Wzmacniacz nabyłem w niedzielę, ale dało się naprawdę doporowadzić do zniknięcia brumu. Poniżej zamieszczam opis wrażeń i wskazówki.
Nabyty przeze mnie egzemplarz wzmacniacza „Meloman 25” był niekompletny, to znaczy brakowało pokrywy górnej i jednaj lampy PL500. Był dość mocno zanieczyszczony, toteż byłem zmuszony niektóre detale przetrzeć acetonem. Po przylutowaniu przewodu zasilającego i wstawieniu brakującej lampy podjąłem próbę uruchomienia tego cuda.
Jako źródło sygnału wykorzystałem mikrofon dynamiczny. Próba wypadła pomyślnie, jednak po paru minutach pracy zauważyłem niepokojący objaw: jedna z lamp końcowych nagrzała się do czerwoności a wzmacniacz zaczął pracować z brzydkimi zniekształceniami. W pierwszej chwili stwierdziłem, że winą za to zjawisko należy obarczyć lampę. Ponieważ jednak nie mam zbyt wielu lamp typu PL500 postanowiłem zamienić je na PL504, których to lamp mam praktycznie cały karton. Rzut oka w katalog lamp wykazał całkowitą celowość takiej zamiany. Ponadto pierwsza próba włączenia wykazała spalenie żarówki kontrolnej.
Próba pracy z lampami PL504 skończyła się jednak rychło tym samym objawem, jak poprzednio-zaczerwienieniem się anod. Moją uwagę przykuły więc potencjometry regulacji napięcia polaryzacji siatek sterujących. Istotnie, po pokręceniu tymi potencjometrami niekorzystne zjawisko zaczerwienienia się anod udało się zlikwidować całkowicie, zaś wzmacniacz zaczął pracować bez zniekształceń. We znaki dawał się jednak brzydki przydźwięk. Chwilowo pominąłem ten problem i postanowiłem spróbować podać sygnał na inne wejścia wzmacniacza. Liczyłem przy tym, że gniazda o mniejszej czułości nie będą wykazywać tak silnego przydźwięku. Te rachuby jednak zawiodły. Po podłączeniu sygnału z komputera na wejście „radio” ujawnił się także inny problem: słabe tony niskie i wadliwa regulacja tonów wysokich. Co do tej drugiej usterki, polegała ona na tym, że regulacja nie była płynna. To wskazywało jednoznacznie na potencjometr jako winowajcę tej sytuacji. Istotnie, po jego wymianie regulacja tonów wysokich stała się płynna.
Pozostał jednak problem tonów niskich. To zmusiło mnie do przyjrzenia się bliżej układowi elektrycznemu wzmacniacza. Odnalazłem więc regulator barwy dźwięku i zacząłem lekko eksperymentować z wartościami elementów. Bardzo korzystne okazało się zamienienie kondensatora 330 nF (schemat dalej) na 1 mikrofarad i opornika 1,5k na 1k. Oględziny układu wykazały istnienie potencjometru redukcji przydźwięku. Regulacja tym potencjometrem przyniosła znaczną poprawę przy pracy na wejściu mikrofonowym, nadal jednak przydźwięk przykro zakłócał pracę układu, zwłaszcza przy większym odkręceniu siły głosu. Postanowiłem dłużej się nie zastanawiać tylko uczciwie narysować schemat cuda.
Omówię tylko w paru słowach ten schemat, gdyż i tak każdy sobie z tym poradzi. Przełącznikiem można wybierać źródło sygnału. Duża szkoda, że te izostaty są niezależne. Uważam, że znacznie ułatwiałoby, gdyby po wciśnięciu kolejnego poprzedni wyskakiwał. Przy korzystaniu z gniazd o dużej czułości pracuje lampa V1. Korzystne okazało się ekranowanie tej lampy i połączenie ekranu z masą. Wynika to z faktu, że lampa V1 znajduje się bardzo blisko transformatora sieciowego. Zaintrygowała mnie możliwość tłumienia przydźwięku pochodzącego ze źródła sygnału. Do tego służy filtr typu T podwójne na częstotliwość 50Hz. Potencjometr montażowy 250k służy do strojenia (?) tego filtru.
