Ten dowcip jest starszy od ciebie o trzy pokolenia.
Ale jak lubisz:
Przychodzi Baba do Lekarza (w tym wypadku z dużej litery i Baba i Lekarz to imiona osoby).
Lekarz się pyta: - Przechodziła pani odrę?
- Gdzie tam panie, ja zza Buga...
Przychodzi martwa Baba do Lekarza i kładzie się na kozetce.
- Gdzie mi się pani tu rozkłada?
- A co? Mam gnić w poczekalni?
Przychodzi Baba do Lekarza z widelcem w brzuchu.
- Przykro, mi przyjmuję tylko do 16-tej.
- Panie doktorze, po starej znajomości, proszę mi pomóc.
Lekarz wyciągnął widelec z brzucha i wbił jej w oko
- Okulista przyjmuje do 18-tej.
Przychodzi Baba do Lekarza.
- Co pani dolega?
- A nic... Tylko się za panem stęskniłam.
Przychodzi Baba do Lekarza z żabą na głowie.
- Co się pani stało?
- Coś mi się do d... przykleiło - mówi Żaba.
Przychodzi Baba do Lekarza.
- O! A czemu pani tak dawno nie było?
- A bo chorowałam...
Przychodzi Baba do Lekarza.
- Panie doktorze, te tabletki na odchudzanie nie działają.
- A przyjmuje je pani 10 razy dziennie?
- Tak, po każdym większym posiłku.
Przychodzi Baba do Lekarza.
- To z czym ma pani problem?
- Z mężem. Ale do pana przyszłam, bo mnie wątroba boli.
Przychodzi Baba do Lekarza.
- Panie doktorze, za ilę wyzdrowieję?
- Za jakieś dwa i pół tysiąca...
Przychodzi Baba do Lekarza.
- Panie doktorze, wyrostek mi dokucza.
- Zlać gówniarza, niech sobie nie pozwala.
Przychodzi Baba do Lekarza.
- Panie doktorze, ludzie mnie ostatnio ignorują...
- Następny proszę.
Przychodzi Baba do Lekarza.
- O! Pani kaszel jest dziś dużo lepszy.
- Dziękuję. Cały tydzień trenowałam.
Przychodzi Baba z zezem do pijanego Lekarza.
- Do gabinetu proszę wchodzić pojedynczo!
- Ja nie do pana, tylko do kolegi obok.
Przychodzi Baba w ciąży do Lekarza.
- Coś pani dolega?\
- Nie, tak sobie zaszłam...
Przychodzi Baba do Lekarza.
Lekarz patrzy w kartę na wyniki.
- Oj, nie podoba mi się pani...
- Pan też za przystojny nie jest.
Przychodzi Baba do Lekarza.
Lekarz czyta wyniki.
- Proszę robić okłady z błota.
- W czym to pomoże?
- Przyzwyczai się pani do ziemi.
Jak koś będzie miał czas to może sobie poczytać o babie, lekarzu i innych u lekarza.
Spoiler:
Przychodzi baba do lekarza...
126 dowcipów
Przychodzi baba do lekarza i od razu włazi mu pod biurko. Lekarz na to:
- Długo pani nie pociągnie, bo ja o wpół do czwartej idę do domu.
Przychodzi baba do lekarza i od progu skacze sztywno na dwóch nogach:
- Panie doktorze, czy mógłby pan sprawdzić czy sobie dobrze spiralę założyłam?
Przychodzi baba do weterynarza, a weterynarz na to:
- Chyba się pani co po..., no!, pomyliło?!
Przychodzi trup baby do lekarza i kładzie się na kozetce.
- Co się pani tak rozkłada?
- A co, mam gnić w poczekalni?!
Dwie baby siedziały i robiły na drutach...
Przejechał tramwaj i spadły.
Przychodzi baba do lekarza.
- Proszę się rozebrać
- A gdzie mam położyć ubranie?
- Obok mojego...
Przychodzi baba w ciąży do lekarza.
- Co pani?
- A tak sobie zaszłam...
Przychodzi baba do lekarza z telefonem w brzuchu.
- Kto pani taki numer wykręcił?
Przychodzi baba do lekarza:
- Panie doktorze, nie mam piersi...
- Ajajaj...
Przychodzi baba do lekarza:
- Pani ma chyba nadżerkę...
- A to świnia... mówił, że tylko poliże.
Przychodzi ciężarna baba do lekarza:
- Panie doktorze, dziewiąty miesiąc mija, a ja nic...
- A bóle Pani ma?
- A co to Pan doktor ślepy...?
Przychodzi baba do lekarza... zielona i z antenkami na głowie. Lekarz pyta: - Co
Pani jest?
A ona jemu:
- Q*.*a nie z tej ziemi!
Przychodzi baba do lekarza i pyta:
- W jakich porach pan przyjmuje?
- W sztruksach...
Do okulisty w Katowicach przychodzi baba i mówi:
- Panie doktorze, z bliska źle widzę.
- A z daleka? - pyta lekarz.
- Z Koszalina...
Przychodzi baba do lekarza, a lekarz... też baba.
Przychodzi baba z dzieckiem do lekarza.
- Czy dziecko przechodziło odrę? - pyta lekarz.
- Ta gdzie tam, panie, my zza Buga...
Przychodzi baba do lekarza, a lekarz pyta:
- Czemu pani tak długo nie było?
- Bo chorowałam.
