Cześć. Dzień dobry. Zdecydowałem się, że najpierw napiszę tutaj zanim podejmę jakieś pochopne kroki, o ile już jakichś nie podjąłem.
Myślę, że to będzie długi pierwszy post, że czuję i wiem że namieszałem. Szczególnie że to są dwie sprawy które poniekąd łączą się w całość. Zanim przejdę do tłumaczenia podam swój sprzęt:
Główny: Zakupiony pod koniec grudnia laptop Acer Nitro V16 ANV16-41 z dyskiem Micron_2550_MTFDKBA512TGE.
A drugi to stary już, 9-letni komputer, który od końcówki 2022 roku działał na Crucialu MX500.
Od czego by tu zacząć... 6 dni temu, czyli 24 lipca, przeglądałem sobie przeglądarkę, nic nowego, codzienna rutyna, miałem też odpaloną grę w tle i być może jakieś foldery i notatnik. Ni stąd ni zowąd, laptop się zawiesił a ja na dole ekranu ujrzałem napis "Kod zatrzymania: SYSTEM_SERVICE_EXCEPTION". System tkwił w takiej zawieszce przez kilka minut, może nawet z pięć i nagle się zresetował, jeśli mam być szczery to nie przypominam sobie żebym uświadczył niebieskiego ekranu śmierci, po resecie dosłownie sekundę może dwie po pojawieniu się loga Acer Nitro wyskoczył mi napis "NO BOOTABLE DEVICE". Przyznam szczerze, do dziś wspomagałem się głównie Chatem GPT i nie ukrywam TROCHĘ mi pomógł. Udało mi się wejść do BIOSu gdzie zobaczyłem że dysk jest nadal wykrywalny i widać model. Oczywiście w zakładce BOOT było pusto. Nie wiem czy to był bot czy może ktokolwiek w internecie ale dzięki komuś zdecydowałem się, że włożę w port usb pendrive z Win11 którym instalowałem system w grudniu. Po zrobieniu tego, zamiast "no bootable device" ujrzałem niebieski ekran pod tytułem "Your PC/Device needs to be repaired" "The operating system couldn't be loaded because a critical system driver is missing or contains errors." A zaraz pod spodem "File \windows\system32\drivers\mvumis.sys
Error code: 0xc0000098".
Co ciekawe, nie miałem opcji naprawy i wejścia w WinRE więc potrzebowałem nowego obrazu ISO z Windowsem... I tu się zaczyna sprawa z komputerem, otóż na samym początku mojej przygody z laptopem chciałem żeby dało się przenosić pliki normalnie między laptopem właśnie a komputerem więc koniecznie chciałem spróbować włączyć sieć lokalną pomiędzy tymi dwoma urządzeniami. Potrwało to naprawdę długo, już nie pamiętam dokładnie wszystkich szczegółów, ale pamiętam tyle że musiałem coś powyłączać, ustawić jakieś hasła i przede wszystkim zrobić konto lokalne i na jednym urządzeniu i na drugim. Koniec końców tragedii nie było, jedynie co to z komputera miałem dostęp do plików na laptopie, ale odwrotnie już nie. Wracam znowu do teraźniejszości czyli okresu od czerwca aż do teraz, stwierdziłem, że wolę używać laptopa i potrzebuję więcej miejsca, bo te 500gb w laptopie to było dla mnie za mało. Miałem akurat dwa SSD sata wolne więc stwierdziłem że kupię adapter i będę tak używał, na jednym z tych SSD miałem normalnie zainstalowany system, Windowsa 10. Ale po jakimś czasie stwierdziłem, że w sumie czemu by nie odpiąć największego SSD SATA jakiego mam w posiadaniu z komputera żeby z niego korzystać. No i tak korzystałem przez jakiś miesiąc aż w końcu przestałem go używać i go odpiąłem. Jak zepsuł się laptop to oczywiście nie miałem wyjścia, musiałem ten dysk z powrotem zamontować w komputerze i tu zaczyna się robić nieprzyjemnie. Po zamontowaniu go w komputerze system uruchamiał się przez jakieś 10 minut, wyskoczyło mi że nie można zalogować się na konto Microsoft i wyrzuciło mnie na konto tymczasowe. To było bardzo dziwne doświadczenie, tak dziwne że praktycznie zapomniałem po co ja w ogóle uruchamiałem ten komputer. Po kilku minutach zauważyłem powiadomienie że jest jakiś problem z dyskiem i należy go zresetować, ale