Idea jaka przyświecała koncepcji powstania świecy wieloelektrodowej
to, zapewnienie w pracy silnika jak najmniejszej ilości tzw. " ślepych cykli "
czyli takich, w których ( z różnych względów zresztą), nie dochodzi do zapłonu mieszanki paliwowo-powietrznej. Sens zastosowania tych świec
a rozpatrujemy konkretny przypadek, Matiza widzę bardzo ograniczony.
Naczelne pytanie jakie powinno się pojawić to:" po co to robię?" a następnie "jak to chcę osiągnąć?"! Proszę mi wierzyć, że zysk z takiej operacji nie będzie nawet zauważalny, a teraz pora na omówienie wynikłych z niej strat.
1. Bardziej intensywne zużycie instalacji zapłonowej.
Proszę Państwa! W przyrodzie tak się akurat fajnie składa, że nie ma nic za darmo. To prawdopodobieństwo częstego występowania "pełnej iskry" jest
okupione nie tylko wyminą samej świecy, ale odpowiednią konstrukcją i tech-
nologią wykonania pozostałych elementów, które pracują po drodze przed
rzeczoną świecą, a o których jakoś wszyscy zapomnieli. Jeżeli elementy
układu zapłonowego nie były przewidzine do pracy z daną świecą, to może
(i jest to bardzo prawdopodobne) nastąpić ich szybka degradacja.
2. Nie zawsze musi wymiana świecy jednoelektrodowej na wieloelektrodową zaowocować dodatnimi skutkami, a w efekcie poprawą pracy silnika. Gdy popełni się jakiś błąd a proszę mi wierzyć, że wystarczy tylko jeden, to skutek odwrotny do zamierzonego jest gwarantowany.
ZASADA JEST TAKA: DOBREJ MARKI ŚWIECA LECZ TAKA JAK W <INSTUKCJI UŻYKTOWANIA SILNIKA>. PRODUCENT WIE CO ROBI I
GDYBY TO BYŁO CELOWE TO SAM WPADŁBY NA TAKI POMYSŁ!
Zasyłam koledze życzenia miłej eksploatacji lecz zgodnie z instrukcją użytkowania!