Witam serdecznie.
Nie wiem czy dobrze trafiłem z tym problemem ale zobaczymy.
Drodzy elektronicy wielu "elektryków" pytałem o podstawową teorię związaną z domową elektrycznością i cały czas otrzymuję sprzeczne informacje.
Jestem z wykształcenia informatykiem mam w domu ( a konkretnie w jednym pokoju ) sporo urządzeń elektronicznych ( między innymi, 3 komputery, lcd, router cisco + switch, serwer z dwoma zasilaczami ok 400W, i inne ). Zacząłem się trochę interesować ostatnio zasilaniem bo po pierwsze ginę w gąszczu kabli i po drugie po tym co czytałem w internecie to tak szczerze mówiąc zaczynam się bać o własne życie no i przy okazji o sprzęt
Mieszkam w domu jednorodzinnym w którym na istalację elektryczną składają się dwie żyły miedziane ok 2.5mm wychodzące w każdym punkcie końcowym typu gniazdko.
Moja wiedza elektryczna nie jest zbyt obszerna potrafie odróżnić przewód fazowy od tego który chyba zwie się zerowy + ogólne pojęcie o życiu
.
To jest instalacja z czasów kiedy ciężko było dostać jakie kolwiek gniazadko dlatego wszystkie gniazdka są pozbawione bolców a połączenia to poporstu 2 do 2. W sumie doskonale zdaje sobie sprawę że dla wszystkich urządzeń AGD a tym bardziej sprzetu elektronicznego ( chociaż już sam nie wiem co ważniejsze ) należałoby przygotować "gniazda z bolcem".
Tyle że ja nie wiem jak to zrobić. Tzn czytałem że można połączyć w gniazdku przewód zerowy do bolca i tak zrobiłem - kupiłem gniazdo z bolcem i wykorzystując kawałek miedzianego przewodu połączyłem bolec z "dziurką" w której nie było fazy. No ale z kolei nie pomyślałem o tym że ktoś w elektrowni może zamienić przewody (fazowy z zerowym ) i pojawi się problem . Co mam zrobić żebym i ja i mój sprzę, był bezpieczny?
Czy ta moja instalacja powinna mieć trzecią żyłę przeznaczoną do zerowania czy to jest błąd elektryka?
Czy moż da się to jakoś inaczej zorganizować?
Błagam pomóżcie bo z tej mojej mizernej wiedzy i pojęcia o życiu wynika to że mój dom to tykająca naelektryzowana bomba elektryczna.
Nie wiem czy dobrze trafiłem z tym problemem ale zobaczymy.
Drodzy elektronicy wielu "elektryków" pytałem o podstawową teorię związaną z domową elektrycznością i cały czas otrzymuję sprzeczne informacje.
Jestem z wykształcenia informatykiem mam w domu ( a konkretnie w jednym pokoju ) sporo urządzeń elektronicznych ( między innymi, 3 komputery, lcd, router cisco + switch, serwer z dwoma zasilaczami ok 400W, i inne ). Zacząłem się trochę interesować ostatnio zasilaniem bo po pierwsze ginę w gąszczu kabli i po drugie po tym co czytałem w internecie to tak szczerze mówiąc zaczynam się bać o własne życie no i przy okazji o sprzęt
Mieszkam w domu jednorodzinnym w którym na istalację elektryczną składają się dwie żyły miedziane ok 2.5mm wychodzące w każdym punkcie końcowym typu gniazdko.
Moja wiedza elektryczna nie jest zbyt obszerna potrafie odróżnić przewód fazowy od tego który chyba zwie się zerowy + ogólne pojęcie o życiu
To jest instalacja z czasów kiedy ciężko było dostać jakie kolwiek gniazadko dlatego wszystkie gniazdka są pozbawione bolców a połączenia to poporstu 2 do 2. W sumie doskonale zdaje sobie sprawę że dla wszystkich urządzeń AGD a tym bardziej sprzetu elektronicznego ( chociaż już sam nie wiem co ważniejsze ) należałoby przygotować "gniazda z bolcem".
Tyle że ja nie wiem jak to zrobić. Tzn czytałem że można połączyć w gniazdku przewód zerowy do bolca i tak zrobiłem - kupiłem gniazdo z bolcem i wykorzystując kawałek miedzianego przewodu połączyłem bolec z "dziurką" w której nie było fazy. No ale z kolei nie pomyślałem o tym że ktoś w elektrowni może zamienić przewody (fazowy z zerowym ) i pojawi się problem . Co mam zrobić żebym i ja i mój sprzę, był bezpieczny?
Czy ta moja instalacja powinna mieć trzecią żyłę przeznaczoną do zerowania czy to jest błąd elektryka?
Czy moż da się to jakoś inaczej zorganizować?
Błagam pomóżcie bo z tej mojej mizernej wiedzy i pojęcia o życiu wynika to że mój dom to tykająca naelektryzowana bomba elektryczna.