Akurat w UL1111 są pasożytnicze diody między kolektorami, a podłożem, które jest podłączone do emitera jednego z tranzystorów. Żeby poprawnie działał, na tym emiterze ma być najniższy potencjał. Niestety jak się chce sprawdzić, to jest więcej sprawdzania, niż każdy tranzystor z osobna.
Zapewne testery do układów CEMI istniały i CEMI ich używało... Jakbyś miał do sprawdzenia milion sztuk, to użycie takiego testera miałoby sens.
Układy wzmacniaczy bywają wrażliwe na opór połączeń - jak nie będzie wlutowany, tylko podłączony chwytakami, to może się wzbudzić; poza tym potrzebuje dodatkowych elementów, bez których wzbudzenie jest prawie pewne. Ale występowanie wzbudzenia i jego zależność od nawet małych pojemności do otoczenia (wystarczy zbliżyć uziemiony przewód w izolacji, a zmienia się pobierany prąd) będzie wskazaniem, że wzmacniacz działa. Niemniej jednak trzeba poprawnie podłączyć zasilanie (i nie tylko), i raczej z ograniczeniem prądu - kiedyś tak prowizorycznie sprawdzałem takie wzmacniacza. Jeśli taki wzmacniacz pochodzi z demontażu, to może mieć przebicie na wejściu (to wykrywa się tylko przez podanie sygnału ze źródła o dużej impedancji, liczonej w megaomach), albo uszkodzony tranzystor wyjściowy (bez obciążenia będzie wyglądało, że działa prawidłowo).