Ależ oczywiście, że można ! Oto stosowny przepis zaczerpnięty z książki Briana Johnsona "Sekrety II wojny światowej - Wojna mózgów" (fragment):
"Projekt nie otrzymał żadnego poparcia. Randall i Boot musieli wypożyczyć transformatory z Admiralicji w Portsmouth, a stary szkoleniowy elektromagnes znaleźli w zakamarkach uniwersyteckiego laboratorium; inne części, w tym prostowniki wysokiego napięcia, musieli zamontować sami. Miedziany cylinder wykonany został przez asystenta w warsztacie mechanicznym, zainstalowano pompy próżniowe, a końce magnetronu zatkano półpensówkami przyklejonymi woskiem.
Doktor Boot wspomina dzień, w którym aparatura była gotowa do próby:
21 lutego 1940 roku wszystko było gotowe do akcji, opanowaliśmy wszelki przecieki w sprzęcie próżniowym, włączyłem pole magnetyczne i wysokie napięcie, zwiększając je sukcesywnie do 10 albo 15 kilowoltów...
Obciążeniem pierwszego magnetronu wnękowego była żarówka od reflektora samochodowego, z usuniętą podstawką. Kiedy włączono wysokie napięcie, dwaj fizycy z niecierpliwością obserwowali jej zachowanie. Zaczęła świecić coraz jaśniej, aż nagle spaliła się. Podobnie zamontowana w jej miejsce większa lampa. Ustalono w końcu, że żarówka musi mieć moc 400 watów."
Sam tego nie zamierzam robić, ale może w czymś Ci to ułatwi zadanie...
A... Dalej piszą, że w pewnym okresie, w charakterze miedzianego bloku anody wykorzystywano bębenki od rewolwerów Colta. Jeśli masz Colta, to będziesz miał mniej roboty.