Przychodzi baba do lekarza w wigilię i mówi... ludzkim głosem.
Przychodzi baba do lekarza a lekarz mówi:
- Niech pani przestanie tu przychodzić, bo ludzie zaczęli o nas gadać.
Przychodzi baba do lekarza i skarży się:
- Panie doktorze, wszyscy mnie ignorują.
- Następny proszę! - woła lekarz.
Przychodzi baba do lekarza z... betoniarką na plecach.
- Co pani jest? - pyta lekarz, a ona się zmieszała...
Do lekarza przychodzi facet z żona.
- Panie doktorze, ja chyba jestem chory. Moja żona mnie w ogóle nie podnieca...
- Proszę, niech pan wyjdzie do poczekalni... A pani niech teraz zdejmie stanik,
majtki i położy się na leżance... no dobrze, może się pani ubrać.
Woła męża.
- Niech się pan nie martwi, jest pan zupełnie zdrowy. Ona mnie też nie podnieca.
- Panie doktorze, podczas pobytu na wczasach zaraziłem się wstydliwą chorobą.
Czy to przejdzie?
- Przejdzie, przejdzie... na żonę.
- Panie doktorze, podczas stosunku moje oczy świecą się na czerwono...
- A ile ma pan lat?
- 60.
- O, to jedzie pan już na rezerwie.
Przychodzi baba do lekarza i mówi:
- Panie doktorze, karmię mojego chłopa kluchami, aby nabrał sił i więcej mógł,
no, wie pan, co...
- Droga pani. Od krochmalu, to tylko kołnierzyk stoi.
Przychodzi baba do lekarza i mówi:
- Proszę doktora, cierpię na zaniki pamięci..
- Od kiedy?
- Co od kiedy?
Przychodzi baba do lekarza:
- Jestem w ciąży i bolą mnie zęby.
- Niech się pani zdecyduje, bo nie wiem jak fotel ustawić.
Przychodzi baba do lekarza z Murzynkiem na rękach:
- Skąd u pani to niemowlę?
- Miałam randkę w ciemno.
Przychodzi baba do lekarza z piaskiem w zębach, a lekarz pyta:
- Co pani jest?
- Glebogryzarka.
Przychodzi goła baba do lekarza z karabinem w ręce.
- Co pani dolega?
- Naga broń.
Przychodzi baba do lekarza.
- Panie doktorze, gdy prowadzę samochód zawsze mylę o sexie. Co mam robić?
- Musi pani kupić samochód z automatyczną skrzynią biegów.
Przychodzi baba do lekarza z szybą i siekierą:
- Co pani jest?
- Szklarska Poręba.
Przychodzi baba do lekarza.
- Panie doktorze, wyrostek mi dokucza.
- Kopnij pani gówniarza, to się odczepi!
Przychodzi facet do lekarza.
- Co się stało? - pyta lekarz.
Na to facet po cichutku:
- Panie doktorze to ja, baba, tylko się tak przebrałam!
Przychodzi pół baby do lekarza:
- Co pani jest?
- Ba.
Przychodzi baba do lekarza:
- Panie doktorze, wszystko kojarzy mi się z sexem...
- A brom brała pani?
- A jeszcze żem nie brombrała dzisiaj...
Przychodzi baba do lekarza okulisty:
Lekarz: Proszę przeczytać tę największą literę na tablicy.
Baba: A gdzie jest ta tablica?
Wchodzi do lekarza baba z podpaską na głowie. Lekarz pyta:
- Co pani jest?
- Always on my mind.
Przychodzi baba do lekarza z piłą w plecach.
- Oj, panie doktorze, proszę mi pomóc. Głowa mnie boli, a jak mnie suszy, i jeść
nic nie mogę...
- To po co Pani piła?
Przychodzi baba do lekarza i mówi:
- Panie doktorze, sikam czterema stróżkami moczu.
- Niemożliwe, niech pani to pokaże!
Po chwili:
- Proszę pani, to tylko guzik od rozporka!
Przychodzi baba do lekarza z piłą tarczową w d*.*ie.
Lekarz: Co pani jest?
Baba: Rżnę się na okrągło!
Przychodzi baba do lekarza, ten ją zbadał i mówi:
- Ma pani raka!
- O Boże! To co mam robić? Co mi pan zaleca?
- Niech pani robi okłady z błota!
- A to pomoże?
- Nie, ale może przyzwyczai się pani do ziemi...
Przychodzi baba z zezem zbieżnym do lekarza:
- Co pani taka skupiona?
... z zezem rozbieżnym:
- Co się pani tak rozgląda?
Przychodzi baba do lekarza:
- Panie doktorze, bardzo boli mnie brzuch!
- A co pani jadła?
- Puszkę śledzi.
- Czy były świeże?
- Nie wiem, nie otwierałam!
Przychodzi baba do lekarza:
- Panie doktorze źle się czuję.
Lekarz zbadał babę:
- Niech pani codziennie rano na czczo wypija jedno jajko.
- Panie doktorze, ale ja nie znoszę jajek.
- A kto je pani każe znosić.
Przychodzi baba do lekarza i mówi:
- Panie doktorze bardzo źle się czuję, a żadna tabletka mi nie pomaga.
Na to lekarz:
- Niech pani kupi Marsa, Mars jest dobry na wszystko!
Przychodzi baba do lekarza.
- No i co, czy pomogły pani te lekarstwa co przypisałem na hemoroidy?
- Ta pół na pół.
