Przedwczoraj przydarzyło mi się spore nieszczęście, tj. burza z piorunami która nagle pojawiła się nad moim osiedlem. Jak można się spodziewać, tym razem pech chciał że piorun trafił prosto w mój blok, w dodatku w piorunochron parę metrów ode mnie. Od razu komputer przestał działać, a listwa zasilająca została od razu wyłączona.
Po ponownym włączeniu okazało się że są 2 problemy: niedziałający monitor oraz niedziałający tak jak trzeba komputer. O ile monitor to coś, gdzie niewiele można stwierdzić (osobiście podejrzewam że to panel sterujący odmawia współpracy, bo monitor po piorunie pokazywał "brak sygnału"), to komputer jest większą zagadką. Po rozkręceniu obudowy i sprawdzeniu działania na innym monitorze mogę stwierdzić tyle:
ekran nie wyświetla się w ogóle
wentylator karty graficznej oraz zasilacza działa bez zarzutu
zasilanie do płyty głównej trafia (dioda), do napędów raczej także (słychać działanie)
wentylator procesora przy uruchomieniu zaczyna obkręcać się z normalną prędkością i od razu przestaje działać (zatrzymuje się) - wygląda to tak, jak gdyby dochodził do niego jeden impuls i nagle się tracił
brakuje PC-Speakera żeby usłyszeć jaki błąd zgłasza BIOS (lub stwierdzić że nie zgłasza nic)
kontrolka pracy dysku przy uruchomieniu świeci się ciągłym światłem
Nie mam możliwości sprawdzić komputera na częściach zamiennych (brakuje mi zasilacza ze stykiem zasilającym 24-pin, procesora na podstawkę AM2+, grafiki pod PCI-E). Widocznych uszkodzeń - brak, nic nie jest przypalone. Był także czynnik sprzyjający, czyli dość dużo kurzu [komputer nie był odkurzany od czasu mojego przejścia na lapka, a że brakuje dwóch zaślepek na urządzenia PCI oraz jednej z przodu na napęd 5.25" to jest na to bardzo podatny].
Moje pytanie jest dość oczywiste: co mogło się uszkodzić oraz w jaki sposób sprawdzić co dokładniej się zepsuło? Sam podejrzewam płytę główną lub procesor, ale nie daję głowy. BTW, wszystko na płycie jest podpięte tak jak trzeba, brak obluzowań.
Po ponownym włączeniu okazało się że są 2 problemy: niedziałający monitor oraz niedziałający tak jak trzeba komputer. O ile monitor to coś, gdzie niewiele można stwierdzić (osobiście podejrzewam że to panel sterujący odmawia współpracy, bo monitor po piorunie pokazywał "brak sygnału"), to komputer jest większą zagadką. Po rozkręceniu obudowy i sprawdzeniu działania na innym monitorze mogę stwierdzić tyle:
Nie mam możliwości sprawdzić komputera na częściach zamiennych (brakuje mi zasilacza ze stykiem zasilającym 24-pin, procesora na podstawkę AM2+, grafiki pod PCI-E). Widocznych uszkodzeń - brak, nic nie jest przypalone. Był także czynnik sprzyjający, czyli dość dużo kurzu [komputer nie był odkurzany od czasu mojego przejścia na lapka, a że brakuje dwóch zaślepek na urządzenia PCI oraz jednej z przodu na napęd 5.25" to jest na to bardzo podatny].
Moje pytanie jest dość oczywiste: co mogło się uszkodzić oraz w jaki sposób sprawdzić co dokładniej się zepsuło? Sam podejrzewam płytę główną lub procesor, ale nie daję głowy. BTW, wszystko na płycie jest podpięte tak jak trzeba, brak obluzowań.