Panowie, blondynka prosi o ratunek! jezdzę poldkiem z silnikiem rovera, generalnie bezawaryjnie, ale ostatnio moje ukochane autko daje mi kopa adrenalinowego w postaci oznak utraty życia w najmniej odpowiednim momencie. W czasie jazy temperatura silnika przekracza 90 powinien włączyć się wentylator a zamiast tego gaśnie wszystko. Zero zasilania. Dwa razy już mnie sholowywano. Alternator ładuje, klemy sa ok., akumulator naładowany a po przekręceniu kluczyka w krytycznym momencie żadej reakcji. Po odstaniu ok 1 godziny odpala jak młody bóg i chodzi niby normalnie. Przy próbach na parkingu, wentylator załączał się bezbłędnie i nic sie nie działo. Czy ten typ samochodu mam jakąś elektronikę odcinającą zasilanie aby nie przegrzac silnika? Co to mogło nawalić w elektronice? Bo wg mnie czyli kobiety i blondynki to jest coś z elektronika. RATUNKU.