Witam.
Mam ciekawy przynajmniej dla mnie temat i chciałbym się poradzić czy mój pomysł jest aby dobry (żeby nic nie spalić) ewentualnie czy da się to zrobić lepiej.
Otóż mam sobie mikrokomputer raspberry pi, z nakładką Li-Ion. Nakładka działa jako zasilanie awaryjne, oraz ładowarka do aku. Może jednocześnie zasilać Raspberry oraz ładować baterię.
Główne zasilanie z którego korzystam to to 12V
Cel jaki chce osiągnąć to przy zaniku zasilania (12V) raspberry ma działać jeszcze przez 5 min na zasilaniu z aku, po czym ma się wyłączyć.
Jeśli zasilanie się pojawi raspbery ma się uruchomić (uruchomi się samo jeśli wcześniej zasilania nie miało i go dostanie).
Detekcje zaniku zasilania mam na podstawie informacji które LiIon Hat udostępnia. Sytuację w której raspberry zacznie się wyłączać ale zanim skończy wróci zasilanie mam zamiar rozwiązać inaczej i nie chciałem zaśmiecać tym tego wątku.
Pomysł jaki mam przedstawiam na poniższym rysunku.
Przekaźniki są sterowane stanem niskim (cewki są na 5V). Zastanawiam się czy nie zrobić tutaj podciągnięcia do 3,3V (GPIO rasppery działa na 3,3V) albo nie zmienić przekaźników na sterowane stanem wysokim, tylko wtedy potrzebowałbym dodatkowo jeszcze przetwornicy 3,3V (chyba).
Przekaźniki a w zasadzie płytka przekaźników ma opcje optoizolacji jeśli chciałbym cewki zasilać z oddzielnego źródła zasilania niż sterownie z mikro-kontrolera ale tutaj chyba nie ma to sensu.
GPIO jest używane do sterowania przekaźnikami ponieważ raspberry po wyłączeniu dalej daje zasilanie na głównej szynie zasilającej 5V oraz 3,3V.
Głównie tutaj zastanawiam się czy tak zrealizowane połączenie płytki przekaźników tak aby była zasilana zarówno z raspberry (które jest zasilane z przetwornicy 8,4V lub aku) oraz dodatkowo z przetwornicy 5V jest zrobione prawidłwo,
Oraz czy nie będzie tutaj problemu jeśli kontroler na pinie GPIO będzie dawał stan wysoki 3,3V a po stronie przetwornicy jak sprawdzałem multimetrem na pinie sterującym IN mam około 4,5V.
Mam ciekawy przynajmniej dla mnie temat i chciałbym się poradzić czy mój pomysł jest aby dobry (żeby nic nie spalić) ewentualnie czy da się to zrobić lepiej.
Otóż mam sobie mikrokomputer raspberry pi, z nakładką Li-Ion. Nakładka działa jako zasilanie awaryjne, oraz ładowarka do aku. Może jednocześnie zasilać Raspberry oraz ładować baterię.
Główne zasilanie z którego korzystam to to 12V
Cel jaki chce osiągnąć to przy zaniku zasilania (12V) raspberry ma działać jeszcze przez 5 min na zasilaniu z aku, po czym ma się wyłączyć.
Jeśli zasilanie się pojawi raspbery ma się uruchomić (uruchomi się samo jeśli wcześniej zasilania nie miało i go dostanie).
Detekcje zaniku zasilania mam na podstawie informacji które LiIon Hat udostępnia. Sytuację w której raspberry zacznie się wyłączać ale zanim skończy wróci zasilanie mam zamiar rozwiązać inaczej i nie chciałem zaśmiecać tym tego wątku.
Pomysł jaki mam przedstawiam na poniższym rysunku.
Przekaźniki są sterowane stanem niskim (cewki są na 5V). Zastanawiam się czy nie zrobić tutaj podciągnięcia do 3,3V (GPIO rasppery działa na 3,3V) albo nie zmienić przekaźników na sterowane stanem wysokim, tylko wtedy potrzebowałbym dodatkowo jeszcze przetwornicy 3,3V (chyba).
Przekaźniki a w zasadzie płytka przekaźników ma opcje optoizolacji jeśli chciałbym cewki zasilać z oddzielnego źródła zasilania niż sterownie z mikro-kontrolera ale tutaj chyba nie ma to sensu.
GPIO jest używane do sterowania przekaźnikami ponieważ raspberry po wyłączeniu dalej daje zasilanie na głównej szynie zasilającej 5V oraz 3,3V.
Głównie tutaj zastanawiam się czy tak zrealizowane połączenie płytki przekaźników tak aby była zasilana zarówno z raspberry (które jest zasilane z przetwornicy 8,4V lub aku) oraz dodatkowo z przetwornicy 5V jest zrobione prawidłwo,
Oraz czy nie będzie tutaj problemu jeśli kontroler na pinie GPIO będzie dawał stan wysoki 3,3V a po stronie przetwornicy jak sprawdzałem multimetrem na pinie sterującym IN mam około 4,5V.