Witam.
Na początku od razu określę, że nie mam pojęcia o wszelakich pomiarach i nie jestem chętny do dokładnej samodzielnej diagnostyki zasilacza (nawet nie chodzi o brak czasu, ale nie mam dostępu do części zamiennych z odzysku więc pewnie koszty przewyższyły by wartość samego zasilacza), który odmówił posłuszeństwa.
Mimo to, pozwoliłem sobie napisać ten wątek, tylko po to, abyście rozwiali bądź też nie
Komputer wyłączył się (restart) i nie mógł ponownie się uruchomić (wyłączyłem go odpinając na listwie od sieci, poczułem tylko smrodek, który jak później zlokalizowałem wydobywał się z kondensatora), nie mniej wentylator karty graficznej i procesora kręcił się normalnie.
Śledź w mojej płycie głównej posiada komunikację za pomocą diod sygnalizującą przyczynę awarii. Wg producenta płyty padł procesor.
Rozebrałem komputer, procesor cały, wszystkie gniazda i sprzęt podpięty do płyty bez zarzutu (podłączyłem inny zasilacz w celu sprawdzenia, test OK).
Przyczyna awarii tkwi w zasilaczu.
Otóż jeden z głównych kondensatorów elektrolitycznych 470uF/200V/85C (Wy to określacie, że to bodaj po stronie pierwotnej znajduje się takowy) wyciekł, drugi jest ok. (wzrokowo).
I teraz pytanie do Was:
Jakie są szanse na to, że wymieniając uszkodzony kondensator na nowy np. 470uF/250V/105°C zasilacz będzie działał?
Innymi słowy, czy istnieją szanse, że tylko kondensator jest uszkodzony? Bądź też nie ma takiej możliwość, żeby padnięty kondensator nie spowodował innych uszkodzeń w zasilaczu.
Pozdrawiam
Poprawiłem TONI_2003