- Jak to?
- Te długie śliskie tabletki to jako połknęłam, ale ten krem,
co mi pan przepisał, to nawet z chlebem zjeść nie mogłam.
Przychodzi baba do lekarza. Ten ją zbadał, a że był to lekarz prywatny, to
przyszło w końcu do płacenia. Baba zaczyna się rozbierać i powiada:
- Nie mam przy sobie pieniędzy, więc zapłacę panu w naturze.
Lekarz podrapał się po głowie i pomyślał: "No cóż, skoro nie mogę dostać
pieniędzy, dobre i to". Przed przystąpieniem do pobrania opłaty, jednakże,
spojrzał na babę i zapytał:
- Zaraz, zaraz. Czemu ma pani taki czarny brzuch?
A baba na to:
- Aaa, przed chwilą płaciłam za węgiel.
Przychodzi baba do lekarza i mówi:
- Panie doktorze, mam gwiżdżące piersi...
Lekarz na to:
- Proszę się rozebrać do pasa.
Baba:
- Ale...
Lekarz stanowczo:
- Proszę się rozebrać!
Baba ciągnęła stanik, a piersi... fiuuu, gwizdnęły o podłogę!!!
Przychodzi baba do lekarza z koparką na plecach, a lekarz:
- Ale się pani wkopała...
Przyszła połowa baby do lekarza. Lekarz pyta:
- Co się stało?
- Mąż mnie przerżnął.
- A gdzie druga połowa?
- Wypiliśmy...
Przychodzi baba do lekarza z żabą na głowie. Lekarz:
- Co pani jest?
A żaba na to:
- A co mi się do d*.*y przykleiło.
Przychodzi baba do lekarza z papierosem w uchu.
- Co pani robi?
- Słucham Jarre'a...
Przychodzi baba do lekarza z taczką na plecach i margaryną.
Lekarz: - Co pani jest?
Baba: - Margaret Thatcher.
Przychodzi zezowata baba do zezowatego lekarza.
Lekarz: Zaraz, zaraz! Nie wszystkie na raz.
Baba: Ja nie do pana. Ja do tego pod oknem.
Przychodzi baba do lekarza z kierownicą na plecach, a lekarz:
- Kto panią tu skierował?
Przychodzi baba do lekarza.
- Panie doktorze, mam wodę w kolanach!
- A ja cukier w kostkach.
Przychodzi baba do lekarza... i od progu skacze sztywno na dwóch nogach:
Lekarz: a mówiłem, ze spirala będzie za długa!
Przychodzi baba do lekarza i się skarży:
- Panie doktorze, ludzie mi do okien zaglądają!
- To nic dziwnego.
- Ale ja mieszkam na 10 piętrze...
Przychodzi baba do lekarza:
- Panie doktorze, mam wytrzeszcz, co robić?!
- Poluźnić warkocz!
Przychodzi baba do lekarza ze złamaną ręką.
Baba: Panie doktorze, rękę złamałam!
Lekarz: Gdzie?
Baba: W kuchni.
Przychodzi baba do lekarza i mówi:
- Jestem skonana...
Lekarz:
- A ja z Rambo!
Przychodzi baba do lekarza z gwoździem w d*.*ie, a lekarz do niej:
- Proszę siadać!
Przychodzi baba do lekarza, lekarz jej każe oddać mocz do analizy.
- Gdzie mam go oddać?
- Do słoika - stoi na szafie.
... i lekarz wychodzi z pokoju, wraca za 5 minut i widzi cały pokój zasikany
- Co pani narobiła?
- A myli pan, że to tak łatwo nasikać do słoika stojącego na szafie?
Przychodzi baba do lekarza z wielorybem w d*.*ie i mówi:
- Mam dość tego walenia!
Przychodzi baba do lekarza ze studentem w d*.*ie.
Lekarz: Co pani jest?
Baba: Dziekanat!
Przychodzi szkielet baby do lekarza. Po długim badaniu baba pyta:
- Panie doktorze, czy to co poważnego?
- Jeszcze nie wiem, musimy zrobić prześwietlenie...
Przychodzi baba do lekarza, a lekarz biega dookoła biurka.
Po godzinie...
- Co pan doktor robi?
- Ja jestem lekarz okręgowy!
Przychodzi baba do lekarza i od razu zaczyna się rozbierać.
- Przyszła się pani zbadać?
- Nie, pie*.*ć...
Przychodzi baba do lekarza ze śledziem w d*.*ie i mówi:
- Panie doktorze, kto mnie ciągle śledzi!
Przychodzi baba do lekarza i mówi:
- Panie doktorze, coś mi w d*.*ę wlazło.
- Nie wie pani, co?
- Chyba dłużnik...
Przychodzi baba do lekarza z listkami na głowie.
- Co pani tak zdębiała?
- A, czasem tak mi włosy dęba stają.
Przychodzi baba do lekarza z orłem w d*.*ie.
Lekarz: Co pani jest?
Baba: Monetę o d*.*ę rzucaliśmy...
Wpada baba do lekarza i krzyczy:
- Mam pana w dupie!
Przychodzi baba do lekarza z wróblem w d*.*ie.
- Co pani jest?
- Mnie nic, ale mężowi chyba ptaka urwało.
Przychodzi baba do lekarza.
Lekarz: Ma pani książeczkę zdrowia?
Baba: Mam.
Lekarz: Gdzie?
Baba: W d*.*ie!
