://ep.com.pl/files/4762.pdf, strona 58 (6), prawa kolumna.
No i to mi się bardzo uśmiecha - positiv napryskać, wywołać, wypiec w piekarniku, wytrawić resztę w NaOH. Tylko pytanie - w jakiej temperaturze, w jakim czasie przebiega to utwardzanie? Jakaś opinia kogoś kto próbował takich zabaw bardzo by mi pomogła. W piekarniku to robić, czy palnikiem potraktować czy inną opalarką?
Uprzedzając pytania - mam świadomość istnienia metody termotransferu. Szanuję, lubię, stosuję, ale bardziej do pojedynczych prototypów. Nie uśmiecha mi się stać z żelazkiem pół dnia nad ~20-ma blachami, a umówmy się, że powtarzalność tej metody nie zawsze jest idealna - szczególnie gdy mowa o dużej powierzchni, dobrze odprowadzającej ciepło, z dużym procentem koniecznego zaczernienia.
Spróbowałem też zabawy w sitodruk - wszystko pięknie, ale detal wymusza wykorzystanie drobnego sita, a dla jedynej farby która dobrze znosi trawienie (czyt. nie odkleja się w jego trakcie od aluminium), sito jest zbyt gęste. Zapycha się po jednym-dwóch razach, a i efekty tego malunku na blasze jakoś nie powalają. Właściwie to są kompletnie do niczego.
(nie potrzebuje kto pudełka farby wodnej, farby epoksydowej i połowy pudełka emulsji światłoczułej? Tanio oddam
)
Stąd myśl o positivie, ale zanim utopię kolejną stówkę w zabawę z trawieniem w nowym środku, chciałem podpytać praktyków. To jak?
Bawił się ktoś kiedyś trawieniem aluminium przy zastosowaniu positivu? Chcę wytrawić wzór - trochę grafika, trochę opisy - na panelu urządzenia. Panel z aluminium, 11x14cm, 2mm grubości. Do tej pory trawiłem elektrochemicznie (elektroliza w roztworze soli z maską-szablonem, wykonaną z laminatu bez miedzi) i wychodzi to super, ale detal nowego pomysłu uniemożliwia wykorzystanie tej metody.
Ad rem: pomyślałem o positivie. Napryskać na blachę, wywołać w zalecanym roztworze NaOH... i zostawić w nim po wywołaniu - niech trawi dalej aluminium. Pytanie do praktyków - po jakim czasie w tej kąpieli zlezie mi cała reszta utwardzonego już positivu? Jest w ogóle szansa na wytrawienie wzoru w alu zanim się to stanie?
Pytanie drugie - w EP piszą o positivie, że - cytuję: "Emulsja poddana utrwalaniu wysokotemperaturowemu jest praktycznie nierozpuszczalna i nadaje się wyłącznie do usunięcia mechanicznego." Źródło: https://ep.com.pl/files/4762.pdf, strona 58 (6), prawa kolumna.
No i to mi się bardzo uśmiecha - positiv napryskać, wywołać, wypiec w piekarniku, wytrawić resztę w NaOH. Tylko pytanie - w jakiej temperaturze, w jakim czasie przebiega to utwardzanie? Jakaś opinia kogoś kto próbował takich zabaw bardzo by mi pomogła. W piekarniku to robić, czy palnikiem potraktować czy inną opalarką?
Uprzedzając pytania - mam świadomość istnienia metody termotransferu. Szanuję, lubię, stosuję, ale bardziej do pojedynczych prototypów. Nie uśmiecha mi się stać z żelazkiem pół dnia nad ~20-ma blachami, a umówmy się, że powtarzalność tej metody nie zawsze jest idealna - szczególnie gdy mowa o dużej powierzchni, dobrze odprowadzającej ciepło, z dużym procentem koniecznego zaczernienia.
Spróbowałem też zabawy w sitodruk - wszystko pięknie, ale detal wymusza wykorzystanie drobnego sita, a dla jedynej farby która dobrze znosi trawienie (czyt. nie odkleja się w jego trakcie od aluminium), sito jest zbyt gęste. Zapycha się po jednym-dwóch razach, a i efekty tego malunku na blasze jakoś nie powalają. Właściwie to są kompletnie do niczego.
(nie potrzebuje kto pudełka farby wodnej, farby epoksydowej i połowy pudełka emulsji światłoczułej? Tanio oddam
Stąd myśl o positivie, ale zanim utopię kolejną stówkę w zabawę z trawieniem w nowym środku, chciałem podpytać praktyków. To jak?