Sygnał z przełącznika jest doprowadzony do wtórnika katodowego z lampą V2. Dzięki zastosowaniu wtórnika można było użyć potencjometry regulacji barwy i głośności o małych wartościach rezystancji (10k i 4,7k). Po przejściu przez korektor barwy sygnał jest poddawany wzmocnieniu w drugiej części lampy V2. Do katody tej lampy jest doprowadzony sygnał USZ (ujemnego sprzężenia zwrotnego z transformatora głośnikowego). Potencjometr montażowy 50k umożliwia regulację głębokości sprzężenia. Kolejny stopień z połową lampy V3 stanowi wtórnikowy inwerter fazy. Druga połowa tej lampy nie jest wykorzystana.
Lampa V4 jest wzmacniaczem sterującym końcówki mocy.
Przeciwsobna końcówka mocy z lampami V5 i V6 pracuje w tradycyjnym-można rzec układzie. Należy dodać, że transformator ma chyba jednak sekcjonowane uzwojenia. Tak wynika z etykietki. Potencjometry 100k służą do ustawiania napięcia polaryzacji napięć siatek lamp V5 i V6. Napięcie dla tych siatek jest uzyskiwane z transformatora sieciowego a następnie prostowane w mostku Graetza z diodami DZG1. Napięcie wysokie dla lamp jest uzyskiwane z prostownika z diodami DK 61. Filtrowanie tego napięcia-za pomocą ogniw RC.
Prześledzenie schematu i układu wykazało niefachową naprawę –otóż jeden z kondensatorów sprzęgających miał tylko 2nF zamiast spodziewanych 33nF. Wymieniłem go, podobnie zresztą jak pozostałe takie pojemności na 47nF.
Możliwe, że mała wartość pojemności sprzęgającej była przyczyną słabego odtwarzania tonów niskich. Tak czy inaczej nie cofałem już zmian wprowadzonych przeze mnie w układzie korektora barwy. Dzięki temu potencjometr basów jest ustawiony „na pół gwizdka” przy satysfakcjonującym mnie odtwarzaniu basów.
Kondensatory filtru zasilacza ( zasilające wzmacniacz napięciowy) wymieniłem stosując zamiast 100mikrofaradów (50+50) 330 mikrofaradów, zamiast 50 mikrofaradów 220 mikrofaradów i wymieniając ostatni (na schemacie u góry po lewej) 50 mikrofaradów na współczesny 47 mikrofaradów. To dało znów częściową poprawę.
Kolejnym ważnym spostrzeżeniem było to, że bardzo źle prowadzona jest w tym wzmacniaczu masa. O ile bowiem na płytce drukowanej masa jest szeroko rozlana to poszczególne wysepki są połączone cieniutkim drucikiem i to chyba stalowym. Okazało się to bardzo niekorzystne, bowiem przy próbie łączenia masy w innym punkcie niż to fabrycznie było przewidziane przydźwięk rósł znacznie przy przejściu na inną wysepkę. Wyrzuciłem więc wspomniane druty, stosując w ich miejsce taśmę miedzianą grubości około 0,3mm i szerokości 10mm. Po tej czynności przydźwięk stał się praktycznie niesłyszalny i jego pozostałość pochodzi od końcówki mocy (sprawdzone przy wyjętych lampach wzmacniacza napięciowego). Możliwe, że kondensatory zasilające końcówkę mocy wymienię na kondensatory o ciut większej pojemności. Dodatkowo postanowiłem dołożyć oko magiczne EM84. Żal mi jakoś się zrobiło praktycznie pustej szpary w panelu czołowym. Po usunięciu żarówki (kable zabezpieczyłem rurkami termokurczliwymi) podłączyłem oko magiczne. Sygnał sterujący pobieram z uzwojenia wtórnego transformatora głośnikowego (stosuję podwajacz napięcia), napięcie anodowe z kondensatora 330 mikrofaradów zaś żarzenie dołączyłem do lampy V4. Wzmacniacz z okiem wygląda dużo lepiej, jednak będę musiał jeszcze pomyśleć nad osłoną, gdyż pracę bez niej uważam za niedopuszczalną.
Oprócz tego wymieniłem niektóre oporniki i kondensatory na nowe, były to jednak działania prewencyjne, nie mające już większego wpływu na poprawę działania cuda.
Muszę przyznać, że jestem bardzo zadowolony z tego wzmacniacza. Mimo lichej konstrukcji podoba mi się. Ma po prostu w sobie to „coś”. Możliwe, że tym „czymś” jest zastosowanie w nim popularnych lamp telewizyjnych.
Zachęcam wszystkich posiadaczy „Melomana 25” do próby pozbycia się przydźwięku. Spojrzycie na ten wzmacniacz pod zupełnie innym kątem. Początkowo chciałem go przeznaczyć na „dawcę części” , ale zmieniłem zdanie.
Alek Zawada