Przychodzi baba do lekarza, bez ręki i bez nogi.
- Co się pani stało?
- A..., bo założyłam się z mężem o nogę, że mi ręki nie wyrwie.
Przychodzi baba do lekarza z pończochą na głowie.
- Co pani dolega?
- Nie widzisz gamoniu, że to napad?!
Przychodzi baba do lekarza:
- Panie doktorze, mój problem to za duże potrzeby seksualne...
- To niech pani wyjdzie za mąż.
- Mam już męża.
- To niech pani znajdzie sobie kochanka.
- Już mam.
- To niech pani weźmie drugiego.
- Mam drugiego, i jeszcze innych trzech.
- Hmmm, wydaje mi się, że pani jest rzeczywiście chora.
- Panie doktorze, niech mi pan to da na piśmie, bo mąż mówi, że jestem k*.*a!
Przychodzi trzy dziesiąte baby do doktora:
- A gdzie reszta? - pyta doktor.
Trzy dziesiąte baby wyciąga krótkofalówkę:
- Zero siedem, zgłoś się!
Przychodzi garbata baba do lekarza:
- Co pani jest?
- Ciąża pozamaciczna...
Przychodzi baba do dentysty, siada w fotelu i od razu ciąga majtki.
- Ależ droga pani! - protestuje lekarz - Ja jestem dentystą, ginekolog przyjmuje
piętro niżej!
- Nie ma żadnej pomyłki. - odpowiada baba - Zakładał pan wczoraj mojemu staremu
sztuczną szczękę?
- Tak.
- No to teraz ją pan wyciągaj!
Ach, przychodzi baba do lekarza i mówi: - Panie doktorze, wszyscy mówią mi, że
ja jestem nienormalna, lubię naleśniki.
- Ależ skąd, ja też lubię naleśniki - odpowiada lekarz.
- Och, to ja pana bardzo zapraszam, mam cała szafę naleśników.
Przychodzi baba z dzieckiem do lekarza, lekarz do niej:
- Proszę się rozebrać i położyć.
- Ale, panie doktorze! To moje dziecko jest chore!
- Jemu już nic nie pomoże, zrobimy drugie.
Przychodzi baba do lekarza i już od progu wywija nogą.
- Co pani jest? - pyta się zdziwiony lekarz.
- Hulajnoga.
Przychodzi gruba baba do lekarza.
- Panie doktorze, proszę mi dać coś, żebym schudła.
Lekarz dał jej pudełko tabletek z przykazaniem, aby brała przez miesiąc
codziennie jedną. Baba, niewiele myśląc, pożarła wszystkie zaraz po wyjściu z
gabinetu. Po tygodniu przychodzi znowu, chuda jak szczapa, skóra na niej wisi.
Lekarz obejrzał ją krytycznie, zebrał skórę, naciągnął i zawiązał na głowie
kokardę. Baba wychodzi z gabinetu, spotyka znajomą.
- Oj, jak ty bardzo schudłaś! A jaką masz ładną kokardę na głowie!
- Wszystko byłoby dobrze gdyby nie to, że mam obrośniętą klatkę piersiową.
Przychodzi baba do lekarza z okularami w brzuchu.
- Co pani dolega? - pyta się lekarz.
- Ślepa kiszka.
Przychodzi baba do lekarza, a lekarz się pyta:
- Co pani jest?
- Panie doktorze, zaszłam...
- To niech pani odejdzie.
- Kiedy ja nie od chodzenia, tylko od pieprzenia...
- To niech się pani odpieprzy.
Przychodzi baba do lekarza z nogą w gipsie:
- Czy ja mogłabym już zacząć chodzić po schodach, panie doktorze?
- A dawno pani nosi gips?
- Już trzeci miesiąc. Ale mieszkam na czwartym piętrze, doktorze. I znudziło mi
się, do k*.*wy nędzy, ciągłe włażenie po rynnie.
Przychodzi baba do ginekologa.
- Proszę się rozebrać!
- Kiedy ja się wstydzę, panie doktorze.
- To może ja od razu zgaszę światło?
Przychodzi baba do lekarza i już od progu skacze na WYPROSTOWANYCH nogach.
Lekarz się pyta:
- Co się pani stało?
- No przecież mówiłam, że spirala będzie za długa...
Przychodzi baba do lekarza i mówi:
- Panie doktorze, za ile wyzdrowieję?
A lekarz na to:
- Za kilkanaście milionów...
Przychodzi baba do lekarza i trzyma w ręku szczelnie zamknięty słoik.
- Błagam, niech mi pan powie, co jest w środku, panie doktorze! - prosi z
przerażeniem na twarzy.
Lekarz obejrzał słoik i mówi:
- Bez wątpienia tasiemiec, proszę pani.
- To cudownie! - cieszy się baba. - Bo ja myślałam, że to cały system nerwowy.
Przychodzi baba do lekarza z całym workiem papieru toaletowego:
- Po co to pani?
- Bo słyszałam, że z pana jest zasrany specjalista.
Przychodzi baba do lekarza z mózgiem w rękach:
- To się w głowie nie mieści!!!
Przychodzi baba do lekarza:
- Powinna pani jeść dużo owoców i to najlepiej bez obierania.
Baba dziękuje za diagnozę i zbiera się do wyjścia.
- A tak a propos, jakie owoce pani jada najczęściej? - pyta lekarz.
- Orzechy.
Przychodzi baba do lekarza.
- Panie doktorze, niech mi pan zrobi nowy otwór.
Lekarz znacząco puka się w czoło.
- Nie, nie tutaj, bo by mi mąż jajami oczy powybijał.
Przychodzi baba do lekarza.
- Panie doktorze, wszyscy znajomi mężczyźni mówią mi, że mam pochwę jak
studnia...
- Proszę się rozebrać i na samolocik.
Po chwili ostrożnie zagląda.
- Nic dziwnego, ...ego, ...ego, ...ego...
Przychodzi baba do lekarza a lekarz do niej:
- Niech pani stąd wyjdzie bo już kawały zaczynają o nas opowiadać.
Przychodzi baba do lekarza z córką.
- Ania, stań prosto żeby pan doktor zobaczył, jaka jesteś krzywa.
Przychodzi koń do lekarza, za nim wchodzi baba, a lekarz na to:
- Co pani jest?
- Zakonnica.
Przychodzi baba do ginekologa, rozbiera się i siada na fotel.
- Bardzo mnie boli tam w środku. Wyżej, jeszcze wyżej...
- Podejrzewam, że jest to zapalenie migdałów.
Przychodzi baba do lekarza z gwoździem w uchu, lekarz się pyta:
- Co pani jest?
- Słucham metalu...
Baba umarła i nie przychodzi już do lekarza, więc lekarz udaje się na jej grób.
I słyszy zduszony głos:
- Panie doktorze, ma pan coś na robaki?
Przychodzi baba do lekarza, a lekarz pyta:
- Ile ma Pani lat?
Ona na to:
- 62.
Lekarz się zamyślił, coś pokompilował w głowie i mówi:
- No, więcej nie będzie!
Przychodzi baba do lekarza, a lekarz się jej pyta:
- Kim Pani jest z zawodu?
- Nauczycielką.
- Taaa?? To niech mi Pani pałę postawi.
Przychodzi baba z masztem w d*.*ie do lekarza, a lekarz do niej:
- Co pani jest?
A baba na to:
- Dar Młodzieży!
Przychodzi facet do lekarza, kładzie swą męskość na stole i milczy.
Zdziwiony lekarz pyta:
- Boli pana?
- Nie boli.
- To może za duży?
- Nie, wcale nie.
- A co, za mały?
- Nie. Nie jest za mały.
- To co w końcu?!
- Fajny, nie?!
Przychodzi baba do lekarza.
- Oj, bardzo mnie boli.
- A co się pani stało?
- Koń mnie kopnął.
- A gdzie? - pyta lekarz.
- W kieleckiem, panie doktorze, w kieleckiem.
Przychodzi baba do lekarza i zaczyna skakać po gabinecie.
- Co pani jest? - pyta lekarz.
- Pan się jeszcze pyta?! A kto mi sprężynkę zakładał?
Przychodzi baba z córką do lekarza.
- Panie doktorze, moja córka ma straszny wytrzeszcz oczu.
- To niech jej pani tak mocno kucyka nie wiąże
Przychodzi baba z córką do lekarza. Córka jest piękna i seksowna. Lekarz od razu
każe jej się rozebrać. Baba protestuje:
- Ależ panie doktorze, to ja jestem chora!
- To proszę pokazać gardło - mówi lekarz.
Przyjeżdża baba do lekarza na motorynce.
- Co pani jest?
- Co pani jest.
- Motorola...
Przychodzi baba do lekarza, zdejmuje mu spodnie i bierze "dinksa" do ust. A na
to lekarz:
- Oj, długo Pani nie pociągnie.
Przychodzi baba do lekarza z Amigą na sznurku i mówi:
- Ja do uśpienia...
Przychodzi baba do lekarza i mówi:
- Panie doktorze, nie mam włosów na pi*.*e!
Doktor ogląda i mówi:
- A ile razy pani dziennie TO robi???
- Nooooo, 5-6 razy!!!
- Proszę pani! Na autostradzie też trawa nie rośnie...
Przychodzi baba do lekarza...
- Panie doktorze, po tej kuracji hormonalnej dzieje się ze mną co niedobrego.
- Cóż takiego?
- Wyrastają mi włosy na ciele.
- No to nie ma się pani czym martwić, po zakończeniu kuracji te włosy
powypadają.
- Ach, to kamień spadł mi z serca.
- A tak właściwie to gdzie pani te włosy wyrastają?
- Na jądrach, panie doktorze.
Przychodzi baba do lekarza, a lekarz:
- Co pani je...?
- Jajecznicę.
Przychodzi baba do lekarza.
- Proszę się rozebrać i położyć na kozetce.
- Panie doktorze, ja dzisiaj naprawdę jestem chora, a pan jak zwykle o seksie.
Baba mówi do lekarza:
- Ach, panie doktorze! Nigdy panu tego nie zapomnę. Jestem panu winna życie!
- No, nie przesadzajmy, droga pani. Jest mi pani winna tylko za pięć wizyt!
- Dziś kaszle pani o wiele lepiej niż wczoraj...
- Tak, panie doktorze, bo ja przez całą noc trenowałam!
Panie doktorze, łykam te tabletki, łykam, ale nie chudnę.
- To nie możliwe! A bierze je pani, tak jak kazałem, dziesięć razy dziennie?
- Oczywiście. Jedna po każdym większym posiłku.
Przychodzi facet do lekarza i mówi:
- Panie, mam w dupie żabę. Jak idę spać to ona mnie łechcze i nie mogę zasnąć.