zanim to się stało to zrobiłem win+l i chciałem zalogować się na konto lokalne, nie mogłem, wydawało mi się że pamiętam hasło, które chyba zostawiłem na laptopie, ale nie udawało się więc zwyczajnie zresetowałem komputer. I wtedy się zaczęło... utknąłem w błędnym kole diagnozy i automatycznego naprawiania komputera. Nie miałem wyjścia, musiałem odkręcić to SSD z komputera i zamontować inne. Jak Windows odpalił na kolejnym to podłączyłem tamto przez adapter, eksplorator normalnie pokazał mi wszystkie partycje, choć systemowa nie pokazywała w ogóle rozmiaru i odmawiała dostępu, druga gdzie miałem najważniejsze pliki działała, ALE co ciekawe brakowało tam pewnych folderów, które byłem przekonany że powinny tam być i oczywiście się nie myliłem. Program WizTree je znalazł ale nawet z tym programem nie miałem do nich w ogóle dostępu, jedynie widziałem że tam są (najważniejsze były zdjęcia), są w poprawnej lokalizacji i mają poprawny rozmiar. Trochę się głowiłem co z tym faktem zrobić, ale bot podpowiedział mi że warto pobrać program do odzyskiwania danych i padło na DMDE. W DMDE wykonać musiałem pełen skan dysku, który zajął mi około 8 godzin, ale udało się, odzyskałem wszystko co najważniejsze, bo DMDE w wersji demonstracyjnej pomimo tego że ma limit odzyskiwania większy niż 1 mb to nie jest aż tak wygodny... Więc zostawiłem kilka mniej ważnych rzeczy licząc że cmd chkdsk i tak bezproblemowo naprawi dysk i je normalnie odzyskam. Odzyskałem większość, bo ponad 20 tysięcy plików, jednakże jakieś 300 z nich było uszkodzone. Trochę się zdziwiłem, ale w sumie to mogłem się spodziewać, że nie wszystko pójdzie tak jak powinno. Na całe szczęście kopię najważniejszych plików udało mi się odzyskać DMDE... I teraz najważniejsza część problemu z tym dyskiem czyli partycja systemowa. Wykonałem kilka komend w cmd (te związane z chkdsk), które polecił mi bot, przez DMDE zrobiłem kopię plików profilu użytkownika i zacząłem "naprawę" przez cmd właśnie. Nie pamiętam już wszystkich szczegółów ale po jakimś czasie udało się odzyskać dostęp i eksplorator zaczął normalnie wskazywać rozmiar. Problem w tym, że te wszystkie problemy dysku związane z "bezpieczeństwem" okazały się powracać za każdym razem i cały czas był "dirty". Szczerze mówiąc jestem pewien że coś bardzo mocno namieszałem. I w tamtym momencie tymczasowo zrezygnowałem z walki o ten dysk.
Mając już jakieś "doświadczenie" z odzyskiwaniem plików zdecydowałem że fajnie byłoby kupić adapter do SSD m2 i sprawdzić co tam się dzieje w środku SSD z laptopa... Potrzebowałem na to jakoś 2-3 dni ale nareszcie się udało, oczywiście czekał mnie następny zawód. Eksplorator w ogóle nie widział dysku, jedynie programy takie jak CrystalDiskInfo czy Hard Disk Sentinel były w stanie go zobaczyć, oczywiście bez przypisanej literki. Potem licząc na cud wykonałem skan całego dysku w programie DMDE i oczywiście czekał mnie kooolejny zawód, otóż nie znalazł on zbyt wiele. Spytałem się bota czy jest jeszcze jakiś program, który mógłby dać nadzieję. Bot wskazał między innymi te dwa programy - R-Studio oraz UFS Explorer. Pobrałem ten pierwszy, po odpaleniu programu i po chwili analizowania listy dysków zauważyłem "BitLocker partition" (co mnie zszokowało, nie potrzebowałem nawet żadnego skanowania dysku!), a po kliknięciu dwa razy ujrzałem swoją niesystemową partycję z laptopa z wszystkimi folderami i plikami których szukałem. Byłem w szoku bo szczerze mówiąc myślałem że nie odzyskam już tych plików. Wszystko super, ale potem okazało się, że mimo tego że są w stanie "wejść" za BitLockera to mają limit rozmiaru odzyskania, więc byłem w stanie odzyskać tylko te najmniejsze rozmiarowo pliki.
