vodiczka napisał: Nie mylę, jedną z cech inteligencji jest zdolność uczenia się ale mnie chodziło o to że wyższy poziom wiedzy pozwala nam na tworzenie rzeczy o których starożytni tylko marzyli. Znamy legendę o Ikarze i Dedalu, dużo późniejszą o Panu Twardowskim ale to "my" pierwsi stanęliśmy na Księżycu. Jest więc bardzo duże prawdopodobieństwo, że nasi następcy stworzą sztuczną inteligencję.
Ale można też posiadać wiedzę i nie być inteligentnym. Nie umieć tej wiedzy wykorzystać. Można zaś być inteligentnym i nie mieć wiedzy, gdyż np. nie było warunków do jej nabycia. Dawniej nazywano to "sprytem życiowym" - czyli osoba nie posiadająca wykształcenia na wysokim poziomie, ale świetnie sobie radząca bez niego. To jest właśnie oznaka inteligencji - wykorzystuję to co mam i odkrywam nowe możliwości istniejących narzędzi.
vodiczka napisał:
Nie każdy obywatel Cesarstwa Rzymskiego był na tyle inteligentny by swobodnie dyskutować z Seneką co nie przeszkadza ci twierdzić że poziom inteligencji był co najmniej równy dzisiejszemu. Dla postępu ma znaczenie jak wykorzystuje komputer 1% społeczeństwa (najbardziej inteligentne jednostki) a nie ogół.
Dziś nie każdy jest dość inteligentny, by wybrać samodzielnie smartfon w salonie i nie dać się przy tym wykorzystać.
Jeżeli przełożymy to na skalę osiągnięć do ogółu, to marne 56 milionów mieszkańców Pax Romanum, zajmujących pół Europy i ich osiągnięcia, zawstydzają nasze 740mln mieszkańców "starego kontynentu", którzy nie mogą od 40-tu lat ujednolicić systemu podatkowego i nadal korzystają z niektórych dróg, zbudowanych przez Rzymian.
To kto był bardziej inteligentny i więcej osiągnął?
vodiczka napisał:
Zadam ci inne pytanie:
Ile czasu upłynęło nim człowiek bezmyślnie stukając kamieniem o kamień nauczył się krzesać ogień i ile czasu upłynęło od momentu pierwszego lotu balonem do lotu na Księżyc?
Stukać się kamieniem o kamień, nauczył się nieznany hominid, na długo przed pojawieniem się pierwszego człowieka. Ale to człowiek wziął włócznię znaną od setek tysięcy lat, uzbroił w lżejszy oszczep i dodał drugi patyk, oskrobany tak, że tworzył miotacz. Co umożliwiło nam wybicie tygrysów szablozębnych i paru innych gatunków, z odległości bezpiecznych. Inne bronie miotane też są wymysłem człowieka. Zdołaliśmy zasiedlić i zagospodarować wszystkie lądy i nauczyć się w nich żyć, na dominującej pozycji. Na to szła większość naszej inwencji przez tysiące lat. Rozwój techniki zaczął się, gdy zapanowała stagnacja migracyjna. Wtedy zaczęliśmy kombinować nie jak przeżyć, ale jak żyć lepiej.
Z drugiej strony, Kolumb odbył 4 wyprawy do świeżo odkrytego świata za oceanem. Po nim ruszyła istna lawina chętnych do wykorzystania nowych możliwości. A 300 lat później powstało najsilniejsze dziś mocarstwo świata.
A my? Polecieliśmy w kosmos... Szumnie powiedziane. Przez całą "erę kosmiczną", w kosmos poleciało mniej osób, niż wybrało się z Kolumbem do Ameryki.
Nawet mniej niż później płynęło na jednym galeonie.
A Księżyc? Cały tuzin osób, od 21 lipca 1969 roku przez kolejne dwa lata. A do dziś... nikt.
Biorąc to jako "wykorzystanie możliwości", to jesteśmy daleko w tyle, jako ogół ludzkości, wobec naszych przodków. Można mówić o kłopotach technicznych, ale nie są one większe niż miał pierwszy Polinezyjczyk, płynący dłubanką 3500 km przez Ocean Spokojny, tylko po to, żeby przekonać się czy znajdzie jakiś ląd i rajską plażę na Hawajach.
vodiczka napisał:
Może było tak, że wieki stukano bezmyślnie aż trafiła się "bardziej inteligentna jednostka", która szybko skojarzyła, że iskrą można rozpalić ogień. Potem inni ją podpatrzyli a może sama ich nauczyła.
To też świadczy o wysokiej inteligencji. Że zdołali zrozumieć co to daje, jakie są korzyści i zależności oraz skopiować i efektywnie zaadaptować do swoich potrzeb nowe źródło energii. A my dziś nie umiemy nauczyć ogółu, poprawnej komunikacji między osobnikami.
Oczywiście, chwała wielkim i geniuszom. Ale dziś geniuszy jest coraz mniej, mają coraz mniejszą siłę przebicia, a inteligencja jest wadą w skali masowej.
Dlatego też jako ogół ludzkości, jesteśmy głupsi i mniej inteligentni jako przodkowie. Ratuje nas zasób wiedzy, ale to też jest mylące. Każdy dziś wie, że penicylina zabija bakterie i może uratować życie. Ale... postaw pierwszego z brzegu prawnika w lesie i każ mu opatrzyć penicyliną ranę. Co zrobi? Zacznie szukać apteki.
Rzędzian może i nie miał pojęcia czym jest penicylina, ale przeżuwając chleb i kładąc go na ranę, robił dokładnie to, co później opisał Fleming jako cudowny lek.
Moja teoria osobista, składa to na karb stagnacji cywilizacyjnej. Nie mamy tylu zagrożeń, a te które są to wypadki incydentalne i mało niebezpieczne.
Nawet tsunami, które zabiło 300 tysięcy ludzi, nie wpłynęło znacząco na ogół cywilizacji.
Kraje rozwinięte zaspokajają więcej niż podstawowe potrzeby ludzi. Te, które nie zaspokajają, zmuszają do ukierunkowania inteligencji i pracy w stronę zaspokojenia potrzeb, a nie rozwoju.
Brak nam wyzwań, jako gatunkowi. Nie mamy co zasiedlać i eksplorować. Stanęliśmy na granicy kosmosu i utknęliśmy. Nie mamy impulsu by męczyć się z podbojem środowiska podmorskiego. Ląd zaspokaja nasze potrzeby.
To powoduje, że nasza główna cecha gatunkowa, przestaje być potrzebna.
A co się dzieje z cechą nieużywaną, tłumaczył już p. Karol D.