Niech pan coś poradzi!
Lekarz założył gumową rękawicę i zagłębił się w "szczegóły sprawy", po chwili
mówi:
- Proszę pana pan ma w dupie dyktę, gdzie ta żaba?
- No właśnie za tą dyktą!
Przychodzi babcia do doktora
- Na co się pani skarży?
- Mam tą chorobę na 'k'...
Lekarz wymienia różne choroby ale babcia nic sobie nie przypomina, aż:
- Już wiem! Kleroza!
- Mówi się skleroza, babciu!
- Widzi pan doktor? Już o tym 's' zapomniałam.
W poczekalni u lekarza (nie baba).
- Przeprraszszszam - pyta jeden pacjent drugiego pacjenta siedzącego obok niego
- pppan z jjjaką dodolegliiiwośśścią?
- Ja z prostatą - słyszy w odpowiedzi.
- A ccco tto jest tta prrostttata? - dopytuje się pierwszy.
- No, jak by to panu najprościej wytłumaczyć? - mówi drugi pacjent. - Widzi pan,
ja tak siusiam, jak pan mówi.
- Panie doktorze, mój mąż strasznie mnie obraził.
- I dlatego musi mnie pani budzić w środku nocy?
- Tak, bo teraz trzeba go będzie pozszywać.
Przychodzi Baba do Lekarza.
Lekarz czyta wyniki...
- Yyyy...Hmmm... No dobrze. Do końca życia proszę już nic nie jeść.
- Ale jak to, do końca życia?
- Spokojnie, te dwie godzinki jakoś pani wytrzyma...
Przychodzi Baba do Lekarza.
- Co pani dolega?
- A nic... Tylko się za panem stęskniłam.
Nie uwierzycie ilu jest takich pacjentów.
Latałem swego czasu po lekarzach - dla sparaliżowanego ojca. Jedne i te same gęby siedziały i plotkowały.
Zresztą znajoma mam co jak już nie ma co to sobie kombinuje a tu kolejkę zapisze na rehabilitację a tu u laryngologa bo dostała skierowanie w końcu.
- a co ci jest?
- a nie tak żeby zobaczył czy wszystko gra a rehabilitacja bo koleżanka też chodzi.
-czemu chodzi?
-bo po udarze jest.
Człowieka szlag trafia. A przez to są kolejki bo 50% to łajzy z braku zajęcia szukaja problemu.
Pozdrawiam zdrowych i chorych.
Ale ja, jako były. chciałem go przypomnieć młodzieży, bo to jest ten pierwszy. Usłyszałem go w IMA albo ITR w radiowej trójce. Wtedy jeszcze bardzo dobrej.
Aleksander! Skoro lubisz: W każdym zapchanym tramwaju w Wa-wie skompletujesz znacznie lepszy rząd niż ten co jest teraz. Czy aby ten kawał nie jest ponadczasowy???
Mi się podobają kawały oddające nastrój tamtym czasom, przykład :
Początek lat 50.
Codziennie przychodzi pod kiosk gość i ogląda gazety przez szybę, ale nigdy ich nie kupuje.
W końcu wkurzony kiskarz mówi
-co dzień oglądasz pan gazety a nigdy nie kupujesz, o co chodzi ?
-szukam nekrologu
-panie , nekrologi to się drukuje na ostatnich stronach, a nie na pierwszej
-na ten na który ja czekam na pewno będzie na pierwszej stronie.
Lub ten:
-co by pan zrobił jakby wygrał pan 100 000 zł w totolotka
-pojechałbym do ZSRR
-a jakby wygrał pan 500 000 zł.
-pojechałbym do ZSRR
-a milion ?
-oczywiście że pojechałbym do ZSRR.
-A co pan innych krajów nie znasz ?
-inne kraje to ja znam, pana nie znam.
Rzecz się dzieje zaraz po "wyzwoleniu".
Na posterunek MO przychodzi chłop zgłosić kradzież krowy.
-widzieliście złodzieja, proszę go opisać
-był w mundurze, miał karabin, to mógłbyć Amerykanin
-czyście oszaleli, u nas Amerykanin, może ruski.
-to wy tak twierdzicie, ja tego nie powiedziałem.
Tu gawarit radio maskwa
tawariszcz Stalin wstał i wy towarzysze wstańcie
tawariszcz Stalin się gimnastykuje i wy towarzysze się gimnastykujcie
a teraz towarzysz Stalin będzie jadł śniadanie, a wy towarzysze dalej się gimnastykujcie.
Wychodzi Żukow z pokoju Stalina i mówi pod nosem "a to wąsaty juch"
Słyszy to kapitan achrany, wchodzi do pokoju Stalina i mówi
-tawariszcz Stalin, kak wychadił tawariszcz Żukow to skazał "a to wąsaty juch"
Stalin się zamyślił i mówi
-towarzyszu Żukow kogo mieliście na myśli
-oczywiście że tego jucha Gitlera
-no a wy towarzyszu kapitanie o kim myśleliście
Rok 1961, do warsztatu wbiega pomocnik i krzyczy: panie majster, panie majster słyszał pan? Ruskie w kosmos poleciały!
Majster nie podnosząc głowy znad roboty-wszystkie???
-Nie! Tylko jeden!
-No to co mnie dupe zawracasz, weś sie za robote!
