Pada(?) mi karta graficzna – nastoletni GF 650Ti Boost.
Nie byłoby w tym nic niezwykłego, bo i lata swoje ma, i swego czasu dość intensywnie liczyła SETI. Dziwne są jednak objawy tego padania(?). Na pulpicie pojawiają się artefakty. Cóż w tym dziwnego można zapytać, wszak to normalne zachowanie karty stojącej nad grobem. Niby tak, ale… Te uszkodzenia obrazu na pulpicie występują wyłącznie, gdy wracam z pełnoekranowego Edge’a. Nie ma ich gdy używam innych programów w trybie pełnoekranowym, nie ma ich gdy oglądam filmy itp. Co więcej. Gdy wrócę na ten uszkodzony pulpit i otworze dowolną aplikację, to jej okno jest czyste – błędy z pulpitu nie są na nim powielane. Nie nikną jednak te, które były „pod” – obraz jest tan nadal uszkodzony. Można to stwierdzić czy ot przesuwając okno, czy je zamykając/minimalizując.
Jedynym sposobem na „naprawę” jest restart komputera. Wtedy wszystko wraca do normy. Aż do kolejnej sesji w Edge’u, po której błąd wystąpi lub nie. To też jest zastanawiające, że pojawianie się błędów wygląda na przypadkowe (przynajmniej ja nie umiem wyłapać prawidłowości w tym zakresie).
Konfiguracja (choć nie wydaje mi się, by miała ona jakieś znaczenie):
MSI pro b660m-a wifi ddr4, CPU i5 12600K; 32Gib DDR4 (3600); KC3000 1TB + jakieś 3 inne talerzowe (od 0,5 do 2 TB); PSU nie wiem (nie pamiętam ani jaka marka/model, ani moc, a pod biurko z latarką włazić nie będę), wiem tylko, że napięcia są „w normie”, monitor M227WPD (Flatron).
To wszystko pod kontrolą Windows 11 Pro IP w prawie zawsze najnowszym buildzie.
I teraz pytanie:
Co się, kurna, dzieje?
Na odpowiedzi typu „coś się popsuło” już sam wpadłem.
PS
Tytuł to sprawka AI.
Nie byłoby w tym nic niezwykłego, bo i lata swoje ma, i swego czasu dość intensywnie liczyła SETI. Dziwne są jednak objawy tego padania(?). Na pulpicie pojawiają się artefakty. Cóż w tym dziwnego można zapytać, wszak to normalne zachowanie karty stojącej nad grobem. Niby tak, ale… Te uszkodzenia obrazu na pulpicie występują wyłącznie, gdy wracam z pełnoekranowego Edge’a. Nie ma ich gdy używam innych programów w trybie pełnoekranowym, nie ma ich gdy oglądam filmy itp. Co więcej. Gdy wrócę na ten uszkodzony pulpit i otworze dowolną aplikację, to jej okno jest czyste – błędy z pulpitu nie są na nim powielane. Nie nikną jednak te, które były „pod” – obraz jest tan nadal uszkodzony. Można to stwierdzić czy ot przesuwając okno, czy je zamykając/minimalizując.
Jedynym sposobem na „naprawę” jest restart komputera. Wtedy wszystko wraca do normy. Aż do kolejnej sesji w Edge’u, po której błąd wystąpi lub nie. To też jest zastanawiające, że pojawianie się błędów wygląda na przypadkowe (przynajmniej ja nie umiem wyłapać prawidłowości w tym zakresie).
Konfiguracja (choć nie wydaje mi się, by miała ona jakieś znaczenie):
MSI pro b660m-a wifi ddr4, CPU i5 12600K; 32Gib DDR4 (3600); KC3000 1TB + jakieś 3 inne talerzowe (od 0,5 do 2 TB); PSU nie wiem (nie pamiętam ani jaka marka/model, ani moc, a pod biurko z latarką włazić nie będę), wiem tylko, że napięcia są „w normie”, monitor M227WPD (Flatron).
To wszystko pod kontrolą Windows 11 Pro IP w prawie zawsze najnowszym buildzie.
I teraz pytanie:
Co się, kurna, dzieje?
Na odpowiedzi typu „coś się popsuło” już sam wpadłem.
PS
Tytuł to sprawka AI.
Konto firmowe: