Hehe, stare czasy technikum (lata 80) - faktycznie swego czasu tego rodzaju "kopiących" gadżetów wymyślano mnóstwo

Ten akurat działał na bazie teraz już starego i zapomnianego miniaturowego transformatorka głośnikowego typu Td-48 (ważne rdzeń był żelazny i kształtki "E" "I"). Po prostu trzeba było oczyścić karkas z istniejących uzwojeń i nawinąć ile się da zwojów drutem DNE 0,06 - 0,08 czyli zrobić dławik ale bez przerwy magnetycznej (kształtki wsadzane na przemian)- po rozłączeniu obwodu przez ściśnięcie - otwarcie pudełka energia samoindukcji zmagazynowana w cewce dawała znać o sobie na elektrodach - w sumie jeszcze ważny był element zaskoczenia samego "klijenta".
Innym klonem tego pomysłu było opracowanie małego generatorka samodławnego i podłączenie go do arkusza płytki laminatu dwustronnego (przy dostrojeniu do rezonansu dawało to naprawdę niezłego kopa

a wiadomo w tych czasach ciężko było laminat "zdobyć" więc każdy chwytał.
Obecnie w dobie elektroparalizatorów (shockerów) to takie pomysły to przedszkole - obecne układy potrafią wygenerować z baterii impuls o napięciu 250-500 kV (ale o bardzo małym natężeniu) a po takiej dawce faktycznie człowiek jest sparaliżowany na pewien czas (widziałem w działaniu profesjonalny "szoker" AirTasser) - notabene mówią że to bezpieczne dla zdrowego czlowieka - bo nie poraża serca tylko mięśnie - hehehe - szkoda że nie mam zdjęcia jaką minkę wówczas się robi