Walczyłem z pluskwami, i wygrałem, tak więc mogę podsunąć kilka pomysłów. Po pierwsze, na najpopularniejszą grupę środków - pyretroidy (permetryna, deltametryna itp.) pluskwy się uodporniły (przynajmniej te moje) i okazały się zupełnie nieskuteczne. Sporą skuteczność okazał środek z chlorfenapyrem (cimex out) oraz z neonikotynoidami (tathrin EC), ale oba działają kontaktowo - trzeba równomiernie spryskać łóżko od spodu, kanapę, listwę przypodłogową itd. Pluskwy lubią się chować we wszelakich zakamarkach, stąd też ich pełne zwalczenie może być mega upierdliwe. Ja zastosowałem nietypową metodę, nie mogę jej w 100% polecać z uwagi na potencjalną szkodliwość, aczkolwiek mi to udało się zrobić bezpiecznie i z dobrym skutkiem. Mianowicie spryskałem okolice łóżka/kanapy/listw przypodłogowych roztworem tathrinu w czterochloroetylenie (taki rozpuszczalnik chloroorganiczny, używany czasem w sprayach do czyszczenia hamulców - brake cleaner - lekko szkodliwy dla ludzi, doskonale zmywa tłuszcz, silnie toksyczy dla owadów). Oczywiście miałem założoną porządną maskę przeciwgazową na czas tego oprysku - pary czterochloroetylenu są narkotyczne jak chloroform ! Po oprysku wyszedłem z mieszkania, uszczelniłem drzwi, wcześniej uszczelniłem wentylację. Zostawiłem to tak na parę godzin, później wszedłem w masce przeciwgazowej i otworzyłem okna, wietrzyłem 2-3h do zaniku zapachu czterochloroetylenu. No i to bardzo skuteczne się okazało, od par czterochloroetylenu pluskwy powyłaziły z zakamarków, i tathrin je dobił. Były kupki martwych pluskw np. pod gniazdkami, pod łóżkiem, za kanapą kilka sztuk leżało. Posprzątałem, łóżko i kanapę w zakamarkach spryskałem wodnym roztworem cimex-out aby zabezpieczyć przed ponownym zasiedleniem. Po dwóch tygodniach (czas potrzebny na wyklucie się nowych pluskw) akcję gazowania powtórzyłem, tym razem stosując preparat Actellic 500 (Uwaga, śmierdzi jak zepsuta kapusta i może być szkodliwy dla ludzi jeśli się go do końca nie wywietrzy - nie polecam jak ktoś nie ma doświadczenia !), trafiły się jakieś pojedyncze pluskwy. Ponieważ problemem był sąsiad-żul, to cały korytarz spryskałem cimex-out z dodatkiem "przyklejacza" grassfill, żeby stworzyć zaporę dla robactwa zanim ono dotrze do progu domu. Po następnych 2 tygodniach znów użyłem w domu czterochloroetylen i tathrin, no i cisza - nie było martwych robaków, nic też już nie gryzło, i do dziś jest spokój - minęły już z 2 lata, sąsiad-żul się wyniósł. Akcja jednak nie przebiegła całkiem bez strat - czterochloroetylen i jego pary zmatowiły niektóre wyroby z tworzyw sztucznych, zmatowiły podłogę, rozmazały lakier na ramie łóżka, ale to niewielkie straty jak za skuteczne zwycięstwo