Ale ja, jako były. chciałem go przypomnieć młodzieży, bo to jest ten pierwszy. Usłyszałem go w IMA albo ITR w radiowej trójce. Wtedy jeszcze bardzo dobrej.
.
No tego nie wziąłem pod uwagę. A to Bizancjum to żart miał być. Pozdrawiam.🙋
Wypadek przy pracy. List osoby poszkodowanej w wypadku przy pracy, nadesłany do zakładu ubezpieczeń jako odpowiedź na prośbę o udzielenie bliższych informacji dotyczących okoliczności wypadku:
Szanowni państwo!
W raporcie z wypadku jako przyczynę wypadku podałem: "próba samodzielnego wykonania pracy". W liście stwierdzili Państwo, że powinienem podać pełniejsze wyjaśnienie. Sądzę, że poniższe szczegóły będą wystarczające.
Jestem z zawodu murarzem. W dniu wypadku pracowałem sam na dachu nowego, trzypiętrowego budynku. Kiedy zakończyłem pracę, stwierdziłem, że mam ponad 150 kilogramów cegieł porozrzucanych wokoło.
Zdecydowałem nie znosić ich na dół pojedynczo, lecz spuścić je na dół w beczce, używając liny na bloku przytwierdzonym do ściany na trzecim piętrze budynku. Po zabezpieczeniu liny na dole wszedłem na dach i zawiesiłem na niej beczkę załadowaną cegłami. Potem zszedłem na dół i odwiązałem linę, a następnie, trzymając ją mocno, zacząłem powoli opuszczać 150-kilowy ciężar.
W raporcie o wypadku napisałem, że ważę 80 kilogramów. Możecie sobie
Państwo wyobrazić, jak duże było moje zaskoczenie nagłym szarpnięciem do góry - straciłem orientację, nie puściłem jednak liny. Nie muszę dodawać, że ruszyłem do góry w raczej szybkim tempie, po ścianie budynku. W połowie drugiego piętra spotkałem się z opadającą beczką - to tłumaczy pękniętą czaszkę oraz złamany obojczyk. Zwolniłem trochę z powodu beczki, ale kontynuowałem gwałtowne wciąganie, nie zatrzymując się, aż kostki mojej prawej ręki nie weszły w blok.
Na szczęście pozostałem przytomny i byłem w stanie nadal trzymać mocno linę pomimo bólu i ran. W tym samym czasie beczka z cegłami uderzyła o ziemię. W wyniku uderzenia jej dno pękło, a zawartość wypadła. Pozbawiona cegieł beczka ważyła już tylko 25 kilogramów.
Przypominam, że ja ważę 80 kilogramów, więc w tej sytuacji zacząłem gwałtownie spadać, i w połowie drugiego piętra ponownie spotkałem się z beczką, która tym razem wznosiła się do góry. W efekcie mam pęknięte kostki i rany szarpane nóg. Spotkanie to opóźniło mój upadek na tyle, że odniosłem mniej obrażeń przy upadku na stos cegieł - złamane tylko trzy żebra.
Z przykrością musze stwierdzić, że gdy leżałem obolały na cegłach, nie mogłem wstać, ani się poruszać, a ponadto przestałem trzeźwo myśleć i puściłem linę. Pusta beczka ważąca więcej niż lina, spadla na dół i połamała mi nogi.
Mam nadzieje, że udzieliłem Państwu wyczerpujących odpowiedzi potrzebnych do zakończenia postępowania w mojej sprawie.
Teraz już Państwo zapewne rozumieją, w jakich okolicznościach wydarzył się mój wypadek.
Witam.
Z L4 i tamtych fajnych nawet czasów.
W zakładzie gdzie robiłem było nagminne pobieranie L4. A kontroli podjęło się coś co nazywało się ORMO a konkretnie jeden nadgorliwy jegomość co chciał się wykazać.
Pobrał z kadr adresy ludzi na L4 i łaził nagminnie nawet po 3-4 razy dziennie pod ten sam adres.
I trafił na gościa który notorycznie go unikał, po to mu było to L4 A twierdził że jest w łóżku i nie może otworzyć drzwi.
No i nadszedł dzień gdzie w końcu udało się ORMOwcowi wejść. A chorobowicz i tu było to na apelu podczas odprawy oficjalnie odczytane: "pan xyz podniósł kołdrę i złośliwie zawarczał ł na mnie na tylnej części ciała"
Było to w latach `80 ubiegłego wieku. A potomkowie owego Ormowca już w 3 pokoleniu dalej są kojarzeni z "pierdziochem"
Pozdrawiam.
Nie ma kawałów o milicjantach, to wszystko to prawda.
Amerykanie polecieli na księżyc. Chcą otworzyć właz ale się nie da. W końcu po pół godzinie wychodzą ze statku kosmicznego, a na zewnątrz pełno marsjan i się śmieją.
Amerykanie pytają
- z czego się tak śmiejecie
-my każdemu kto tu przyleci robimy taki kawał i zaspawujemy właz. Wam to zajęło pół godziny a Polacy wyszli po minucie.
-co ? Polacy tu byli ?
-oczywiście, i jak wyszli to rozdawali prezenty.
-co, rozdawali prezenty, co to było ?
-nazywało się lanie, ale każdy dostał.
Pełna zgoda ale wszystkie chyba piosenki śpiewane przez Grotowskiego miały teksty śp. Andrzeja W. Nie tylko on śpiewał piosenki z tekstami p. Andrzeja.
