Witam. Sprawa wyglada nastepujaco. Dysk mam od ponad 2 lat , ostatnio zdazyło się że po resecie bios wywalił błąd dysku i komp stanął (słychać było że dysk chodzi), probowałem 2,3 razy ale nic.Po godzinie odpaliłem kompa i cudem jakimś wszystko było ok - scandisk sratatata i poszło
Ostatnio jednak gdy podłączyłem go do kompa kumpla i niemądrze przy włączonymm kompie nieco go uniosłem coś pstykło (dźwięk podobny do tego jak cos czyta tylko pojedynczy i 5-6 razy głośniejszy) i od tego czasu bios go raz widzi (wtedy pokazuje zamiast maxtor 6Y160P0042211 to maxtor CALYPSO YZ3costam
i wywala hard disk fail, albo go nie widzi , przy próbie wykrywania pojawia się ten specyficzny "trzask". Powermax frimt maxtor niestety go nie wykrywa. Musze sie przyznac ze kilka razy dysk jezdzil ze mną w plecaku ale zawsze dobrze zabezpieczony, bylo kilka sytuacji kiedy dysk nagle zostawał wyłączany |(tj prąd wyłączyli albo jakis konieczny reset w czasie jego pracy:) Chcialbym sie dowiedziec czy te objawy bardziej przemawiaja za padnieciem elektroniki czy mechaniki i czy da sie jeszcze go uratowac chocby dla odzyskania danych bo dysk byl prawie pelny:) Czy moze ktos zna firme lub czlowieka w Katowicach ktory sie zajmuje takimi przypadkami?? Dzieki wielkie z gory za wszelka pomoc