I teraz chyba najważniejsze pytanie, czy jest jakaś realna szansa na odzyskanie tamtych plików w darmowy sposób używając jakichś innych programów, czy R-Studio/UFS Explorer wersje na licencji są moją jedyną nadzieją? Pliki, które potrzebuję odzyskać naprawdę nie są dużego rozmiaru, prawdopodobnie mniej niż 50 GB, możliwe że nawet z folderem użytkownika, no ale zdecydowana większość tych plików przekracza 1MB więc wersja trial obydwu programów niestety odpada. Przed całą "akcją" wolałem po raz pierwszy spytać się kogoś kto się zna na tego typu rzeczach zanim podejmę jakąś pochopną decyzję.
PS: Kolega zasugerował mi że powinienem odwiedzić jakiś najbliższy punkt odzyskiwania danych z dysków, uważam że dla tak małej ilości danych to raczej nie jest opłacalne, skoro pewnie zabuliłbym więcej niż za standardową licencję któryś z tych programów. Chyba że się mylę... (:
PS2: tak wiem, że umieszczam ten wątek w dziale odzyskiwania danych a jest przecież jeszcze temat innych problemu z dyskiem, ale uznałem że to najlepsze miejsce do zamieszczenia tego tematu...
PS3: Jestem na tyle ignorantem, że nie wiedziałem czym jest BitLocker gdy ogarniałem laptopa po zakupie. Gdybym wiedział, że potem będę miał takie problemy najpewniej bym go po prostu wyłączył.
Dzięki z góry za wszelkie odpowiedzi.
AI: Czy masz klucz odzyskiwania BitLockera do tej partycji z laptopa, np. zapisany na koncie Microsoft, wydrukowany, w pliku albo gdzieś w ustawieniach firmowych/urządzenia? Jeśli tak, to czy próbowałeś odblokować tę partycję normalnie przez Windows/
Jeśli jest on zapisany na koncie Microsoft to pewnie jestem w stanie go znaleźć. Jestem na tyle amatorem w tych sprawach, że myślałem że nie jestem w stanie uruchomić komendy manage-bde w cmd, jeśli dany dysk nie ma przypisanej literki.
AI: Możesz wrzucić dokładny odczyt SMART/NVMe tego dysku Micron z CrystalDiskInfo albo Hard Disk Sentinel oraz napisać, czy przed skanami zrobiłeś pełną kopię posektorową/obraz dysku?
Czy to co jest w załączniku nie wystarczy? Nie robiłem żadnej kopii posektorowej/obrazu dysku.
Myślę, że to będzie długi pierwszy post, że czuję i wiem że namieszałem. Szczególnie że to są dwie sprawy które poniekąd łączą się w całość. Zanim przejdę do tłumaczenia podam swój sprzęt:
Główny: Zakupiony pod koniec grudnia laptop Acer Nitro V16 ANV16-41 z dyskiem Micron_2550_MTFDKBA512TGE.
A drugi to stary już, 9-letni komputer, który od końcówki 2022 roku działał na Crucialu MX500.
Od czego by tu zacząć... 6 dni temu, czyli 24 lipca, przeglądałem sobie przeglądarkę, nic nowego, codzienna rutyna, miałem też odpaloną grę w tle i być może jakieś foldery i notatnik. Ni stąd ni zowąd, laptop się zawiesił a ja na dole ekranu ujrzałem napis "Kod zatrzymania: SYSTEM_SERVICE_EXCEPTION". System tkwił w takiej zawieszce przez kilka minut, może nawet z pięć i nagle się zresetował, jeśli mam być szczery to nie przypominam sobie żebym uświadczył niebieskiego ekranu śmierci, po resecie dosłownie sekundę może dwie po pojawieniu się loga Acer Nitro wyskoczył mi napis "NO BOOTABLE DEVICE". Przyznam szczerze, do dziś wspomagałem się głównie Chatem GPT i nie ukrywam TROCHĘ mi pomógł. Udało mi się wejść do BIOSu gdzie zobaczyłem że dysk jest nadal wykrywalny i widać model. Oczywiście w zakładce BOOT było pusto. Nie wiem czy to był bot czy może ktokolwiek w internecie ale dzięki komuś zdecydowałem się, że włożę w port usb pendrive z Win11 którym instalowałem system w grudniu. Po zrobieniu tego, zamiast "no bootable device" ujrzałem niebieski ekran pod tytułem "Your PC/Device needs to be repaired" "The operating system couldn't be loaded because a critical system driver is missing or contains errors." A zaraz pod spodem "File \windows\system32\drivers\mvumis.sys
Error code: 0xc0000098".
