Wzbudza ci się boś słabo odfiltrował z w.cz. linię zasilania elektretowego. Robiłeś próbę na sztucznej antenie czy też się wzbudza? Narysuj schemat jak to podłączasz ten elektret do gniazda 4-pin. Blokować trzeba najlepiej przy samym mikrofonie ceramikiem kilkadziesiąt nF, nieraz dodatkowy kilka nF na wyjściu mikrofonu pomaga. Jak nie masz dławików po przynajmniej kilkaset uH na zasilaniu, to może pomóc zasilanie elektreta przez filtr dolnoprzepustowy kilkaset Ohm i za nim ceramiczny kondensator kilkadziesiąt nF blokujący tor do masy. Dodatkowo skoro elektret ma zdecydowanie większego kopa napięciowego audio niż mikrofon dynamiczny bez dodatkowego wzmacniacza, to na wyjściu elektretowego mikrofonu dokłada się dodatkowy dzielnik rezystorowy napięcia m.cz. i dobiera się jego wartość podziału tak, aby osiągnąć poziom na gnieździe wejściowym zbliżony do oryginalnego dynamicznego mikrofonu (lub naście procent więcej jak na dynamicznym brakowało wymodulowania), by nie nadawać audio-trapezu, a jednocześnie wejście wysterować do znamionowego oczekiwanego sygnału m.cz. Przy uchu na które słoń nie nastąpił, nawet bo oscyloskopu da się wyłapać, że przesterowało się wejście i plujemy śmieciem modulacyjnym w eter.
Pod tym względem były lepsze polskie 3-nóżkowe elektrety: mniejszy ME061 i większy (starszy) ME055, bo można było z nich sygnał odbierać także ze źródła wewnętrznego tranzystora FET (zamiast tylko z drenu jak 2-nóżkowcach), przez co sygnał audio nie podlegał dodatkowemu wzmocnieniu jak w popularniejszych dziś w elektretach 2-nóżkowych i nie trzeba było go tak mocno osłabiać na wyjściu mikrofonu dzielnikiem sygnału jak w przypadku 2-nóżkowców. Mając przesadne wzmocnienie w torze mikrofonowym, czynisz ten tor bardziej wrażliwym na przenikanie do niego w.cz. z anteny. Zaczyna się sprzęgać i buczy w głośniku odbiorczym.