ele_pp napisał: Nakłady rzeczowe ujęte w tablicy uwzgledniają, oprócz czynności wymienionych w wyszczególnieniach robót również sporządzenie protokołu z pomiarów i badań , zawierającego wyniki pomiarów oraz ocenę stanu technicznego badanego urządzenia, instalacji lub obwodu
Po przeglądnięciu wątku nasuwa się pytanie, czy wypis z KNR nakazuje przekazanie protokołu zleceniodawcy?
Nie, nie nakazuje, gdyż nie ma tam sformułowania "
i udostępnienie go zlecającemu" Pomiary o których mowa musiały być wykonane dla weryfikacji uszkodzenia i po naprawie (wymianie) niesprawnego elementu dla sprawdzenia całości obwodu przed podłączeniem go pod napięcie. Jeżeli pomiary mają być udostępnione, to protokół musi zawierać wiele danych, w tym typ, numer fabryczny i rodzaj przyrządu pomiarowego, data i ważność ostatniej legalizacji itp. Dla wykonania pomiarów sprawdzających te dane są niepotrzebne (powody są różne np. pożyczony miernik, bo mój właśnie padł, lub jest w legalizacji itp). Poza tym często miernik używany na co dzień do usuwania uszkodzeń jest inny niż do pomiarów ze względu na cenę i łatwość uszkodzenia w terenie.
Wezwany elektryk miał usunąć uszkodzenie, co uczynił. Wykonał przy tym określone czynności, co udokumentował. Żadne zarządzenie nie nakazuje mu, by wręczył zleceniodawcy dokumentację pomiarową prowadzącą do lokalizacji i usunięcia usterki. Za jakość i bezpieczeństwo obwodów po wykonanej usłudze odpowiada swoimi kompetencjami.
Dla porównania proszę sobie wyobrazić, że klient przynoszący telewizor do naprawy żąda:
- protokołu z wykonanych czynności
- wyników wszystkich pomiarów wykonanych przed znalezieniem usterki
- dokładnego opisu co zostało uszkodzone w układzie scalonym (które tranzystory wyparowały z ogólnej liczby kilku milionów)
- wyników z pomiarów końcowych w zakresie czułości, dokładności strojenia heterodyny, maksymalnej luminancji, ostrości, jakości i mocy fonii, zniekształceń obrazu, dźwięku i 100 innych parametrów
- certyfikatu bezpieczeństwa użytkowania według normy PN-EN XXXXXX itp.
Istnieje pewien zakres tolerancji zleceniobiorcy wobec kontrahenta i odwrotnie. Jeżeli wymagania finansowe mieszczą się w ogólnie przyjętej puli dla podobnych zleceń, to się płaci i nie dyskutuje. Jeżeli się na ten temat za bardzo dyskutuje z wykonawcą, to on podziękuje za współpracę i jeżeli był dobry w tym co robił i dyspozycyjny, to zleceniodawca będzie miał problemy ze znalezieniem odpowiednika co do dyspozycyjności i kompetencji. Są jeszcze układy regionalne i jak wykonawcy się dobrze znają, a środowisko jest hermetyczne, to taki zleceniodawca ma duuuży problem ze znalezieniem następcy.
W niektórych środowiskach wykształciła się grupa zleceniodawców, którzy stwierdzali, że płacenie zleceń za naprawy bieżące, to ostatnia rubryka w kalendarzu, bo opóźnienie nawet roczne, to drobiazg. W międzyczasie wykonawca musi wystawić fakturę, opłacić od niej VAT, czyli na wstępie jest stratny. Wiadomo, że jak wykonawca odda sprawę do sądu, to musi wpłacić określoną kwotę, odczekać swoje itd. W tym czasie traci również zlecenia od wspólnoty, Spółdzielni, czy ADM-u. Nie każdego na to stać i stąd tworzy się hegemonia zleceniodawcy nad wykonawcą.
Podsumowując:
- jeżeli kwota jest dla zleceniodawcy do przyjęcia np. jako zwyczajowa dla takiej usługi, to po prostu zapłacić
- jeżeli wykonawca jest OK i coś zawyżył fakturę, to przeprowadzić rozmowę weryfikującą (tzw. postawienie wykonawcy "do pionu")
- jeżeli wykonawca nie chce rozmawiać, to albo sąd gospodarczy, albo cywilny.