Tańszym w wykonaniu, ale na pewno nie tańszym w używaniu. Mój patent na takie podgrzewanie podjazdu zakłada wykorzystanie ciepła ziemi. Powrót rury grzejącej podjazd na głębokości ok 1-1,2m (30cm poniżej granicy przemarzania) Długość rury 17mm 120m podzielona tak, aby ok. 30-40% było wykorzystane do grzania, reszta do odzyskiwania ciepła z gruntu. Powierzchnia ogrzewana wychodzi podobnie jak z podłogowego a powrót ułożony w formie kolektora spiralnego. W wylewce musi być czujnik temperatury. Czyli dodatkowo jedna rurka najlepiej 20mm do wsuwania czujnika. Liczba pętli zależy od powierzchni, ale ze względu na koszty najlepiej odmrażać tylko pasy pod koła. Pętle łączysz w rozdzielaczu, potem naczynie wzbiorcze na glikol, zawór bezp, pompa, wymiennik odpowiedniej mocy (z lekkim nadmiarem). Naczynie dobrane tak, aby przejęło wzrost objętości przy letnim nagrzaniu podjazdu. Ale jak dobierzesz odpowiedni sterownik to możesz to ciepło kierować w grunt i wyeliminować ewentualne problemy z zalodzeniem dolnego źródła. Dni w których temperatura przechodzi przez zero jest u nas sporo. W tym roku ok 70 więc takie podgrzewanie poprawia humor

Natomiast nie licz na to, że stopi grube zwały śniegu, trzeba je usuwać mechanicznie.