Mam pytanie odnosnie "dziwnego" zachowania sie anteny... Otoz mam antene dipol polfalowy z rurek miedzianych (rurki po 78cm, odstep 2cm, zasilane kablem koncentrycznym 75 Ohm), podlaczylem ja do wzmacniacza, podlaczylem na wyjscie wzmacniacza sonde w.cz (wskaznik wychylowy + dwie diody 1N4148 + kondensator 47nF) i sonde oscyloskopu podlaczylem pod wyjscie wzmacniacza. Wlaczylem nadajnik i okazalo sie, ze pomimo tego ze na oscyloskopie mam jakis sygnal (nastroilem na max amplitudy (ok 4Vpp na oscyloskopie z pasmem 35MHz wiec w rzeczywistosci bedzie wiecej) sonda nic nie pokazuje... totalne zero... tranzystor koncowy wzmacniacza prawie wogole sie nie grzal, a pobor pradu z zasilacza wynosil ok 220mA. Nastepnie dorobilem do tej anteny balun z kabla koncentrycznego o dlugosci ok 75cm i powtorzylem pomiar. Okazalo sie, ze na oscyloskopie mam taka sama amplitude, ale sinusoida jest "czysta" (wczesniej mialem jakby kilka nalozonych na siebie), pobor pradu z zasilacza spadl do 150mA a wskaznik sondy sie wychylil!!! (nastroilem ponownie na max wychylenia wskaznika) i tranzystor koncowy wzmacniacza zaczol sie grzac... czy to oznacza ze antena z balunem jest lepiej dopasowana? Dlaczego wczesniej sonda nic nie pokazywala?? Nie potrafie tego zjawiska zrozumiec...