Witam. Myślę że takiego tematu jeszcze nie było, przez co mam nadzieję nikt mnie nie ochrzani na "dzień dobry". Niebawem moim przydomowym zadaniem będzie zamontowanie w ogrodowym środowisku sterownika oświetlenia lamp. Kolejno będą się zapalać gdy czujka wyłapie obiekt. Właściwie nieistotnym są efekty świetlne, a chodzi mi bardziej o bezpieczne i rozsądne zamontowanie owego sterownika. Czy wspomniany w tytule słoik byłby czymś właściwym? Może brzmi początkowo banalnie i komicznie wręcz, ale przecież idealnie trzyma szczelność, stosunkowo twardy - grubą warstwą ziemi można przykryć. Zabrałbym się do tego z pomocą silikonu. W deklu zrobiłbym otwór na dławik którym poprowadziłbym przewody, wspomniany dławik w przelocie zalał silikonem, dokręcił go maksymalnie i z pewnością nie przeszłoby już tamtędy nic. Sęk w tym że obawiam się jakichś cudów natury i odzewów fizyki w postaci podciśnień, nadciśnień i innych atrakcji - pary w środku, a co za tym idzie wilgotności zbyt dużej, zwarć itp. Sterownik z części mogących mieć jakieś nadzwyczajne wymogi posiada kondensatory elektrolityczne. Te wiadomo - za ciepło i sucho źle, za mokro też mogą stwarzać problemy. Konstrukcje te jak wiemy nie są szczelne w swej budowie i dość delikatne. Reszta to lite odlewy w postaci rezystorów i kondensatorów ceramicznych, tranzystory w obudowie TO92 i przekaźniki w hermetycznych obudowach. Co szanowni elektrodowicze sądzą o temacie słoika jako obudowy na elektronikę?