Poprzedni właściciel, niezły artysta, stworzył bardzo ciekawy włącznik światła. Nie wiem dokładnie, jak on działa, ale:
- najpierw jest puszka, w niej +/- miliard kabli, wszystkie czarne
- włącznik jest podwójny, dochodzi do niego kabel z prądem
- przy żarówce (są dwie, sytuacja taka sama w obu) jest tak, że na jednym kablu jest zawsze prąd, bez względu na położenie włącznika, ale żarówka "działa poprawnie" (świeci gdy włącznik jest w jednej pozycji i gaśnie, gdy jest w drugiej).
- na drugim kablu przy żarówce nigdy nie ma prądu
Moje "mierzenie" to zwykłe sprawdzenie próbówką, więc domyślam się, że w którymś miejscu jest jakieś przebicie. Osobiście strzelam (w mieszkaniu było mnóstwo takich kwiatków), że przerwanie na włączniku jest w rzeczywistości na przewodzie zerowym i do żarówek cały czas dopływa prąd.
Chciałbym zapytać kogoś mądrzejszego ode mnie, skrajnego laika, czy to może zaszkodzić żarówkom? W ~2 tygodnie spaliły się trzy z czterech i zastanawiam się, czy to wina żarówek (były razem z żyrandolem), czy to może być wina tego rozwiązania i szkoda wkręcać nowe...
Czy to rozwiązanie może generować inne problemy niż to, że żeby wymienić żarówkę muszę wykręcać korki?
- najpierw jest puszka, w niej +/- miliard kabli, wszystkie czarne
- włącznik jest podwójny, dochodzi do niego kabel z prądem
- przy żarówce (są dwie, sytuacja taka sama w obu) jest tak, że na jednym kablu jest zawsze prąd, bez względu na położenie włącznika, ale żarówka "działa poprawnie" (świeci gdy włącznik jest w jednej pozycji i gaśnie, gdy jest w drugiej).
- na drugim kablu przy żarówce nigdy nie ma prądu
Moje "mierzenie" to zwykłe sprawdzenie próbówką, więc domyślam się, że w którymś miejscu jest jakieś przebicie. Osobiście strzelam (w mieszkaniu było mnóstwo takich kwiatków), że przerwanie na włączniku jest w rzeczywistości na przewodzie zerowym i do żarówek cały czas dopływa prąd.
Chciałbym zapytać kogoś mądrzejszego ode mnie, skrajnego laika, czy to może zaszkodzić żarówkom? W ~2 tygodnie spaliły się trzy z czterech i zastanawiam się, czy to wina żarówek (były razem z żyrandolem), czy to może być wina tego rozwiązania i szkoda wkręcać nowe...
Czy to rozwiązanie może generować inne problemy niż to, że żeby wymienić żarówkę muszę wykręcać korki?