Mam taki niemały problem. Otóż wymieniałem tranzystory T401 i T402 i jak składałem wzmacniak to oczywiście zapomniałem dać podkładki pod ta blachę pod spodem wzmacniacza i śruba dotknęła tranzystora końcowego i wyleciały bezpieczniki 3,15A. Tak więc wiedziałem, że końcówki są do wymiany. Tak też było. Wymieniłem je i przy okazji też wszystkie tranzystory sterujące. Włączyłem wzmacniak bez końcowych, na samych sterujących i nie palił bezpieczników. To wlutowałem te nowe końcowe. Po wlutowaniu wymieniłem jeszcze tranzystory na płytce pionowej T714 i T713 oraz rezystor R522 ponieważ był obdrapany, ale przy tym rezystorze zaczeły się dziać dziwne rzeczy. Jak włączyłem wzmacniak to mi wywaliło bezpieczniki 3,15A. Odrazu sprawdziłem wszystkie tranzystory na radiatorze. Na szczęście były dobre. Wymieniłem ten R522 razem z tymi innymi rezystorami co są obok niego (R524, R521, R523).Te wszystkie rezystory miały tolerancje 10% ale ja dałem 1%. Czy to mogło być przez to? Ja uważam, że nie mogło być spowodowane tolerancją, ale chciałbym się jeszcze dowiedzieć. Na wszelki wypadek wylutowałem tranzystory końcowe. Teraz owszem nie wywala bezpieczników, ale poszedł znowu R522, a jak go wymieniłem to mi zaczeło dymić z płytki pionowej ale nie ma tam nigdzie przypalenia. Chyba dymek leciał z tranzystora T714 ale sprawdzałem i jest dobry. A no i spaliło mi lekko R524. Gdy sprawdzałem czy bedzie chodził wzmacniacz, wyjmowałem końcówki, ale za to zawsze były rezystory drutowe. Czy te rezystory mogły się palić przez to ze nie było końcówek ale za to byly te rezystory?
Bardzo proszę o odpowiedź. Z góry dziękuje.
Bardzo proszę o odpowiedź. Z góry dziękuje.