Witam. Strasznie nie lubię, gdy Windows "nasrywa" mi milion partycji podczas partycjonowania za pomocą narzędzia wbudowanego w instalator. Tym bardziej, że nie używam punktów przywracania systemu, naprawy systemu itp. gdyż stosuję inne rozwiązania (Deep Freeze / Reboot Restore RX w połączeniu z backupem Clonezilla / Ghost) i przekombinowane narzędzia MS są mi zwyczajnie zbędne. Z punktu widzenia backupów za pomocą Ghost / Clonezilla najłatwiej trzymać w "kupie" jak masz na dysku dwie partycje, jedną na system, drugą na dane (bez żadnych ukrytych partycji recovery, punktów przywracania i innych zastrzeżonych bajerów). Jeśli trzeba, wyjaśnię dlaczego (ale zakładam, że będzie to jasne).
Kiedyś dało się przechytrzyć instalator:
Wczoraj próbowałem to zrobić wykorzystując najnowszy obraz Windows 7 Home Premium. I nic z tego. Najwyraźniej MS się wycwanił, i zablokował tę możliwość obejścia polityki "poprawnej instalacji" (jedynie słusznej). Co więcej - nawet jeśli przygotujesz sobie na dysku dwie partycje NTFS po 60 GB (np. gparted-em z Ubuntu Live) to instalator i tak nie pozwoli zainstalować systemu na żadnej z nich.
Dziwne, bo bardzo często tak właśnie robiłem w przeszłości. A może różnica bierze się z tego, że kiedyś robiłem tak na HDD magnetycznych a już SSD-ki instalator traktuje inaczej, i na SSD nie pozwala już na to, na co pozwalał w HDD?
Generalnie jest to dla mnie uciążliwe i irytujące.
Jest ktoś w stanie rozjaśnić nieco temat / albo zdradzić własne sposoby na wymuszenie na instalatorze (Win7 / Win10) instalacji na pojedynczej partycji bez tworzenia miliona małych syfiatych i zbędnych mi partycji?
Kiedyś dało się przechytrzyć instalator:
Wczoraj próbowałem to zrobić wykorzystując najnowszy obraz Windows 7 Home Premium. I nic z tego. Najwyraźniej MS się wycwanił, i zablokował tę możliwość obejścia polityki "poprawnej instalacji" (jedynie słusznej). Co więcej - nawet jeśli przygotujesz sobie na dysku dwie partycje NTFS po 60 GB (np. gparted-em z Ubuntu Live) to instalator i tak nie pozwoli zainstalować systemu na żadnej z nich.
Dziwne, bo bardzo często tak właśnie robiłem w przeszłości. A może różnica bierze się z tego, że kiedyś robiłem tak na HDD magnetycznych a już SSD-ki instalator traktuje inaczej, i na SSD nie pozwala już na to, na co pozwalał w HDD?
Generalnie jest to dla mnie uciążliwe i irytujące.
Jest ktoś w stanie rozjaśnić nieco temat / albo zdradzić własne sposoby na wymuszenie na instalatorze (Win7 / Win10) instalacji na pojedynczej partycji bez tworzenia miliona małych syfiatych i zbędnych mi partycji?