Niestety zapanowała moda na oszczędzanie wody. Niemniej jednak nie zawsze się to opłaca. Przykładowo, na osiedlu, na którym mieszkam, odkąd wprowadzono kampanię zachęcającą do oszczędzania wody (w tym montaż wodomierzy), znacznie wzrosła częstotliwość awarii kanalizacyjnych - konkretnie niedrożności. Kiedyś zapchanie kanalizacji było rzadkością a teraz stale przyjeżdża z firmy "Parametr" wóz pogotowia kanalizacyjnego, przy czym nie tylko dotyczy to zapychania się pionów łazienkowych, kuchennych, ale coraz częściej ustępów (przepychanie WC to paskudna robota). W zimie w bloku kuto ściany, by zmienić rury kanalizacyjne (kuchnie) na wysokości kilku pieter, gdyż były kompletnie zarośnięte a w bloku obok stale się zapychają piony WC. Gdy nie oszczędzano wody, to tych awarii kanalizacyjnych było znacznie mniej (pomijając zapychanie sedesów gazetami w okresie braku papieru toaletowego). Dlatego też nie należy przesadzać z oszczędnością wody, gdyż - niestety - ten, kto oszczędza wodę, musi przepychać kibelek. W szczególności dotyczy to wody "toaletowej" (spłuczka), zwłaszcza gdy użyje się więcej papieru (musi się dobrze spłukiwać), także zlewozmywaki powinny być przelewane odpowiednią ilością wody, by wszelkie fusy, resztki np. zupy zostały spłukane aż do samego dołu, do rur biegnących w ulicy. Jedyna słuszna oszczędność wody, to unikanie jej marnotrawstwa, spowodowanego złym stanem instalacji wodociągowej, a więc cieknącymi zaworami (non-stop) z powodu zużytych uszczelek lub innych powodów, przeciekającymi spłuczkami klozetowymi, nieszczelnymi połączeniami gwintowanymi na rurach (utlenione pakuły bez pasty, niedokręcone lub uszkodzone śrubunki i t. p.). Tak więc nie robić głupich oszczędności wody (gdyż zapycha się wtedy kanalizacja), ale dbać o stan techniczny instalacji, by nie było marnotrawstwa w postaci przecieków.