Witam, wiem, że od czasu zakończenia rozmowy mineło już prawie 8 lat, ale chciałem się podzielić moim spostrzeżeniem w naprawie akumulatora żelowego.
Akumulator trzymał prąd przez ok. rok. Po tym czasie wszędzie mi powiedzieli, że akumulator jest do wymiany, ale nie dałem za wygraną. Kupiłem elektrolit ! Odetkałem gumowe zatyczki z akumulatora (miały podciśnienie - były zassane, gdy odetkałem, było słychać krótkie pssssss...), wlałem elektrolit, zatkałem zatyczki (wiem, zapomniałem, że przy ładowaniu powinny być odetkane, ale tak jakoś wypadło to z głowy ) i podłączyłem akumulator do prostownika. Po 2-3 godzinach przyszedłem i zauważyłem zatyczki porozżucane na ziemii Wink Zostawiłem go do ładowania na noc (znowu duże ryzyko). Przyszedłem rano i zauważyłem, że elektrolit się "gotuje", więc wyłączyłem prostownik i zostawiłem akumulator, żeby ostygł. Po ostygnięciu zmierzyłem i okazało się, że wszystko wygląda ok. Trochę mnie to zdziwiło, ale dla upewnienia wstawiłem go do skuterka, z którego go wyjąłem i chodzi bez problemu.
Dla upewnienia, że ta metoda działa piszę temat dopiero po 2 miesiącach po dokonaniu tego eksperymentu Wink I dale wszystko działa.
POLECAM !!!