Witam,
mam problem, a że nie jestem zawodowym elektrykiem tylko majsterkowiczem-złotą rączką - nie wiem czy sam sobie poradzę z problemem.
Sytuacja:
Mieszkanie w bloku gierkowskim. Instalacja dla mnie dość dziwna: od bezpiecznika idzie dwużyłowy przewód do takiej kasety rozdzielczej z dwoma szynami. Od tych szyn odchodzą równolegle(!) połączenia do poszczególnych pomieszczeń. Może to normalne, ja przywykłem do obwodów szeregowych przynajmniej jeśli chodzi o gniazdka. Przypominam: nie jestem zawodowym elektrykiem.
Problem:
Gniazdko "pralkowe" w łazience wypadło ze ściany (zostało wyrwane), ale przewody były podłączone bez zmian. Pralka działała, to się stało niedawno więc zabierałem się właśnie do "wsadzenia" gniazdka na miejsce. Wiem, że później strzeliły korki (z relacji domowników), ale po ich włączeniu pralka dalej działała. Potem przestała w ogóle.
Sprawdziłem - w jednej "dziurce" gniazdka jest faza, i w drugiej... też! To samo na kołku zerującym.
Rozkręciłem to wszystko. Do gniazdka doprowadzone sa trzy przewody: dwa niebieskie i jeden czarny. W czarnym i pierwszym niebieskim jest faza, w drugim niebieskim nie ma nic (ani faza, ani zero). Oba niebieskie były pierwotnie zmostkowane.
Co się stało? Jak mogła się pojawić faza w przewodzie zerującym?
Niestety nie wiem jak dokładnie została zbudowana instalacja, bo kupiłem mieszkanie "zrobione", a w tym miejscu elektryka była przerabiana - przewody są pod kafelkami.
Czy ktoś ma jakiś pomysł? Nim wezwę elektryka...?
Martini
mam problem, a że nie jestem zawodowym elektrykiem tylko majsterkowiczem-złotą rączką - nie wiem czy sam sobie poradzę z problemem.
Sytuacja:
Mieszkanie w bloku gierkowskim. Instalacja dla mnie dość dziwna: od bezpiecznika idzie dwużyłowy przewód do takiej kasety rozdzielczej z dwoma szynami. Od tych szyn odchodzą równolegle(!) połączenia do poszczególnych pomieszczeń. Może to normalne, ja przywykłem do obwodów szeregowych przynajmniej jeśli chodzi o gniazdka. Przypominam: nie jestem zawodowym elektrykiem.
Problem:
Gniazdko "pralkowe" w łazience wypadło ze ściany (zostało wyrwane), ale przewody były podłączone bez zmian. Pralka działała, to się stało niedawno więc zabierałem się właśnie do "wsadzenia" gniazdka na miejsce. Wiem, że później strzeliły korki (z relacji domowników), ale po ich włączeniu pralka dalej działała. Potem przestała w ogóle.
Sprawdziłem - w jednej "dziurce" gniazdka jest faza, i w drugiej... też! To samo na kołku zerującym.
Rozkręciłem to wszystko. Do gniazdka doprowadzone sa trzy przewody: dwa niebieskie i jeden czarny. W czarnym i pierwszym niebieskim jest faza, w drugim niebieskim nie ma nic (ani faza, ani zero). Oba niebieskie były pierwotnie zmostkowane.
Co się stało? Jak mogła się pojawić faza w przewodzie zerującym?
Niestety nie wiem jak dokładnie została zbudowana instalacja, bo kupiłem mieszkanie "zrobione", a w tym miejscu elektryka była przerabiana - przewody są pod kafelkami.
Czy ktoś ma jakiś pomysł? Nim wezwę elektryka...?
Martini