Witam,
Postanowiłem wykonać płytkę metodą termotransferową czyli za pomocą papieru kredowego i żelazka. Kupiłem papier kredowy w papierniczym i (ze względu na to, że nie mam laserówki) poszedłem skserować nań schemat. Po przebrnięciu przez drobne komplikacje z maszyną ksero ochoczo pobiegłem do domu zrobić swoją nową piękną płytkę. Z zapałem przylepiłem papier do płytki (zeszlifowanej papierem ściernym i odtłuszczonej rozpuszczalnikiem) położyłem na deskę do prasowania, chwyciłem żelazko i zacząłem czynić swoją powinność. Przy temperaturze nastawionej w okolicach cotton (troszkę mniej niż ***) dociskając żelazko do płytki poruszałem nim to w jedną to w drugą stronę przez przeszło pół godziny. Gdy już padłem z wycieńczenia, słaniając się na nogach dobrnąłem do zlewu gdzie zamoczyłem płytkę w kuwecie z ciepłą wodą. Wtedy czar prysł a do mnie dotarła myśl, iż wszelkie moje starania spełzły na niczym. Papier kredowy odsłonił smutną prawdę – na płytce wprawdzie pozostał toner ale jedynie jego szczątki. Mozaika ścieżek na płytce była ledwo widoczna, większość tonaru pozostała na papierze kredowym. Dla pewności i tak wytrawiłem tę płytkę – oczywiście nie zostało nic miedzi. Pomóżcie, poradzicie. Czy to ja zawiodłem, czy sprzęt wystawił mnie do wiatru.
Postanowiłem wykonać płytkę metodą termotransferową czyli za pomocą papieru kredowego i żelazka. Kupiłem papier kredowy w papierniczym i (ze względu na to, że nie mam laserówki) poszedłem skserować nań schemat. Po przebrnięciu przez drobne komplikacje z maszyną ksero ochoczo pobiegłem do domu zrobić swoją nową piękną płytkę. Z zapałem przylepiłem papier do płytki (zeszlifowanej papierem ściernym i odtłuszczonej rozpuszczalnikiem) położyłem na deskę do prasowania, chwyciłem żelazko i zacząłem czynić swoją powinność. Przy temperaturze nastawionej w okolicach cotton (troszkę mniej niż ***) dociskając żelazko do płytki poruszałem nim to w jedną to w drugą stronę przez przeszło pół godziny. Gdy już padłem z wycieńczenia, słaniając się na nogach dobrnąłem do zlewu gdzie zamoczyłem płytkę w kuwecie z ciepłą wodą. Wtedy czar prysł a do mnie dotarła myśl, iż wszelkie moje starania spełzły na niczym. Papier kredowy odsłonił smutną prawdę – na płytce wprawdzie pozostał toner ale jedynie jego szczątki. Mozaika ścieżek na płytce była ledwo widoczna, większość tonaru pozostała na papierze kredowym. Dla pewności i tak wytrawiłem tę płytkę – oczywiście nie zostało nic miedzi. Pomóżcie, poradzicie. Czy to ja zawiodłem, czy sprzęt wystawił mnie do wiatru.