Witam,
Na początku pragnę zaznaczyć, iż jestem świadomy, że poruszany przeze mnie problem nie jest najpoważniejszy i że nie sposób go całkowicie rozwiązać. Pytanie zadaję z ciekawości, jako że nie znalazłem na forum podobnego.
Mamy sobie lampkę z metalową obudową wykonaną w II klasie ochronności. Włącznik jest zamontowany na przewodzie i rozłącza tylko jedną żyłę. W sytuacji, gdy lampka jest wyłączona, a przerwany został przewód neutralny (bo akurat tak ktoś włożył wtyczkę), neonówka świeci na obudowie - występuje zjawisko indukcji, co było mi już wcześniej znane. Dziś wziąłem sobie multimetr i w dwóch takich lampach zmierzyłem to napięcie, pomiędzy obudową a bolcem PE. Uzyskane pomiary są w granicach 20-40 V, co mnie zaniepokoiło. Wcześniej sprawdziłem oczywiście za pomocą multimetru, czy pomiędzy bolcami wtyczek nie ma bezpośredniego połączenia z obudową (czy nie występuje przebicie). Nic takiego nie zaobserwowałem. Takie zjawisko występuje w większości metalowych lampek, które mam w domu, różnych producentów, choć dotykając ich ręką, nic nie czuć.
W związku z powyższym zastanawiam się po pierwsze, czy występowanie na obudowach wyindukowanego napięcia rzędu kilkudziesięciu V jest aby na pewno bezpieczne? Gdy ktoś stał boso, wilgotnymi stopami... Z drugiej strony wszystkie lampki mają wyraźnie oznaczoną II klasę ochronności (kwadrat w kwadracie) i nie są to jakieś PRL-owskie antyki.
Po drugie, nadziwić się nie mogę i doprawdy nie pojmuję tego, jakim cudem sprzęt oświetleniowy, który teoretycznie posiada znak CE i inne certyfikaty, jest dopuszczony do sprzedaży na terenie UE, posiada rozłączany tylko jeden przewód. Gdyby chodziło o taki kraj jak Wielka Brytania czy USA, gdzie wszystkie wtyczki są spolaryzowane, nie byłoby problemu. Jednak w zdecydowanej większości wtyczki krajów UE są niespolaryzowane, co powoduje, że po wyłączeniu światła w oprawce może dalej znajdować się potencjał 230V. Skoro w instalacjach elektrycznych jest zakaz umieszczania włączników na przewodzie neutralnym, to dlaczego w lampach do kontaktu jest to już dozwolone? I to przy całej masie różnych innych dyrektyw nakładanych na nas przez UE?
Już na tym forum były pokazywane niejednokrotnie przedłużacze, których wyłącznik rozłączał tylko jedną żyłę, ale były to najtańsze chińskie buble z Allegro, a takie wyłączniki do lampek występują w zdecydowanej większości wyrobów dostępnych w handlu (sporadycznie zdarzają się wyłączniki rozłączające obie żyły).
Co o tym sądzicie?
Na początku pragnę zaznaczyć, iż jestem świadomy, że poruszany przeze mnie problem nie jest najpoważniejszy i że nie sposób go całkowicie rozwiązać. Pytanie zadaję z ciekawości, jako że nie znalazłem na forum podobnego.
Mamy sobie lampkę z metalową obudową wykonaną w II klasie ochronności. Włącznik jest zamontowany na przewodzie i rozłącza tylko jedną żyłę. W sytuacji, gdy lampka jest wyłączona, a przerwany został przewód neutralny (bo akurat tak ktoś włożył wtyczkę), neonówka świeci na obudowie - występuje zjawisko indukcji, co było mi już wcześniej znane. Dziś wziąłem sobie multimetr i w dwóch takich lampach zmierzyłem to napięcie, pomiędzy obudową a bolcem PE. Uzyskane pomiary są w granicach 20-40 V, co mnie zaniepokoiło. Wcześniej sprawdziłem oczywiście za pomocą multimetru, czy pomiędzy bolcami wtyczek nie ma bezpośredniego połączenia z obudową (czy nie występuje przebicie). Nic takiego nie zaobserwowałem. Takie zjawisko występuje w większości metalowych lampek, które mam w domu, różnych producentów, choć dotykając ich ręką, nic nie czuć.
W związku z powyższym zastanawiam się po pierwsze, czy występowanie na obudowach wyindukowanego napięcia rzędu kilkudziesięciu V jest aby na pewno bezpieczne? Gdy ktoś stał boso, wilgotnymi stopami... Z drugiej strony wszystkie lampki mają wyraźnie oznaczoną II klasę ochronności (kwadrat w kwadracie) i nie są to jakieś PRL-owskie antyki.
Po drugie, nadziwić się nie mogę i doprawdy nie pojmuję tego, jakim cudem sprzęt oświetleniowy, który teoretycznie posiada znak CE i inne certyfikaty, jest dopuszczony do sprzedaży na terenie UE, posiada rozłączany tylko jeden przewód. Gdyby chodziło o taki kraj jak Wielka Brytania czy USA, gdzie wszystkie wtyczki są spolaryzowane, nie byłoby problemu. Jednak w zdecydowanej większości wtyczki krajów UE są niespolaryzowane, co powoduje, że po wyłączeniu światła w oprawce może dalej znajdować się potencjał 230V. Skoro w instalacjach elektrycznych jest zakaz umieszczania włączników na przewodzie neutralnym, to dlaczego w lampach do kontaktu jest to już dozwolone? I to przy całej masie różnych innych dyrektyw nakładanych na nas przez UE?
Już na tym forum były pokazywane niejednokrotnie przedłużacze, których wyłącznik rozłączał tylko jedną żyłę, ale były to najtańsze chińskie buble z Allegro, a takie wyłączniki do lampek występują w zdecydowanej większości wyrobów dostępnych w handlu (sporadycznie zdarzają się wyłączniki rozłączające obie żyły).
Co o tym sądzicie?