tikka.masala napisał: Problemem jest to, że ci starsi nie widzą że rynek pracy zmienił się diametralnie odkąd oni skończyli szkoły. W Polsce już nie robi się żadnej elektroniki ani nie naprawia się elektroniki (tylko grzebie na małą skalę) zatem nie ma zapotrzebowania na elektroników po technikach.
Może się i zmienił, ale jak się zna podstawy, to się potrafi też myśleć.
Dwóch moich kolegów z technikum (5-cio letnie) jest teraz nauczycielami w dawnej szkole, z jednym z nich studiowałem na politechnice, mieszkaliśmy nawet w jednym pokoju w akademiku. Był najlepszym studentem na uczelni, zdobył nawet tytuł Primus Inter Pares.
Spotkaliśmy się parę lat temu przy butelce i zapytałem go jak teraz wygląda szkoła w jego oczach. Powiedział mi smutną prawdę.
Kiedyś technikum elektroniczne czy elektryczne było szkołą elitarną, tam starali się dostać najlepsi absolwenci podstawówek, a w ostatnich latach... Pytam jak sukcesy szkoły na olimpiadach wiedzy, przecież uczniowie mojej szkoły brylowali kiedyś... Machnął ręką i odparł krótko: Zapomnij! Przychodzą końcówki, które nie załapały się do liceum i jak ty chcesz wygrywać z nimi olimpiady? Owszem, trafiają się jednostki zainteresowane kierunkiem, ale to są naprawdę jednostki. O tym co było za naszych czasów to zapomnij!\
Tak, tak, Koledzy! Za moich czasów rzeczą nie do pomyślenia było, żeby inżynier nie umiał po polsku pisać, znał teatru, żeby nie czytał powieści, nikt też nie musiał pytać czy zna swój fach, to było rzeczą oczywistą. Jak zdawałem egzamin na Polibudę na elektrotechnikę, było 4,9 kandydata na 1 miejsce.
Zakładając, że średni poziom inteligencji ludności się nie zmienił i jest stabilny, czego dzisiaj oczekujecie? Tak jak zniszczono dobrych rzemieślników, zwyczajnych tokarzy, ślusarzy i innych, bo nie miał ich kto kształcić, tak i inżynierami zostawali ludzie coraz gorzej wykształceni, mający coraz bardziej wąskie horyzonty. Bo celebryci byli absolwentami kultury śródziemnomorskiej, socjologii kotków tudzież innych, bardzo prestiżowych kierunków. Prawników, lekarzy pomijam, oni zawsze się liczyli.
Jasne? O TAKE Polskie walczylyśmy!
(korekta, nie poprawiać!) I taką mamy.
PS. I jeden mały cytat:
Jeden z najwybitniejszych polskich matematyków, prof. Hugo Steinhaus, jako recenzent pewnej pracy doktorskiej, dał opinię negatywną uzupełnioną ustnym komentarzem: „Ten pan dostanie być może kiedyś Nagrodę Nobla, ale dopóki ja będę miał coś do powiedzenia na Uniwersytecie Wrocławskim, doktorem nie będzie, bo doktor powinien znać język ojczysty”.
To napisał dr inż. E. Musiał, też nie językoznawca, właśnie w obronie języka ojczystego, tak niemiłosiernie zeszmacanego przez tych młodych, którzy niby to chcą się mienić fachowcami.