Każdy, kto bawi się w chińskie narzędzia akumulatorowe lub ma taki zamiar, powinien obejrzeć film.
W końcu ktoś podsumował jakość akumulatorów do chińskich narzędzi. Jedyna moja uwaga do filmu to, że symbol pojemności na ogniwie wcale nie musi pokrywać się z prawdą. Ładowarka dodawana gratis ma realnie 0,5-0,6 A, dlatego tak długo ładuje te "gratisowe" akumulatory, a nie dlatego, że akumulator ma dużą pojemność, natomiast same ogniwa mają rezystancję nawet ponad 100 mΩ, czyli bardzo kiepsko (praktycznie są odpadem niebezpiecznym, na które Chińczyk znalazł skuteczny sposób utylizacji). Zdjęcia zapożyczone z serwisu. pepper.pl
Ładowarka modelarska na zdjęciu pokazuje wynik z procesu ładowania, czyli przy rozładowaniu wyjdzie zapewne poniżej 1000 mA. Wnętrze ładowarki tłumaczy, dlaczego jest ona taka lekka, dodam jedynie, że jest ona niebezpieczna, bowiem zostawiona na długi czas z baterią po wymianie ogniw potrafiła naładować powyżej napięcia maksymalnego 4,2 V na ogniwo (na zielonej lampce dalej podbija napięcie małym prądem, sam się o tym przekonałem). Sama płytka BMS raczej działa prawidłowo po wymianie ogniw na wysokoprądowe, ale warto wymienić również na grubsze przewody do plusa i minusa. Zastosowanie mocniejszej ładowarki do mniejszego akumulatora może, ale nie musi, wymagać wymiany diody przy porcie ładowania, bowiem Chińczyk lubi lutować to, co ma i może się zdarzyć, że wlutował tylko jedną diodę 1,5 A w ramach oszczędności.
Zaznaczam, że nie ja jestem autorem zdjęć ani materiału wideo, ale uważam, że są na tyle wartościowe, by dotarły do szerszego grona. Wszystkich zainteresowanych zapraszam do wymiany doświadczeń w poniższej dyskusji (bardzo mile widziane zdjęcia/pomiary).
PROSTA METODA SPRAWDZENIA POJEMNOŚCI
W przypadku, gdy już kupiliśmy taki akumulator wątpliwej jakości, warto zmierzyć chociaż jego pojemność. Zakup specjalistycznego, drogiego sztucznego obciążenia mija się z celem. Oczywiście możemy oszacować pojemność, podłączając jakieś obciążenie i mierząc czas, ale wymaga to naszej uwagi, znajomości prawa Ohma oraz trochę matematyki. Jako że człowiek jest leniwy i woli poświęcić czas na inne rzeczy, przydałoby się coś, jakieś "liczydło". Większość z nas posiada już liczydło w postaci testera USB, a obciążenie w postaci dwóch żarówek samochodowych, w moim przypadku 12 V/21 W. Oczywiście możemy użyć obciążenia większej mocy, jak chociażby żarówek 60 W, ale należy pamiętać, by tester USB miał odpowiedni zakres pomiaru prądu do zastosowanego obciążenia. Z szpargałów z odzysku lutujemy 2 żarówki w szeregu z wtykiem USB. W moim przypadku dodałem jeszcze 2 przełączniki: jeden w szeregu z żarówkami, drugi jest równolegle do jednej z żarówek. Pozwala to testować zarówno akumulatory 12 V, jak i te 21 V. Mój tester to stary model, niby pomiar do 20 V, ale sprawdzone w boju 21 V krzywdy mu nie robi. Zdaję sobie sprawę, że nowsze modele testerów USB potrafią mierzyć prąd nawet 10-15 A, ale uczulam, gniazda USB mogą tego nie wytrzymać. Oczywiście im wyższy prąd pomiaru w przypadku akumulatorów elektronarzędzi, tym lepiej, ale osobiście bym nie przekraczał 3-4 A i pamiętał, by użyć odpowiednio grubych przewodów. Pozostaje nam jeszcze wykonać gniazdo USB z wyraźnie oznaczoną biegunowością konektorów wpinanych do akumulatora (u mnie czerwona koszulka na przewodzie oznacza +).
Najważniejsze, by nie zamienić polaryzacji wpinanych konektorów do akumulatora, także zanim podłączymy tester, warto sprawdzić kilkukrotnie, by go nie uszkodzić (może to oczywiste, ale łączymy + do +, natomiast - do -). Kolejną ważną rzeczą jest, by użyty tester miał pamięć pomiaru po zaniku napięcia, by pomiar się skasował. Tą metodą testujemy w pełni naładowany akumulator, ważne, by był on wyposażony w zabezpieczenie w postaci wbudowanego układu BMS z ochroną przed nadmiernym rozładowaniem (np. starsze akumulatory Parkside go nie mają).
Na poniższych zdjęciach przedstawiam moje druciarskie wykonanie oraz działanie na dwóch akumulatorach o różnym napięci. Nie sugerujcie się pojemnością (mAh) gdyż nie robiłem pełnego testu pojemności na potrzeby wykonania zdjęć.
