Jakieś 2 lata temu moja kosa zaczęła szwankować. Była u naprawy i "niby" dobrze chodziła chociaż wiedziałem, że coś jest z nią nie tak. W końcu po długiej przerwie od koszenia znowu oddałem ją do naprawy O dziwo, po przywiezieniu jej do domu znowu nie chciała działać. Zaproponowano mi wymianę gaźnika na co się zresztą zgodziłem. Wczoraj pojechałem ją odebrać. Jak tylko przyjechałem do domu zacząłem kosić. "Śmigała" bez problemu do momentu aż... skończyło się paliwo. Zrobiłem mieszankę, dolałem do kosy i próbowałem odpalić. Niestety "moja ukochana" odmówiła mi posłuszeństwa. Myślałem, że wybuchnę. Podpompowałem trochę więcej niż zwykle i nic. Spróbowałem uruchomić ją następnego dnia. Pociągnąłem kilkanaście razy i zaskoczyła, ale po chwili gasła. Nie rozumiem tego. Gdy dodawałem gaz tuż po tym jak "zaskoczyła" to miałem wrażenie jakby się dławiła...Mówiąc w skrócie, gdybym nie dodawał gazu to by zgasła praktycznie od razu. Czy może ja coś źle robię? Może mieszanka jest zbyt skąpa/
Z góry zaznaczam, że nie jestem specjalistą od tego typu urządzeń, ale chyba jest to wina fabryczna, gdyż naprawdę można zwariować przy tym urządzeniu{od początku nie chciała działać tak jak powinna(ciągłe naprawy i wkurzanie się)}. Proszę o pomoc, gdyż jeszcze trochę a zwariuję przy tym urządzeniu.
Jeszcze proszę o dokładne opisanie, jak powinno przebiegać odpalanie kosy?
Na przyszłość: jakie kosy polecacie, firmy, modele?
Z góry zaznaczam, że nie jestem specjalistą od tego typu urządzeń, ale chyba jest to wina fabryczna, gdyż naprawdę można zwariować przy tym urządzeniu{od początku nie chciała działać tak jak powinna(ciągłe naprawy i wkurzanie się)}. Proszę o pomoc, gdyż jeszcze trochę a zwariuję przy tym urządzeniu.
Na przyszłość: jakie kosy polecacie, firmy, modele?