"Zero" jest rzeczywiście, a nie tylko umownie, połączone z ziemią. Nie jest to jednak przewód dla prądu roboczego. Od domów do trafostacji biegną zarówno przewody fazowe, jak i zerowy. Ziemia, wespół z szynami, jest "przewodem" powrotnym np. w trakcji kolejowej i tramwajowej.
Połączenie jednego przewodu z ziemią, czyli tym, co jest dla nas podstawą, pozornie jest nielogiczne. Przy obu izolowanych od ziemi przewodach, dotknięcie któregoś z nich nie powodowałoby przepływu prądu przez ciało do ziemi. Niestety tylko teoretycznie. Izolacja przewodów nie jest idealna, mają też one względem ziemi pewną pojemność. Tak więc potencjał sieci względem ziemi i prąd doziemienia byłyby co najmniej nieokreślone. Utrudniałoby to określenie progu zadziałania zabezpieczeń przeciwprzepięciowych (odgromowych) i przeciwporażeniowych oraz odprowadzenie do ziemi ładunków elektrostatycznych. Przy nieokreślonym potencjale sieci względem ziemi nie można by przewidzieć skutków uszkodzeń izolacji przewodu. W istniejących, uziemionych układach, uszkodzenie jej na przewodzie zerowym jest nieszkodliwe, a uszkodzenie na przewodzie fazowym - choć zawsze groźne - to jednak dwukrotnie mniej prawdopodobne niż na którymkolwiek z nich, zaś przy prawidłowo zaprojektowanej i działającej instalacji, pewnie wyzwalające zabezpieczenia.
Co do strony, po której ma być faza w gniazdku. Dla gniazd pojedyńczych określanie tego ma może sens, ale w gniazdach podwójnych jest go pozbawione. Jeśli w górnym faza będzie na lewo od kołka, to w dolnym na prawo.