Cześć,
jak w temacie akumulator 1,5 roczny, pojemność w sam raz taka jak fabryka nakazuje(teraz nie pamiętam ile Ah), alternator 1,5 roczny, samochód zrobił poprzedniego dnia ok 180 km, samochód codziennie robi ok 60km, brak alarmu, brak urządzeń prądożernych typu wzmacniacz audio. Nie miałem żadnej kolizji ani nie wjechałem w dziurę. Samochód stał w nocy w garażu.
Dzisiaj rano nie odpala, szybkie sprawdzenie miernikiem i tylko 7,9 V czyli nie wygląda to dobrze. Podłączyłem prostownik i ładuje. Po południu jak będzie naładowany to sprawdzę upływy prądu i czy w ogóle alternator ładuje.
Przyznam że to nie pierwsza taka sytuacja, że samochód po burzy nie odpalił więc w zbiegi okoliczności nie wierze.
Czy przy takim niskim napięciu doszło do nieodwracalnego uszkodzenia aku?
Czy mogło dojść do zwarcia celi i jak to przetestować?
Czy warto reklamować aku?
No i pytanie zasadnicze: co się dzieje w powietrzu podczas burzy że aku czasami padają jak muchy a rosół potrafi się skisić?
jak w temacie akumulator 1,5 roczny, pojemność w sam raz taka jak fabryka nakazuje(teraz nie pamiętam ile Ah), alternator 1,5 roczny, samochód zrobił poprzedniego dnia ok 180 km, samochód codziennie robi ok 60km, brak alarmu, brak urządzeń prądożernych typu wzmacniacz audio. Nie miałem żadnej kolizji ani nie wjechałem w dziurę. Samochód stał w nocy w garażu.
Dzisiaj rano nie odpala, szybkie sprawdzenie miernikiem i tylko 7,9 V czyli nie wygląda to dobrze. Podłączyłem prostownik i ładuje. Po południu jak będzie naładowany to sprawdzę upływy prądu i czy w ogóle alternator ładuje.
Przyznam że to nie pierwsza taka sytuacja, że samochód po burzy nie odpalił więc w zbiegi okoliczności nie wierze.
Czy przy takim niskim napięciu doszło do nieodwracalnego uszkodzenia aku?
Czy mogło dojść do zwarcia celi i jak to przetestować?
Czy warto reklamować aku?
No i pytanie zasadnicze: co się dzieje w powietrzu podczas burzy że aku czasami padają jak muchy a rosół potrafi się skisić?
