Gdy nie odłączam akumulatora od auta, to ładuję takim prostownikiem, którego napięcie nie przekracza 14,7 V.
Ja używam np.:
- Prostownik/zasilacz Z-3. Kupiony dawno temu, teraz coś podobnego sprzedają pod nazwą R10 (ZP-3).
- Zasilacz laboratoryjny w trybie stałego napiecia.
- Chiński tani prostownik z Allegro, ale w trybie smart, gdyż wtedy nie przekracza ww. napiecia. Żółte, blaszane obudowy. Badziew i taniocha, ale działa.
- Ostatnio nawet ładowałem najtańszym transformatorowym urządzeniem, ale kontrolowałem napięcie multimetrem i trwało to tylko kilka godzin (awaryjnie musiałem podładować). Urządzenie transformatorowe zapewniło mi rozpoczęcie lądowania przy niskim napięciu akumulatora (w sumie, to nie miałem nic innego pod ręką

).
Możesz zainteresować się urządzeniami NOCO, CTEK - ja ich nie mam, tylko o nich czytałem.
Szczególnie CTEK'ki w tym kraju cieszą się popularnością do "podtrzymania naładowania".
Takie ładowanie w samochodzie stosuję dosyć często, ale dwa razy w roku staram się odłączyć akumulator i naładować go porządnie. Zazwyczaj ładuję wtedy przez całą noc.
Zwróć uwagę jaki masz akumulator w samochodzie, by dostosować ładowanie do jego typu.
Jeżeli akumulator rozładował się bardzo mocno, to elektroniczne prostowniki mogą nie rozpocząć ładowania.
Ładowanie w samochodzie powoduje, że przez inne odbiorniki tryby automatyczne w prostowniku mogą źle działać.
Jeżeli masz głęboko rozładowany akumulator i podłączyłeś prostownik w samochodzie, to kolejne moduły elektroniczne mogą się uruchamiać, ale wtedy mogą pobierać większe natężenie, niż zapewnia prostownik. Wtedy zadziała zabezpieczenie w prostowniku i się wyłączy lub przepali sie bezpiecznik. Np. zdradliwy może być pobór prądu przez centralny zamek.