Co ciekawe, nie miałem opcji naprawy i wejścia w WinRE więc potrzebowałem nowego obrazu ISO z Windowsem... I tu się zaczyna sprawa z komputerem, otóż na samym początku mojej przygody z laptopem chciałem żeby dało się przenosić pliki normalnie między laptopem właśnie a komputerem więc koniecznie chciałem spróbować włączyć sieć lokalną pomiędzy tymi dwoma urządzeniami. Potrwało to naprawdę długo, już nie pamiętam dokładnie wszystkich szczegółów, ale pamiętam tyle że musiałem coś powyłączać, ustawić jakieś hasła i przede wszystkim zrobić konto lokalne i na jednym urządzeniu i na drugim. Koniec końców tragedii nie było, jedynie co to z komputera miałem dostęp do plików na laptopie, ale odwrotnie już nie. Wracam znowu do teraźniejszości czyli okresu od czerwca aż do teraz, stwierdziłem, że wolę używać laptopa i potrzebuję więcej miejsca, bo te 500gb w laptopie to było dla mnie za mało. Miałem akurat dwa SSD sata wolne więc stwierdziłem że kupię adapter i będę tak używał, na jednym z tych SSD miałem normalnie zainstalowany system, Windowsa 10. Ale po jakimś czasie stwierdziłem, że w sumie czemu by nie odpiąć największego SSD SATA jakiego mam w posiadaniu z komputera żeby z niego korzystać. No i tak korzystałem przez jakiś miesiąc aż w końcu przestałem go używać i go odpiąłem. Jak zepsuł się laptop to oczywiście nie miałem wyjścia, musiałem ten dysk z powrotem zamontować w komputerze i tu zaczyna się robić nieprzyjemnie. Po zamontowaniu go w komputerze system uruchamiał się przez jakieś 10 minut, wyskoczyło mi że nie można zalogować się na konto Microsoft i wyrzuciło mnie na konto tymczasowe. To było bardzo dziwne doświadczenie, tak dziwne że praktycznie zapomniałem po co ja w ogóle uruchamiałem ten komputer. Po kilku minutach zauważyłem powiadomienie że jest jakiś problem z dyskiem i należy go zresetować, ale zanim to się stało to zrobiłem win+l i chciałem zalogować się na konto lokalne, nie mogłem, wydawało mi się że pamiętam hasło, które chyba zostawiłem na laptopie, ale nie udawało się więc zwyczajnie zresetowałem komputer. I wtedy się zaczęło... utknąłem w błędnym kole diagnozy i automatycznego naprawiania komputera. Nie miałem wyjścia, musiałem odkręcić to SSD z komputera i zamontować inne. Jak Windows odpalił na kolejnym to podłączyłem tamto przez adapter, eksplorator normalnie pokazał mi wszystkie partycje, choć systemowa nie pokazywała w ogóle rozmiaru i odmawiała dostępu, druga gdzie miałem najważniejsze pliki działała, ALE co ciekawe brakowało tam pewnych folderów, które byłem przekonany że powinny tam być i oczywiście się nie myliłem. Program WizTree je znalazł ale nawet z tym programem nie miałem do nich w ogóle dostępu, jedynie widziałem że tam są (najważniejsze były zdjęcia), są w poprawnej lokalizacji i mają poprawny rozmiar. Trochę się głowiłem co z tym faktem zrobić, ale bot podpowiedział mi że warto pobrać program do odzyskiwania danych i padło na DMDE. W DMDE wykonać musiałem pełen skan dysku, który zajął mi około 8 godzin, ale udało się, odzyskałem wszystko co najważniejsze, bo DMDE w wersji demonstracyjnej pomimo tego że ma limit odzyskiwania większy niż 1 mb to nie jest aż tak wygodny... Więc zostawiłem kilka mniej ważnych rzeczy licząc że cmd chkdsk i tak bezproblemowo naprawi dysk i je normalnie odzyskam. Odzyskałem większość, bo ponad 20 tysięcy plików, jednakże jakieś 300 z nich było uszkodzone. Trochę się zdziwiłem, ale w sumie to mogłem się spodziewać, że nie wszystko pójdzie tak jak powinno. Na całe szczęście kopię najważniejszych plików udało mi się odzyskać DMDE... I teraz najważniejsza część problemu z tym dyskiem czyli partycja systemowa. Wykonałem kilka komend w cmd (te związane z chkdsk), które polecił mi bot, przez DMDE zrobiłem kopię plików profilu użytkownika i zacząłem "naprawę" przez cmd właśnie. Nie pamiętam już wszystkich szczegółów ale po jakimś czasie udało się odzyskać dostęp i eksplorator zaczął normalnie wskazywać rozmiar. Problem w tym, że te wszystkie problemy dysku związane z "bezpieczeństwem" okazały się powracać za każdym razem i cały czas był "dirty". Szczerze mówiąc jestem pewien że coś bardzo mocno namieszałem. I w tamtym momencie tymczasowo zrezygnowałem z walki o ten dysk.
