piracik napisał:
Moim zdaniem przyczyna jest w braku zaworu zwrotnego przy wodomierzu.
Duże wahania ciśnienia w sieci miejskiej powodują, że niewielka część wody wraca z budynku do sieci, a następnie po wzroście ciśnienia w sieci dobija na jest do instalacji.
Raczej nie ma takiej możliwości. Nie wierzę, by instalacja odbiorcza funkcjonowała bez zaworu antyskażeniowego. Wierzę natomiast w przeciek, bo sam miałem podobnie. I sam bym nie uwierzył, że w ciągu kilku miesięcy wyciekło ponad 60 (słownie: sześćdziesiąt) metrów sześciennych wody, chociaż do piwnicy znajdującej się 3 metry w bok od miejsca wycieku, nie napłynęła ani jedna kropla z tej wody! Dno piwnicy jest ok. 1,8 metra poniżej miejsca wycieku. Powtarzam, nie uwierzyłbym, gdyby to nie mnie dotknęło. I sam niczego nie zauważyłem. Dopiero inkasent zwrócił uwagę na licznik. Na szalony wzrost zużycia.
Licznik przez pół roku nie był odczytywany, gdyż nie było nas w domu, dlatego inkasent wpisywał średnie zużycie. Aż tu nagle zonk! Zaglądnął, kiedy byłem na miejscu i wyszło na to, że chyba napełnialiśmy basen, którego nie ma. Nie ma nawet wyjścia poza dom! A instalacja kompletnie nowa, miała niespełna rok! Dlatego obydwaj z inkasentem pooglądaliśmy wszystkie krany, spłuczki, cały dom, piwnicę i nic! Nigdzie nic nie kapie, nic nie cieknie, wszędzie sucho, licznik się nie kręci... chociaż czasem coś jakby go szarpało...
I to było to. W nowej instalacji jedynie licznik pochodził ze starej, tej poprzedniej. Bo nie była jeszcze pora jego (licznika) wymiany. A ona (stara instalacja) była mocno skorodowana i zarośnięta kamieniem. Pewnie dlatego licznik miał jakieś opory i kręcił się powolutku, oraz z jakimiś zacięciami. Natomiast woda z pękniętej pod posadzką rury sikała sobie cierpliwie malutkim i cieniutkim strumyczkiem. Tak to wszystko było.
Dlatego doradzam kontrolę instalacji, najlepiej z użyciem stetoskopu, czyli słuchawek lekarskich. Da się nimi usłyszeć co nieco, jeśli coś gdzieś przecieka.