Cześć!
Chciałem podyskutować na temat zasilania elementów automatyki.
Styczniki, przekaźniki, elektrozawory, rygle - podstawowe wersje zawsze występują na napięcie 24VDC, najczęściej +-10%, czasem +-20%, albo +20% -10%.
Zawsze mi się wydawało, że 24VDC to jest napięcie gładkie jak stół o wartości max=chwilowej=skutecznej=średniej= właśnie 24V.
Czyli biorę na przykład transformator 18V, daję bezpiecznik, mostek Graetza, kondensatory i mam mniej więcej 24V, z lekkimi tętnieniami (zależnie od poboru prądu) - ale mieszczę się w widełkach.
Nie byłoby problemu, gdyby nie pewien projekt.. współpracuję od jakiegoś czasu z pół-niemiecką firmą. Wszystko musi być zgodnie z normami, prosto i tanio. I ok, zdrowe podejście.
W tym projekcie, po zaniku zasilania - od razu muszą odpuścić wszystkie przekaźniki i nie załączyć się ponownie, czyli w momencie zaniku 3x400V musi zniknąć 24VDC. Jest z tym problem, ponieważ jest podtrzymane przez kondensatory, a energia w nich zgromadzona starcza na kilka sekund.
I teraz uwaga, zalecenia od głównego inżyniera z Niemiec. Człowieka w branży od ponad 40 lat, guru i członka wielu komisji których nazw nawet nie potrafię przytoczyć, konstruktora wielu urządzeń.
1) Dać transformator 27VAC, po wyprostowaniu mostkiem będzie napięcie średnie 27*0,9=~24VDC
Czy tak można? Jeśli producent stycznika podaje zakres działania 19,2-26V, a ja zasilam cewkę napięciem wyprostowanym dwupołówkowo, 100Hz, z napięciem zmieniającym się od 0 do prawie 40V wykorzystując bezwładność zwory to jest ok? Wiem, że to będzie działać, ale czy według was jest to praca w warunkach nominalnych?
2) Tej porady zupełnie nie rozumiem: Daj warystor, spowoduje to szybsze rozładowanie kondensatorów.
Nie wyobrażam sobie jak to ma działać i gdzie mam dać ten warystor.
Proszę, wypowiedzcie się.
Chciałem podyskutować na temat zasilania elementów automatyki.
Styczniki, przekaźniki, elektrozawory, rygle - podstawowe wersje zawsze występują na napięcie 24VDC, najczęściej +-10%, czasem +-20%, albo +20% -10%.
Zawsze mi się wydawało, że 24VDC to jest napięcie gładkie jak stół o wartości max=chwilowej=skutecznej=średniej= właśnie 24V.
Czyli biorę na przykład transformator 18V, daję bezpiecznik, mostek Graetza, kondensatory i mam mniej więcej 24V, z lekkimi tętnieniami (zależnie od poboru prądu) - ale mieszczę się w widełkach.
Nie byłoby problemu, gdyby nie pewien projekt.. współpracuję od jakiegoś czasu z pół-niemiecką firmą. Wszystko musi być zgodnie z normami, prosto i tanio. I ok, zdrowe podejście.
W tym projekcie, po zaniku zasilania - od razu muszą odpuścić wszystkie przekaźniki i nie załączyć się ponownie, czyli w momencie zaniku 3x400V musi zniknąć 24VDC. Jest z tym problem, ponieważ jest podtrzymane przez kondensatory, a energia w nich zgromadzona starcza na kilka sekund.
I teraz uwaga, zalecenia od głównego inżyniera z Niemiec. Człowieka w branży od ponad 40 lat, guru i członka wielu komisji których nazw nawet nie potrafię przytoczyć, konstruktora wielu urządzeń.
1) Dać transformator 27VAC, po wyprostowaniu mostkiem będzie napięcie średnie 27*0,9=~24VDC
Czy tak można? Jeśli producent stycznika podaje zakres działania 19,2-26V, a ja zasilam cewkę napięciem wyprostowanym dwupołówkowo, 100Hz, z napięciem zmieniającym się od 0 do prawie 40V wykorzystując bezwładność zwory to jest ok? Wiem, że to będzie działać, ale czy według was jest to praca w warunkach nominalnych?
2) Tej porady zupełnie nie rozumiem: Daj warystor, spowoduje to szybsze rozładowanie kondensatorów.
Nie wyobrażam sobie jak to ma działać i gdzie mam dać ten warystor.
Proszę, wypowiedzcie się.