Mając już jakieś "doświadczenie" z odzyskiwaniem plików zdecydowałem że fajnie byłoby kupić adapter do SSD m2 i sprawdzić co tam się dzieje w środku SSD z laptopa... Potrzebowałem na to jakoś 2-3 dni ale nareszcie się udało, oczywiście czekał mnie następny zawód. Eksplorator w ogóle nie widział dysku, jedynie programy takie jak CrystalDiskInfo czy Hard Disk Sentinel były w stanie go zobaczyć, oczywiście bez przypisanej literki. Potem licząc na cud wykonałem skan całego dysku w programie DMDE i oczywiście czekał mnie kooolejny zawód, otóż nie znalazł on zbyt wiele. Spytałem się bota czy jest jeszcze jakiś program, który mógłby dać nadzieję. Bot wskazał między innymi te dwa programy - R-Studio oraz UFS Explorer. Pobrałem ten pierwszy, po odpaleniu programu i po chwili analizowania listy dysków zauważyłem "BitLocker partition" (co mnie zszokowało, nie potrzebowałem nawet żadnego skanowania dysku!), a po kliknięciu dwa razy ujrzałem swoją niesystemową partycję z laptopa z wszystkimi folderami i plikami których szukałem. Byłem w szoku bo szczerze mówiąc myślałem że nie odzyskam już tych plików. Wszystko super, ale potem okazało się, że mimo tego że są w stanie "wejść" za BitLockera to mają limit rozmiaru odzyskania, więc byłem w stanie odzyskać tylko te najmniejsze rozmiarowo pliki.
I teraz chyba najważniejsze pytanie, czy jest jakaś realna szansa na odzyskanie tamtych plików w darmowy sposób używając jakichś innych programów, czy R-Studio/UFS Explorer wersje na licencji są moją jedyną nadzieją? Pliki, które potrzebuję odzyskać naprawdę nie są dużego rozmiaru, prawdopodobnie mniej niż 50 GB, możliwe że nawet z folderem użytkownika, no ale zdecydowana większość tych plików przekracza 1MB więc wersja trial obydwu programów niestety odpada. Przed całą "akcją" wolałem po raz pierwszy spytać się kogoś kto się zna na tego typu rzeczach zanim podejmę jakąś pochopną decyzję.
PS: Kolega zasugerował mi że powinienem odwiedzić jakiś najbliższy punkt odzyskiwania danych z dysków, uważam że dla tak małej ilości danych to raczej nie jest opłacalne, skoro pewnie zabuliłbym więcej niż za standardową licencję któryś z tych programów. Chyba że się mylę... (:
PS2: tak wiem, że umieszczam ten wątek w dziale odzyskiwania danych a jest przecież jeszcze temat innych problemu z dyskiem, ale uznałem że to najlepsze miejsce do zamieszczenia tego tematu...
PS3: Jestem na tyle ignorantem, że nie wiedziałem czym jest BitLocker gdy ogarniałem laptopa po zakupie. Gdybym wiedział, że potem będę miał takie problemy najpewniej bym go po prostu wyłączył.
Dzięki z góry za wszelkie odpowiedzi.
AI: Czy masz klucz odzyskiwania BitLockera do tej partycji z laptopa, np. zapisany na koncie Microsoft, wydrukowany, w pliku albo gdzieś w ustawieniach firmowych/urządzenia? Jeśli tak, to czy próbowałeś odblokować tę partycję normalnie przez Windows/
manage-bde, a nie tylko przez R-Studio/UFS Explorer?
Jeśli jest on zapisany na koncie Microsoft to pewnie jestem w stanie go znaleźć. Jestem na tyle amatorem w tych sprawach, że myślałem że nie jestem w stanie uruchomić komendy manage-bde w cmd, jeśli dany dysk nie ma przypisanej literki.
AI: Możesz wrzucić dokładny odczyt SMART/NVMe tego dysku Micron z CrystalDiskInfo albo Hard Disk Sentinel oraz napisać, czy przed skanami zrobiłeś pełną kopię posektorową/obraz dysku?
Czy to co jest w załączniku nie wystarczy? Nie robiłem żadnej kopii posektorowej/obrazu dysku.