Zacznijmy od tego że chcemy uzyskać najlepszą możliwą jakość tego co przegrywamy, aby do wad nośnika nie dodawać wad sprzętu. Jak bawiłem się w takie coś (bynajmniej nie zawodowo, to była jedna z miliona rzeczy które się robi bo się umie), zaczynałem od pożyczenia od znajomego porządnego decka Pioneera i po dokładnym ustawieniu poziomów, zgrania obu stron kasety do dwóch plików .vaw - z maksymalną rozdzielczością bitową jaką daje mi sprzęt (u mnie 16 - więc tym ważniejsze jest aby nie tracić bitów źle ustawiając poziomy) - u Was może być więcej, może macie Audigy - i próbkowaniem 44,1k (48k nie polecam, będzie następny zonk i strata jakości przy zmianie częstotliwości na częstotliwość próbkowania CD Audio), nie ufajcie autorewersowi, w niektórych magnetofonach występują kłopoty z fazą na stronie lecącej "odwrotnie". Po wyszukaniu maksimów sygnału i stwierdzeniu ponad wszelką wątpliwość, że nie nastąpiło obcinanie, nagrywałem te dwa pliki bezpośrednio Sound Forge'em na CD i zamykałem płytę. Potem oddawałem magnetofon (czynność poprzednia była powtarzana jak miałem więcej kaset). No i zależnie od materiału decydowałem, co będzie dalej. W przypadku muzyki, szczególnie poddanej dość silnej kompresji przy nagrywaniu na kasetę, wystarczało skopiowanie do nowego pliku każdego z utworów, docięcie krawędzi (pamiętajcie o tym żeby ciąć w zerze sinusoidy - Auto Snap to Zero ! ) i lekka filtracja (wartości oscylujące dookoła pięćdziesięciu) w Cool Edicie, na podstawie profilu szumu zdjętego z ciszy na kasecie. Daje to znacznie lepsze efekty, niż Dolby w magnetofonie, Dolby spłaszcza dźwięk i na dłuższą metę dobre jest tylko do słuchania z kaset. Potem analiza widmowa i cięcie od góry i z dołu, czasami trzeba było lekko podciąć jakiś fragment pasma, którego było za dużo - ostatnio zgrywając materiał mówiony - kasety do podręczników szkolnych z niemieckiego - zdenerwowałem się bo jakiś krawężnik to wypuścił, galimatias w paśmie 100-200 Hz powoduje przy odtwarzaniu kaset dudnienie, szczególnie przeszkadzające w sali lekcyjnej, głos ludzki nie jest uwydatniony (a o fonetykę właśnie chodzi), na etapie produkcji to dwa ruchy korektorem parametrycznym przy zgraniu. I przy tym materiale mówionym korzystałem też z dobrze znanego "kwadrata" - procesora dynamiki, działał jako bramka szumów, tylko krawężnik od kasety nagrywał dźwięki tła na poziomie niemalże odpowiadającemu szumowi na kasecie, trudno wycinać tło ale w ćwierci przypadków musiałem zrezygnować z bramki, trzepotała i tyle. A tło zostało dość trochę okaleczone, bo jego poziom jest taki, że narzędzie do usuwania szumów już je kaleczy doszczętnie. Generalnie to, co robiłem, to nie realizacja jakiś wskazówek, tylko po prostu nagranie i oczyszczenie sygnału z zewnętrznego źródła, po raz ileś-tam-setny. Kiedyś był w KomputerŚwiecie artykuł na ten temat, napisany dość zachowawczo ale jeśli ktoś ma raz coś do przegrania, takie wskazówki na pewno go ucieszą. Pozdrawiam