Popadacie w skrajności z tymi elektrolitami. Surowe wymogi dla elektrolitów to są praktycznie tylko w zasilaczach impulsowych, tam pojedyncze Ohmy mają wielkie znaczenie. W typowych układach zasilania z sieci 50Hz, oraz jako elementy sprzęgające kolejne bloki torów niskoprądowych audio nie są konieczne tak ostre wymagania.
To, że kondensator Elwy z minionego wieku ma dziś duży zapas pojemności nie ma w tym nic absolutnie nadzwyczajnego, katastrofalnego.
Fabrycznie niektóre potrafił wychodzić już z fabryki z pojemnością 2x większą niż opisy na obudowie. Patrz norma w załączniku, punkt 2.1.7 tablica nr 3 na 1-szej stronie, gdzie podano dopuszczalną tolerancję pojemności w procesie produkcji. Dziś nie jest niczym złym jak muzealny elektrolit z opisem 1500uF w zasilaczu ma zmierzone 2200uF. Być może było tak, że naklepali za dużo 2200uF, a wyszły do sprzedaży z opisem 1500uF by się pozbyć nadprodukcji

Według tej normy np. teoretyczny elektrolit 1500uF może osiągnąć pojemność 3000uF i będzie uznawany za dobry w roku jego wyprodukowania. Dziś za to jest unikatem spotkać kondensator, który ma chociaż tyle co na obudowie napisano. Nawet porządnych firm jak Nichicon elektrolity 1uF potrafią mieć 900nF, zamiast tolerancję na plus i mieć te 1,1uF.
Człowiek, który przeczytał podstawy teoretyczne dla kondensatorów elektrolitycznych wie, że nie tylko sama pojemność ale także kluczem jest upływność, stąd pierwszą rzeczą potwierdzającą jakość kondensatora jest zapięcie go pod napięcie znamionowe przez szeregowy opornik (aby ograniczyć prądy rozruchowe pustego kondensatora do max kilkunastu mA) i zmierzyć prąd upływu. A nie, że od razu z jakimś elektrolitycznym kondensatorem-leżakiem biegniemy do pomiaru pojemności. Jak to był kondensator pracujący w ostatnich miesiącach z polaryzacją stałą zbliżoną do jego napięcia znamionowego, to pomiar już jest miarodajny po kilku minutach od podłączenia napięcia stałego. Jak to jakiś sprzęt leżący od 20 lat w piwnicy, to oczywiste, że zaformować trzeba takowy elektrolit przynajmniej przez kilka godzin (niektóre wieloletnie kondensatory-leżaki dopiero po 72h formowania osiągają oczekiwane znikome prądy upływu mierzone w mikroamperach dla np. pojemności 6800uF, a wyjęty z piwnicy miał prądy po kilkanaście mA przy znamionowym napięciu), aby pomiar upływu miał w ogóle jakiś sens. Potem mierzy ktoś taki leżak piwnicowy po dekadach lat nieuformowany i płacz, że elektrolit uszkodzony. A w praktyce po kilku godzinach podformowania wraca do przyzwoitych parametrów jak na tory tamtejszych odbiorników minionej epoki. Nie potrzeba tam precyzji zegarmistrzowskiej dla elektrolitów.
ESR w blokach zasilacza NIEimpulsowego, pracującego z typowym napięciem tętniącym o częstotliwości 50 lub 100Hz i w torze sprzężenia stopni wejściowych audio, to już sprawa drugorzędna. Czy kondensator będzie miał ESR 0,1 Ohm czy 6 Ohm gołym uchem w odbiorniku Amator nie usłyszymy, a się okaże, że ten "zły" ESR= 6 Ohm wstawiony od kolektora do bazy kolejnego stopnia m.cz. popracuje bez pogorszenia odsłuchu odbiornika jeszcze kolejne 40 lat.
W Amatorze jak nic nie brumi w głośnikach, nie zgubiło basu, nie zniekształca audio w odsłuchu gołym uchem i optycznie nie widać, że kondensator już zakończył żywot (wylał, spuchł, zardzewiał), to nie ruszałbym żadnych elektrolitów jeżeli to nie są te najstarsze wytwórczo "gołe" aluminiowe serie Elwy jeszcze bez "termokurczliwej" osłony niebieskiej, szarej, zielonej. Albo tragiczne w czerwonych, plastikowych pękających obudowach-kubkach.