Z powodu jednego z przesłuchań na komisji pegazusowej słowo "członek"
jest odmieniane przez wszystkie przypadki. p. Andrzej przewidział i to 😅
Członkostwo
Polska jest krajem wierzb, skowronków,
Kuronia, Tatr, Czerwonej Łodzi,
Lecz przede wszystkim krajem członków,
Co obrodziły nam nad podziw.
Dymią fabryki i kombajny,
Wszędzie wysiłek twórczy furczy,
Tu stoi Członek Nadzwyczajny,
A ówdzie się Zwyczajny kurczy.
Najczęstszy z polskich członków listy
(jak głosi nam społeczna sonda)
Jest szary Członek Rzeczywisty
(bo rzeczywiście tak wygląda),
Tuż za nim dublet (pozytywny,
bo oba członki - luminarze!):
To Honorowy Członek sztywny
Z Członkiem Korespondentem w parze.
Obok, romantyk i marzycie],
Wierzący w dobro i w człowieka,
Pręży się Członek Założyciel
- Stanął, założył, teraz czeka.
Bokami, niby to niechcący,
Ni to pociotek, ni pomagier,
Skrada się Członek Wspierający,
Czyli tak zwany Członek-Szwagier.
A po wertepach, gdzieś się błąka
Żałosny, skompleksiały maluch,
Nie Członek, lecz Zastępca Członka,
Smutny jak mops towarzysz Paluch...
Lecz ponad wszystkie sterczy głowy
Twór z wazeliny i z papieru,
Potężny buc, Członek Zbiorowy
Trzon PRON-u i TPPR-u.
Tak dzionek mija im za dzionkiem
I pożytecznie, i rozumnie,
Śpiewają Gdyby rannym członkiem,
Wołają "Członek - to brzmi dumnie!"
Zaś w czasie buntów i sprzeczności,
Co atakują ich bezwzględnie,
Lubią się odciąć od przeszłości,
Z tym, że odcięty członek więdnie,
Więc potem napis lśni, wyrżnięty
Tam, gdzie on żył lub był na żołdzie:
TU BYŁY CZŁONEK ŚPI, ODCIĘTY!
PRZECHODNIU! WYSTAW SWEGO W HOŁDZIE!
Ja najbardziej lubię kawały z lat 50 XX w o najlepszym systemie.
Jednym z bohaterów systemu był Stirlitz, który wiedział, że prawdziwy Führer urzęduje na Kremlu.
Stirlitz jest już w Moskwie, pije piwo pod kioskiem i krzywi się do sąsiada:
– Rozwodnione.
A sąsiad na to:
– Trzeba było gorzej szpiegować, pilibyśmy Heinekena.
Stirlitz podniósł głowę z kałuży i zobaczył ludzi w szarych uniformach.
– Jeśli to Niemcy, to powiem, że jestem Stirlitz, jeśli to nasi, to powiem Isajew – pomyślał szybko.
Patrol milicji podszedł bliżej.
– Patrzcie, ten znany aktor Tichonow znowu schlał się jak świnia. No dobra, nie przeszkadzajmy, niech sobie spokojnie leży.
Przychodzi facet do lekarza. Ten mu czopki przepisał. Facet je łykał ile kazano i po dwóch tygodniach przychodzi na kontrolę. Nic się nie poprawiło więc wkurzony lekarz z przekąsem:
Pan żeś łykał te czopki czy co?
A pacjent na to:
Nie, urwał, do dudy sobie wsadzałem!
Baba leży w szpitalu, przychodzi lekarz.
- Stolec dzisiaj był?
- Jestem tu pierwszy dzień, jeszcze was wszystkich doktorów nie poznałam.
(To mi opowiedziała znajoma lekarka jako autentyk, który jej się osobiście przytrafił. 😆)
Na tajnej naradzie obraduje sztab Rzeszy z samym kanclerzem, który osobiście omawia plany.
Nagle otwierają się drzwi do bunkra, wchodzi Stirlitz z tacą pomarańczy, stawiaj ją na stole, wyciąga aparat, robi kilka zdjęć tajnych planów i wychodzi.
Adolf zdziwiony pyta się Müllera.
- Kto to?
- A to Stirlitz, sowiecki agent.
- Czemu go nie aresztujecie?
- Znów się wykręci, powie że przyniósł pomarańcze...
Szybkościomierz samochodu Bormanna pokazywał 120 km/h. Obok szedł Stirlitz, udając, że nigdzie się nie śpieszy.
Stirlitz wszedł do gabinetu i ujrzał Müllera leżącego na podłodze, i nie dającego oznak życia.
– Otruty – pomyślał Stirlitz, przyglądając się rączce bagnetu wystającej z piersi.
✨ W dyskusji na temat dowcipu o wizycie krawcowej u lekarza, uczestnicy wymieniają się różnymi wersjami i interpretacjami tego klasycznego żartu. Wiele odpowiedzi zawiera inne dowcipy o podobnej tematyce, w tym o pacjentach i lekarzach, które często mają absurdalne lub zaskakujące puenty. Uczestnicy podkreślają, że dowcipy te mają długą historię i są znane od pokoleń, a niektóre z nich są osadzone w kontekście polskiej kultury i humoru. Wiele z odpowiedzi nawiązuje do absurdów życia codziennego oraz relacji między pacjentami a lekarzami, co dodaje humorystycznego kontekstu do omawianych dowcipów. Wygenerowane przez model językowy.