Swego czasu redakcja współpracującego niegdyś z rodzimym czasopismem "Estrada i Studio" amerykańskiego magazynu "Keyboard" zrobiła test polegający na poddaniu próbom odsłuchowym plików nagranych z różnymi częstotliwościami próbkowania i rozdzielczościami bitowymi. Było to w czasach, kiedy wchodziło dopiero 24/96 (nie mylić z Kamasutrą). Nagrano ślady w częstotliwościach 44,1kHz, 48kHz i 88,2kHz i rozdzielczościach 16 i 24 bity, na najlepszym wtedy chyba systemie Sonic Solutions. Zaproszono słuchaczy do studia wyposażonego w referencyjne monitory odsłuchowe. I co najciekawsze słuchacze wyraźnie rozróżniali ślady nagrane z skrajnie rozbieżnymi częstotliwościami i rozdzielczościami. Ale czasem podczas odtwarzania wielokrotnie tych samych śladów wielokrotnie zmieniali zdanie. A co do jakości to obozy były dwa - jedni mówili że nagranie o wyższej rozdzielczości daje lepszą jakość, jedni mówili z kolei że jego brzmienie jest metaliczne i nieprzyjemne. Ten unikalny eksperyment potwierdził tezę jednego z inżynierów - większe rozdzielczości wnoszą coś nowego, ale czy to nowa jakość w muzyce? Z pewnością większa dynamika, teoretycznie lepsza jakość (pamiętajcie że gość to mówił w roku 1988) ale czy naprawdę tego chcemy?
Tyle ludzi, ile zdań.
Pozdrowienia.
PS. Jak porównałem nagrywanie 16 bit 44,1kHz i 24 bit 96 kHz na Extigy to istotnie, te 24/96 to był shit jakich mało... całe szczęście że to nie ja ten badziew kupiłem... a co do radia to pasmo przenoszenia FM i jakość tunerów nie pozwala miarodajnie określić żródła.. chyba że istotnie te mp3 kilka razy przeszły przez "sito" ale przy zgrywanych bezpośrednio z oryginału - ja zrobiłem eksperyment i nic nie słyszę. Ale jeden track zgrywał się 15 minut.