W końcu ktoś podsumował jakość akumulatorów do chińskich narzędzi. Jedyna moja uwaga do filmu to, że symbol pojemności na ogniwie wcale nie musi pokrywać się z prawdą. Ładowarka dodawana gratis ma realnie 0,5-0,6 A, dlatego tak długo ładuje te "gratisowe" akumulatory, a nie dlatego, że akumulator ma dużą pojemność, natomiast same ogniwa mają rezystancję nawet ponad 100 mΩ, czyli bardzo kiepsko (praktycznie są odpadem niebezpiecznym, na które Chińczyk znalazł skuteczny sposób utylizacji). Zdjęcia zapożyczone z serwisu. pepper.pl
Ładowarka modelarska na zdjęciu pokazuje wynik z procesu ładowania, czyli przy rozładowaniu wyjdzie zapewne poniżej 1000 mA. Wnętrze ładowarki tłumaczy, dlaczego jest ona taka lekka, dodam jedynie, że jest ona niebezpieczna, bowiem zostawiona na długi czas z baterią po wymianie ogniw potrafiła naładować powyżej napięcia maksymalnego 4,2 V na ogniwo (na zielonej lampce dalej podbija napięcie małym prądem, sam się o tym przekonałem). Sama płytka BMS raczej działa prawidłowo po wymianie ogniw na wysokoprądowe, ale warto wymienić również na grubsze przewody do plusa i minusa. Zastosowanie mocniejszej ładowarki do mniejszego akumulatora może, ale nie musi, wymagać wymiany diody przy porcie ładowania, bowiem Chińczyk lubi lutować to, co ma i może się zdarzyć, że wlutował tylko jedną diodę 1,5 A w ramach oszczędności.
Zaznaczam, że nie ja jestem autorem zdjęć ani materiału wideo, ale uważam, że są na tyle wartościowe, by dotarły do szerszego grona. Wszystkich zainteresowanych zapraszam do wymiany doświadczeń w poniższej dyskusji (bardzo mile widziane zdjęcia/pomiary).
PROSTA METODA SPRAWDZENIA POJEMNOŚCI
W przypadku, gdy już kupiliśmy taki akumulator wątpliwej jakości, warto zmierzyć chociaż jego pojemność. Zakup specjalistycznego, drogiego sztucznego obciążenia mija się z celem. Oczywiście możemy oszacować pojemność, podłączając jakieś obciążenie i mierząc czas, ale wymaga to naszej uwagi, znajomości prawa Ohma oraz trochę matematyki. Jako że człowiek jest leniwy i woli poświęcić czas na inne rzeczy, przydałoby się coś, jakieś "liczydło". Większość z nas posiada już liczydło w postaci testera USB, a obciążenie w postaci dwóch żarówek samochodowych, w moim przypadku 12 V/21 W. Oczywiście możemy użyć obciążenia większej mocy, jak chociażby żarówek 60 W, ale należy pamiętać, by tester USB miał odpowiedni zakres pomiaru prądu do zastosowanego obciążenia. Z szpargałów z odzysku lutujemy 2 żarówki w szeregu z wtykiem USB. W moim przypadku dodałem jeszcze 2 przełączniki: jeden w szeregu z żarówkami, drugi jest równolegle do jednej z żarówek. Pozwala to testować zarówno akumulatory 12 V, jak i te 21 V. Mój tester to stary model, niby pomiar do 20 V, ale sprawdzone w boju 21 V krzywdy mu nie robi. Zdaję sobie sprawę, że nowsze modele testerów USB potrafią mierzyć prąd nawet 10-15 A, ale uczulam, gniazda USB mogą tego nie wytrzymać. Oczywiście im wyższy prąd pomiaru w przypadku akumulatorów elektronarzędzi, tym lepiej, ale osobiście bym nie przekraczał 3-4 A i pamiętał, by użyć odpowiednio grubych przewodów. Pozostaje nam jeszcze wykonać gniazdo USB z wyraźnie oznaczoną biegunowością konektorów wpinanych do akumulatora (u mnie czerwona koszulka na przewodzie oznacza +).
Najważniejsze, by nie zamienić polaryzacji wpinanych konektorów do akumulatora, także zanim podłączymy tester, warto sprawdzić kilkukrotnie, by go nie uszkodzić (może to oczywiste, ale łączymy + do +, natomiast - do -). Kolejną ważną rzeczą jest, by użyty tester miał pamięć pomiaru po zaniku napięcia, by pomiar się skasował. Tą metodą testujemy w pełni naładowany akumulator, ważne, by był on wyposażony w zabezpieczenie w postaci wbudowanego układu BMS z ochroną przed nadmiernym rozładowaniem (np. starsze akumulatory Parkside go nie mają).
Na poniższych zdjęciach przedstawiam moje druciarskie wykonanie oraz działanie na dwóch akumulatorach o różnym napięci. Nie sugerujcie się pojemnością (mAh) gdyż nie robiłem pełnego testu pojemności na potrzeby wykonania zdjęć.
Fajne? Ranking DIY